Egipt z pokładu "Emilio". Rejs po Nilu z Agathą Christie

"Wiele jest cudownych rzeczy do obejrzenia w Egipcie, prawda?"

- Myślałem o Egipcie.

- Egipcie? - spytała pani Allerton z niedowierzaniem.

- Prawdziwe ciepło, kochana mamo. Nieruchome piaski. Nil. Bardzo bym chciał tam pojechać. A ty?

- Ja też - powiedziała sucho.- Ale to masę kosztuje. Nie dla tych, co muszą liczyć się z groszem.

Chyba wszyscy Polacy, którzy po drewnianym trapie wchodzą teraz na pokład "Emilio", znają tę wymianę zdań. Tup, tup - już jesteśmy w środku. Pełna blichtru i złoceń recepcja. W barze lustra, pluszowe fotele i pufy ze skóry (sztucznej). No i obszerne schody prowadzące na górny pokład. Wymyślna poręcz (lśni aż do przesady).

Dziewczyny szepczą: - "Śmierć na Nilu".

Agatha Christie opublikowała ten kryminał w 1937 r. Kolonializm miał się całkiem dobrze, wojna jeszcze Europejczyków nie straszyła. Na "Karnaku" z pewnością był inny standard niż na naszym "Emilio", Herkules Poirot cenił wygody. A angielscy turyści wiktoriańską solidność, należeli do wyższych klas. Agata zatrzymała się w Luksorze w hotelu Winter Palace, do dziś najelegantszym w mieście. I najdroższym. Heni, egipski przewodnik, twierdzi, że w sylwestra na pokój z widokiem na rzekę nie wystarczyłoby nam pensji. Kwaterują tam koronowane głowy, gwiazdy pop i politycy.

Ale na Egipt nas stać, choć jak pani Allerton liczymy się z groszem. Egipt klasy ekonomicznej, masowy. Zwłaszcza późną jesienią i zimą. Wtedy w polskich biurach i na egipskich bazarach dość znacznie spadają ceny. Pogoda w Górnym Egipcie też jest życzliwa: w dzień do 28 stopni ciepła, nocą kilka albo kilkanaście (warto wziąć polar albo sweter).

Późna jesień. Każdy wie co u nas. A tam w kajucie za panoramicznym oknem od świtu rozwija się barwny film. Ostry błękit nieba, soczysta zieleń nadrzecznej trawy i lekko zakurzona palm, ciemniejące w oddali majestatyczne wzgórza na złotej pustyni. Całkiem blisko w dosyć mętnej wodzie reklamówki i plastikowe torby po napojach - ot, współczesna cywilizacja, nie warto zwracać uwagi.

Bo są leżaki na górnym pokładzie, palące słońce i zimne napoje. A na brzegu domy z cegły mułowej budowane jak za faraonów. Osły, konie, woły piją wodę, klęczy wielbłąd. Kobiety piorą, mężczyźni ruszają z sieciami.

Egzotyka rodem z bedekera. Heni zwraca naszą uwagę na szczegóły. Niektóre domy z cegły mułowej są niedokończone. Prawdopodobnie powstały na lewo i budowę wstrzymano. Grożą za to dotkliwe kary. Nil wciąż jest życiodajną rzeką, grunty trzeba chronić. Każdy metr kosztuje majątek, więc to nie miejsce dla biedaków.

Bogatsi też czasem budują latami. W 1997 r. w Dolinie Królów grupa terrorystów z bronią maszynową strzelała do zwiedzających. Rynek turystyczny się załamał. Mnóstwo Egipcjan pojechało za chlebem do krajów arabskich lub na Zachód. Jeśli przyślą pieniądze, rodzina wznosi nowe piętro.

Egipt zrobił wiele, by obcokrajowcom nie spadł już włos z głowy. Konwoje, policjanci, ochroniarze. Dziś turystyka kwitnie, stanowi 85 proc. budżetu państwa. Również dzięki nam. Wśród miłośników Egiptu jesteśmy na szóstym miejscu po Anglikach, Niemcach, Rosjanach, Francuzach i Włochach. Część domów stawiają Polacy, którzy się tu osiedlili. W Luksorze powstała nawet polska szkoła.

Kiedy późną jesienią 2010 roku płynęłam po Nilu, aż 40 proc. Egipcjan żyło za dwa dolary dziennie albo nawet mniej. Biedzie towarzyszył zamordyzm i korupcja. Rewolucja wybuchła w styczniu. Pragnienie wolności szybko przyniosło krajowi i obywatelom dotkliwe straty ekonomiczne. W marcu egipski rząd szacował je na ponad miliard dolarów. Wszystkie starożytne, koptyjskie, islamskie i współczesne atrakcje turystyczne były już otwarte dla zwiedzających, ale turyści obawiali się zamieszek. W Polsce zainteresowanie wyjazdami do Egiptu, Tunezji i Maroka spadło przed wakacjami o połowę. Teraz sytuacja wróciła normy. Z danych opublikowanych przez portal Wakacje.pl i EeasyGo wynika, że we wrześniu aż 30 proc. kupujących wycieczki internautów wybrało właśnie Egipt - tym samym znalazł się on na pierwszym miejscu wśród najchętniej wybieranych kierunków.

***

- Wiele jest cudownych rzeczy do obejrzenia w Egipcie, prawda? - zagadnął uprzejmie Poirot nieznajomego młodzieńca, który palił fajkę w nieco głośny sposób.

Młodzieniec wyjął fajkę z ust.

- Mdło mi się robi na ich widok - odrzekł krótko, lecz dobitnie.

Młody pan Ferguson myślał o rzeszach zlanych potem ludzi, którzy na rozkaz despoty trudzili się i ginęli przy wznoszeniu monumentalnych budowli. Wolał dobrze odżywionego robotnika. Dlatego powiedział gniewnie:

- Ludzie znaczą więcej niż kamienie.

- Ale nie są tak długowieczni jak one - dorzucił Herkules Poirot.

Z cudownych rzeczy przez parę dni będziemy oglądać Luksor i Karnak, dawne Teby, "miasto o stu bramach". Ale nie chodzi o bramy wjazdowe, tylko te prowadzące do świątyń. Wokół nich przed trzydziestoma wiekami powstawały dzielnice, dzisiejszy Luksor jest mniejszy od każdej z nich.

Po obu stronach Nilu można tu zobaczyć ponad 30 proc. zabytków starego świata egipskiego.

Tebańscy książęta sądzili, że powodzenie zawdzięczają Amonowi, sprawcy wiatru, urodzaju i płodności. Najważniejsze w kraju sanktuarium w Karnaku (w starożytności część Teb) poświęcili właśnie jemu. To jeden z największych kompleksów architektury starożytnej.

Zgodnie z mitologią to Karnak był jego centrum. Wierzono, że w tym miejscu najwyższy bóg Amon stworzył najpierw samego siebie, a potem resztę bytów. Dlatego później Grecy utożsamiali go z Zeusem.

Ze wszystkich egipskich cudowności (Kair, piramidy i sfinks, Dolina Królów i Królowych, Góra Synaj i klasztor św. Katarzyny) na wielu turystach wrażenie robi właśnie Karnak. Szczegół po szczególe opisany w każdym przewodniku: pylony, kolosy Ramzesa II, obelisk Hatszesput Nie warto tego powtarzać.

Trzeba zobaczyć. Zwłaszcza hipostyl. Podparta dziesiątkami wielkich kolumn sala przypominająca ogromny las pozwala zbliżyć się do starożytnych. Nawet w dzień tutaj ciemno, nocą straszno. Turysta przekonany, że jest ważniejszy niż kamienie, odczuwa lęk. Szacunek wobec dawnych kultur, które filozofię przekuły w architekturę i dotknęły metafizycznego. Historia cywilizacji nad Nilem jest tak prastara, że dokonania antycznej Grecji i Rzymu wydają się niemal nowością.

Ale świątynia Amona to nie tylko duchowość, również polityka. Kapłani potężnego boga zajmowali główne stanowiska w państwie. Później sam faraon stał się jego najważniejszym sługą, a jego żona przełożoną kapłanek. Sanktuarium w Karnaku obsługiwało 80 tys. ludzi. Odbywały się tu tajemnicze obrzędy mające zapewnić ład na świecie. Jednak większości Egipcjan pozostawał tylko widok na wspaniałą bramę i mury świątyni.

Dziś inaczej. Heni o surowości muzułmańskich obyczajów: - U was jest łatwo, idzie się z dziewczyną do kina albo do baru. My musimy kombinować. Jeździ się do Karnaku na pokaz "światło i dźwięk". Przedstawienie leci parę godzin w różnych wersjach językowych. Ze względu na przyzwoitość zaczyna się po arabsku, ale i tak pod koniec panują egipskie ciemności.

W tej części kraju od kobiet wiele się wymaga. Ściśle przestrzegają norm, bo nawet za sprawą drobnego uchybienia mogą się znaleźć na językach. Grzechem jest próba zapisania się na prawo jazdy. Zbyt swobodna rozmowa - i już dziewczynę nazywają "prostytutką". Taka nie znajdzie porządnego męża. A mężczyzna wciąż tu odpowiada za dobrobyt . Przed ślubem para się umawia, czy żona będzie pracować. Jeśli chce, wolno jej. Wszystko, co zarobi, może wydać na ciuchy i perfumy. Poborów kobiety nie wlicza się do rodzinnego budżetu, dla męża ponoć byłoby to upokorzenie.

Co innego w Kairze, gdzie niektóre laski chodzą w tiszertach i za dwa tysiące dolarów odzyskują u chirurga dziewictwo. Ale stolica daleko, tu żyje się inaczej, pocałunki są ekscytujące.

Heni: - Świątynia Amona to błogosławieństwo dla młodzieży.

Może pan Ferguson miał trochę racji.

***

- Ach, panie Poirot - zawołała raptem Kornelia. - Czy to nie cudowne! Jakież są ogromne i pełne spokoju! Kiedy się na nie patrzy, to człowiek czuje się mały i nędzny jak robak, a wszystko robi się takie nieważne, prawda?

W Egipcie historia ma monumentalne kształty. Luksorskie "miasto żywych" po wschodniej stronie Nilu, imponujące centrum administracji państwowej i religii. A na zachodzie wspaniałości "miasta umarłych". Symbole dnia i nocy, śmierci i życia.

W Dolinie Królów i świątyń grobowych zwraca uwagę ta wzniesiona dla Hatszepsut. Jej imię znaczy: pierwsza wśród dostojnych dam. Chciała panować nie jako królowa, ale sam król. I dokonała tego! Była dwudziestolatką, gdy zasiadła na tronie faraona. Na 70 posągach przedstawiana z bródką, a to symbol władzy. Nie kobieta, tylko Ozyrys. Po sąsiedzku ludy afrykańskie wierzyły w męskość Hatszepsut. Była niesamowicie konsekwentna. Kazała przemalować wszystkie swoje wizerunki na pomarańczowo. Taka konwencja w pokazywaniu mężczyzn, kobiety malowano na żółto.

Jedna z pierwszych feministek? Na pewno potężna osobowość, ale nie bez babskich słabości. Nad świątynią Hatszepsut znajduje się tzw. świńska grota z wyrytą w kamieniu parą podczas stosunku. To królowa i jej architekt Senenimut. Nie wiemy, jak wyglądał. Popadł w niełaskę i z budowli, którą projektował, usunięto jego podobizny.

Od 1961 r. świątynię przez 40 lat rekonstruowali polscy specjaliści. Dziś wydaje się wręcz nowoczesna! Niesamowite wrażenie!

Warto zobaczyć grobowiec Tutanchamona. Maniacko poszukiwał go brytyjski archeolog Howard Carter. I znalazł, w 1922 r. odkopał pierwsze stopnie schodów. Napisał później: "Z mroku zaczęły się wolno wyłaniać zarysy pomieszczenia w środku, dziwne zwierzęta, posągi i złoto - zewsząd biła złota poświata".

Właśnie z powodu złota nie ma w Dolinie Królów piramid (w całym Egipcie znaleziono ich 11), lecz groby skalne. Ukryte, więc mniej widoczne dla rabusiów. Zmianę ich formy wymusili złodzieje, za bezpieczeństwem podążyła moda.

Wśród kamiennych jam rozsiane były pracownie zajmujące się ciałem. W życiu pozagrobowym jego pośmiertny stan wiązał się z kondycją ducha. Mumifikacja pozostała niezmienną zasadą. Nawet obsesją.

Do dziś widać to na każdym bazarze. Sarkofagi - skarbonki, przyciski na biurko, długopisy, kolczyki w różnych rozmiarach, z podejrzanych tworzyw.

***

- Może pocztówki Bardzo tanie Bardzo śliczne

- Do odpędzania much? Bardzo dobra. Wszystko z bursztynu.

- Chce pan jechać do hotelu? To osiołek pierwsza klasa

Nic się nie zmieniło od czasów Agathy Christie. Ile razy wysiadamy ze statku lub autokaru, opada nas chmara taksówkarzy i przekupniów. Są hałaśliwi, niezmordowani, nachalni. Niektórych wycieczkowiczów na ich widok dopada wściekłość i agresja. Nad miętową herbatą i sziszą perorują później o gościach w laczkach z zakurzonymi stopami...

A przecież można to traktować pogodniej, urlopowo. W Egipcie nie istnieje bezrobocie, ale często trudno związać koniec z końcem. W knajpach i hotelach haruje się po 14 godzin, a jak szef każe, to i dłużej. Zarobki marne, żyje się dzięki napiwkom. W handlu też trzeba się starać.

Heni: - Młodzi Egipcjanie narzekają na rząd. Starzy mniej, cieszą się, że od tylu lat nie ma wojny.

Pozostaje walka o przetrwanie. Toczy się na luksorskim bazarze. Warto tam wpaść po południu lub wieczorem, na przykład po zwiedzeniu Świątyni Luksorskiej. Chłam przemieszany z wartościowymi towarami - egipską bawełną, skórą, biżuterią, kolorowymi, pachnącymi przyprawami. Warto się dobrze przyjrzeć. Skąd pochodzi ta arafatka? Czysty plastik, z Chin. A tą obok mógłby się owinąć współczesny Beduin.

Co się dziś wykrzykuje do Polaków na bazarach?

- Adam Małysz!

- Jaja jak berety!

- Ale dupa!

Na chamskie odzywki najbardziej narażone są kobiety, które przychodzą tutaj bez faceta albo wyzywająco ubrane. Na odzywkach się kończy. Są dziewczyny, które traktują to pogodnie. Targują się. Cmoknięcie w policzek albo wspólna fotka na tle kramu - i cena gwałtownie spada. Pewnie i tak by spadła, ale trzeba się energiczniej targować.

Rada Heniego: - Jak wołają, że coś jest za funta, to nie wierzcie. Chcą zobaczyć, co macie w portfelu.

Za bazarem dla turystów jest inny, swojski. Strachliwi obcokrajowcy oglądają go z bryczek. Góry warzyw, plastikowe naczynia, dziecięce sweterki z Myszką Miki, gołębie w klatkach, muchy na mięsie i rybach. Warto tu zajrzeć. Egzotycznie, ale spokojnie, super przyprawy i owoce.

Tak, tak, można je jeść po umyciu. Trzeba się tylko pilnować z wodą, korzystać z butelkowanej. Wtedy zemsta faraona to legenda.

Kto nie przepada za takimi klimatami i źle się czuje w gromadzie, może skorzystać ze sprawdzonej rady.

Rozalia szła prosto przed siebie w tłum jak lunatyczka.

- Najlepiej udawać, że jest się ślepym i głuchym - stwierdziła.

***

Znów "Emilio", huczą maszyny. Za chwilę wypływamy do Asuanu. Co można o nim wyczytać u Agaty? Na początek słowa paplającego miło Herkulesa Poirot.

- Tak mnie to wszystko zachwyca! - mówił. - Czarne skały Elefantyny, i to słońce, i łodzie na rzece. Jak dobrze jest żyć!

Wszystkie cytaty z książki Agathy Christie "Śmierć na Nilu", tłum. Natalia Billi, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1995

Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Więcej o: