Hiszpania. Andaluzja. Sanlucar de Barrameda i park Donana

Tylko tu można jeszcze podziwiać hiszpańskiego rysia i mangustę egipską

Andaluzyjskie miasteczko Sanlucar de Barrameda leży nad ujściem rzeki Gwadalkiwir. Stąd wyruszył w swoją trzecią podróż za ocen Kolumb, a Magellan na wyprawę dookoła świata. Stare miasto otaczające Plaza del Cabildo jest pełne uroku. Wokół plaży, pustawej we wrześniu, ciągną się piętrowe domki z ogródkami, a gośćmi są tutaj głównie Hiszpanie.

Sanlucar jest znane z manzanilli, którą Carmen w operze Bizeta kusi Don Joségo. To odmiana sherry, ulubionego trunku Anglików, pochodzącego z pobliskiego Jerez i okolic. Nic lepiej nie pasuje do tapas niż mocno schłodzona manzanilla! Wieść głosi, że to sól morska nadaje jej specjalny smak i odróżnia od innych sherry. Również wśród tapas znajdziemy lokalne przysmaki, jak ser manchego czy znakomita szynka pata negra, która swój słodkawy smak zawdzięcza kukurydzy dodawanej do karmy dla świń. Nie sposób nie skusić się na świeże ryby - specjalnością są te pieczone w soli, szczególnie w restauracjach położonych nad zatoką Bajo de Guia.

Ale nie o jedzeniu i piciu rzecz być miała, lecz o konserwacji i przyrodzie. Dla mojego przyjaciela biologa i dla mnie głównym celem podróży był park Donana.

Park Donana

Wczesnym rankiem przepływamy promem na drugi brzeg ujścia Gwadalkiwiru, gdzie znajduje się niezwykły rezerwat przyrody - Donana. W 1961 r. członkowie założyciele World Wildlife Fund (wśród nich Luc Hoffman) z kilkoma innymi naturalistami zakupili tu 10 tys. ha, głównie w celu ochrony ptaków, które odlatują stąd na zimę do pobliskiej Afryki. Każdej zimy przelatuje tędy 6 mln ptaków, a 400 tys. pozostaje do wiosny. Park należy do 50 najlepszych projektów WWF (w tym roku obchodzi swoje 50-lecie) i jest uważany za jedno z ważniejszych osiągnięć tej organizacji.

Rezerwat mianowany parkiem narodowym w 1969 r. zajmuje dziś 54 tys. ha i jest schroniskiem dla 300 gatunków zwierząt, w tym wielu zagrożonych wyginięciem. Tylko tu można jeszcze podziwiać hiszpańskiego rysia (ok. 20 sztuk) i mangustę, tzw. egipską.

Choć wrzesień nie jest najlepszym okresem do obserwacji ptaków, udaje nam się zobaczyć zabawne warzęchy białe o dziobach w kształcie łyżki, białe czaple i mnóstwo gatunków kaczek. Podróżując terenowym busikiem, obserwujemy przez lornetki coraz to piękniejsze okazy. W pewnej chwili dostrzegamy w dali ogromnego ptaka - to wspaniały cesarski orzeł (w parku jest ich 17). W czasie czterogodzinnej wycieczki (70 km trasy!) spotykamy też sporo danieli przechadzających się w stadkach lub samotnie. Obserwują nas bacznie, nie płosząc się na widok samochodu.

***

Jeden z największych obok Białowieży rezerwatów przyrody w Europie ma aż cztery ekosystemy: las, błota, saliny i plaże. Stary drzewostan tworzą dęby korkowe i drzewa oliwkowe, a ich konary i korzenie splatają się przedziwnie na skutek morskich wiatrów.

Wydmy, po których spacerujemy, są częściowo ruchome i przypominają nieco Łebę, ale zajmują dużo większy obszar. Bagna (tzw. vera) latem dostarczają pokarmu jeleniom, dzikom oraz dzikim koniom, których piękne stado możemy podziwiać w galopie. W gęstych lasach żyje wiele ptaków, owadów, żbików, mangust i innych chronionych gatunków. Przejazd terenowym busikiem po suchej o tej porze salinie daje posmak afrykańskiej przygody!

Na przepięknej, niedostępnej dla wczasowiczów plaży jesteśmy świadkami niezwykłego połowu. Narzędziem podobnym do pługa rybacy ryją w piasku, wydobywając mięczaki i inne smakołyki.

***

Już wcześniej miałam okazję uczestniczyć w wyprawach a la safari w Hiszpanii i pod Paryżem. Zwierzęta można tam jednak podziwiać wyłącznie zza ogrodzeń. Tutaj zobaczyłam je na wolności, w cudownych słonecznych pejzażach. Już się cieszę na zimową wyprawę do Puszczy Białowieskiej!

Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Więcej o: