Wyspy Kanaryjskie. Gran Canaria i Fuerteventura

Gran Canaria wymarzona dla górskich wędrowców, a Fuerteventura - dla miłośników pięknych plaż

Gran Canaria - Maspalomas

Betonowe hotele szpecące nadmorski krajobraz, sklepy z tandetnymi pamiątkami - tak jeszcze do niedawna wyobrażałam sobie Wyspy Kanaryjskie. Ale myliłam się, i to bardzo...

Jest maj 2011 r. Po pięciu godzinach lotu z Warszawy docieramy wreszcie na archipelag położony niedaleko zachodnich wybrzeży Afryki, na wysokości południowego Maroka.

Naszą bazą jest Maspalomas na Gran Canarii, typowy nadmorski kurort z rzędem nieciekawych hoteli, restauracjami i klubami, w których można się bawić do białego rana. Takich miejsc w południowo-zachodniej części wyspy jest wiele, wśród nich m.in. Puerto Rico i Playa del Inglés.

Jedną z atrakcji jest ogromny park wodny, w którym samych zjeżdżalni naliczyłam ponad 30. Ale są tu i przepiękne piaszczyste wydmy ciągnące się przez kilka kilometrów - dzieło oceanu, który znosi na nie również kawałki muszli i korali. Wieje wiatr, więc po chwili jesteśmy cali w złotym piasku i zapadamy się w nim coraz głębiej - jakbyśmy byli na środku pustyni (gorący wiatr przynosi go przecież z marokańskiej Sahary). Nasze ślady natychmiast znikają...

Gran Canaria - Puerto de Mogán

Puerto de Mogán, prawdziwa perełka południowo-zachodniej części wyspy, zwana bywa "kanaryjską Wenecją". To niewielka miejscowość wspaniale położona u stóp wulkanicznych skał. Najwyższa, Cruz de Piedra, ma zaledwie 183 m, ale wygląda niezwykle okazale.

Można tu zjeść obiad w restauracji położonej tuż nad wypełnionym wodą kanałem i pospacerować po wąskich uliczkach, między białymi domami. Wszędzie kwitną bugenwille i wiele egzotycznych roślin. Na trawnikach pysznią się królewskie strelicje, których pomarańczowo-niebieskie kwiaty podobne są do rajskich ptaków (ich sadzonki to jedne z najulubieńszych wyspiarskich pamiątek). Rosną tu również draceny smocze - endemity, które w naturze występują tylko na Wyspach Kanaryjskich i na Maderze. Drzewa te są niezwykle długowieczne, żyją nawet tysiąc lat.

W przeciwieństwie do naszego Maspalomas, hotele w Puerto de Mogán są nieduże, najwyżej trzypiętrowe. Nie ma też czynnych do rana dyskotek, za to można się wybrać na rejs łodzią ze szklanym dnem. Plaża nieduża, ale ładna. Gdybym miała polecić jeden kurort na Gran Canarii, byłby to właśnie ten.

Las Palmas de Gran Canaria

Las Palmas de Gran Canaria - położona na północy stolica wyspy, a zarazem jeden z największych portów w Europie - liczy blisko 400 tys. mieszkańców, a jej Playa de las Canteras uchodzi za jedną z najpiękniejszych na świecie. To właśnie z miejsca, w którym później wyrosła, 24 czerwca 1478 r. kapitan Don Juan Rejón rozpoczął podbój wyspy. W 1483 r. Gran Canaria stała się częścią Hiszpanii.

Wiedząc o tysiącach gości ściągających tu co roku z całego świata, aż trudno uwierzyć, że dla turystyki "odkryto" ją dopiero w XIX w., a pierwszy hotel w Las Palmas otwarto w 1890 r. Zanim zjawili się Hiszpanie, Gran Canarię zamieszkiwali Guancze. Wielu zginęło, broniąc jej przed najeźdźcami, inni zostali sprzedani jako niewolnicy bądź zmarli na choroby sprowadzone przez Europejczyków, reszta uległa asymilacji.

Wiemy o nich niewiele. Prawdopodobnie przybyli z północnej Afryki, ale kiedy to się stało - nie wiadomo. W Museo y Parque Arqueologico Cueva Pintada w Gáldar, kilkanaście kilometrów od stolicy (www.cuevapintada.org), można zobaczyć, jak mieszkali i jak grzebali zmarłych. Są tam również jedyne odkryte na wyspach ich naskalne malowidła. Geometryczne malunki należą do niewielu - prócz nazw geograficznych - pamiątek po tym tajemniczym ludzie. A muzeum to po prostu nakryte dachem wykopaliska archeologiczne.

Krzysztof Kolumb, wyruszając w 1492 r. na pierwszą wyprawę do Ameryki, miał także zawinąć właśnie na Gran Canarię (choć - zdaniem innych - na Gomerę). Dom, w którym ponoć się zatrzymał, zamieniono w muzeum. Jedno z pomieszczeń Casa de Colón wygląda niczym kajuta na jego statku, a na dziedzińcu zadomowiły się dwie ogromne papugi (lepiej nie próbować ich głaskać, nie są zbyt przychylnie nastawione do natrętów, próbują dziobać). Z muzeum sąsiaduje sklep z... kanarkami (tutejsze są brunatne, a nie żółte), kurami, perliczkami... Na archipelagu ozdobne ptaki są bardzo popularne.

Gran Canaria - góry

Gran Canaria to raj dla miłośników górskich wędrówek. Ze zdumieniem odkryłam, że wytyczono tu wiele szlaków dla pieszych.

Najwyższy szczyt, Pozo de las Nieves, wznosi się 1950 m n.p.m. To jedyne miejsce na wyspie, gdzie kilka razy w roku pada śnieg. Prowadzą nań trzy drogi. Z punktu widokowego przy sprzyjającej pogodzie można dojrzeć Pico del Teide (3718 m n.p.m.), najwyższą górę sąsiedniej Teneryfy.

Dolne partie gór zazwyczaj porastają opuncje i inne nawykłe do ciężkich warunków sukulenty, jak choćby tworzące piękne rozety aeonium. O dziwo, im wyżej, tym bujniejsza zieleń, niemal szmaragdowa. W rześkim powietrzu unosi się mocny zapach pinii. Już teraz wiem, dlaczego patronką wyspy jest Matka Boska od Sosen! Ponoć można tu nawet zbierać rydze i prawdziwki (tak zapewniał Marek, nasz kierowca, który mieszka na wyspie od lat).

Barranco de Guayadeque, największy i najgłębszy wąwóz na Gran Canarii, rozciąga się pomiędzy Agüimes we wschodniej części wyspy a Ingenio. Miejscami jego ściany wznoszą się nawet na półtora tysiąca metrów. Niegdyś dnem płynęła rwąca rzeka, teraz biegnie asfaltowa droga. Na zboczach kilkadziesiąt gatunków roślin, w tym wiele kanaryjskich endemitów. Przed wiekami tutejsze jaskinie zamieszkiwali Guancze. I dziś są zamieszkane, ale wyposażone już niczym prawdziwe domostwa, z lodówkami i telewizorami, a nawet z dobudowanymi werandami (wygląda to tak, jakby do skał przyrosły malutkie domki).

Ogromne wrażenie robi Roque Nublo - wysoka na 1813 m samotna skała, niegdyś święta góra Guanczów. Ze szczytu Pico de Bandama (569 m n.p.m.) spoglądamy na położony poniżej krater Caldera de Bandama, największy na wyspie - ma aż kilometr średnicy! Na jego dnie widać opuszczoną osadę. Niestety, nie wolno ot tak sobie tam zejść - to teren chroniony, konieczne jest pozwolenie konserwatora przyrody.

Fuerteventura

Fuerteventura, druga co do wielkości w archipelagu, ma zupełnie inny charakter. Jej najwyższe wzniesienie, Orejas del Asno, liczy zaledwie 807 m. Brakuje zieleni, a surowe widoki kojarzą się z Afganistanem czy Pakistanem. Na wzgórzach stada kóz skubią kępki rachitycznych traw. Pomiędzy nimi biegają dzikie króliki. Niemal wszędzie, gdzie docierają turyści, natychmiast zjawiają się oswojone wiewiórki ziemne - stojąc na tylnych łapkach, liczą na jakiś kąsek.

Fuerteventura sprawia wrażenie opustoszałej i dzikiej. Nic dziwnego - to jedna z najsłabiej zaludnionych wysp, na 1659,74 km kw. mieszka niewiele ponad 90 tys. osób (dla porównania Gran Canaria o zbliżonej powierzchni ma blisko dziesięć razy więcej mieszkańców). Kształtem przypomina liść z ogonkiem - w najwęższym miejscu ocean widać z dwóch stron.

Fuerteventura - Corralejo

Nasz hotel leży na słynącym ze złotych plaż półwyspie Jandia (raj dla miłośników sportów wodnych!). Sporą jego część zajmuje park narodowy chroniący roślinność nadmorskich wydm. Bardzo podoba nam się Corralejo, rybacka osada na północy. Choć zamieniła się w popularny kurort, szczęśliwie nie zeszpeciły jej hotelowe giganty (dominują niewielkie apartamentowce). Jest tu wszystko, czego turyście potrzeba, a przy promenadzie ciągną się restauracje i bary. Zaledwie kilka kilometrów stąd zaczynają się piękne wydmy, których złoty piasek kontrastuje z turkusowymi wodami oceanu (częściowo należą do parku narodowego). Jak na dłoni widać też Lanzarote, kolejną wyspę archipelagu. Krajobraz wprost bajeczny.

Fuerteventura - Ajuy

Zupełnie inny klimat ma Ajuy, rybacka osada w północno-zachodniej części Fuerteventury. Składa się na nią zaledwie kilkanaście domów. Krajobraz najeżony wulkanicznymi skałami jest bardzo surowy, a wzburzony ocean sprawia wrażenie bardzo groźnego. Plażę pokrywa czarny piasek. Wzdłuż wybrzeża biegnie ścieżka widokowa; po niespełna kilometrowym spacerze dochodzimy nią do jaskiń powstałych po wyrobisku kredy.

Fuerteventura - Pájara

Z kolei Pájara zachwyca XVII-wiecznym kościołem Nuestra Senora de la Regla. Zdaniem historyków ozdoby nad portalem mogły powstać pod wpływem sztuki Azteków.

Kolejne piękne miasteczko jest ukryte w sercu wyspy. To pierwsza stolica Fuerteventury, Betancuria, założona w 1405 r. przez Jeana Béthencourta. Ten francuski żeglarz i odkrywca zdobył dla króla Hiszpanii połowę archipelagu. Prócz tej wyspy podbił także Gomerę, Hierro i Lanzarote.

Dziś to osada mająca niewiele ponad pół tysiąca mieszkańców. Warto zobaczyć zbudowany przez Béthencourta kościół Santa Maria. Co prawda został doszczętnie zniszczony przez piratów, ale w XVII w. odbudowano go. Z pierwotnej konstrukcji uchowała się tylko dzwonnica i kilka kolumn; w środku barokowy ołtarz, chór i chrzcielnica. Na uwagę zasługuje też Casa Santa Mar~a - odrestaurowany XVI-wieczny dom z białego kamienia, zamieniony w winiarnię i sklep z ceramiką. Żal było opuszczać archipelag, ale na pewno jeszcze tu wrócę. Choćby po to, żeby z plecakiem przemierzyć góry Gran Canarii.

Turyści najczęściej udają się na Wyspy Kanaryjskie z biurami podróży. Wyprawa na własną rękę jest trudniejsza - miejsca w większości hoteli są rezerwowane właśnie przez biura, a kempingów brak. Na Gran Canarii można wynająć trzypokojowe mieszkanie za ok. 350 euro/miesiąc. Wszędzie kursują autobusy komunikacji publicznej, ale by dostać się do ciekawych miejsc, trzeba wynająć samochód (ok. 120 euro/tydzień) lub korzystać z taksówek (nie są zbyt drogie).

http://mygrancanaria.com

www.turismodecanarias.com

Wyspy Kanaryjskie - smaczny archipelag

Wyspy Kanaryjskie to królestwo ziemniaków. Malutkie gotuje się w całości, ze skórką, w bardzo mocno osolonej wodzie (za jej sprawą stają się pomarszczone) i podaje na przystawkę z różnymi mojo, czyli sosami (np. czosnkowym). Nam bardzo smakował też krem z cukinii i groszku z pokrojonym w kostkę kozim serem. Popularny jest również królik, wcześniej zamarynowany w zalewie z octu, oliwy i awokado, oraz dania z ciecierzycy.

To oczywiście raj dla smakoszy ryb i owoców morza, podawanych na mnóstwo sposobów. My kosztowaliśmy m.in. krewetek w oliwie, filetów z dorsza z cebulą i pomarańczami, a także smażonych niczym frytki, w głębokim tłuszczu.

Bardzo dobre są kozie sery oraz wina (zwłaszcza te z wyspy Lanzarote). Warto też skosztować lokalnego piwa - mnie bardzo smakowało lekkie Tropical.

W mieście Arucas na Gran Canarii powstaje wyborny rum. Ponadstuletnie zakłady destylacji rumu można zwiedzać (trunek dojrzewa w drewnianych beczkach), kończąc wizytę degustacją i zakupami w firmowym sklepiku. Okolice Arucas słyną ponadto z największych na wyspach plantacji bananów.

Na wyspiarskich sukulentach i kaktusach żerują niepozorne mszyce - koszenile, z których otrzymuje się słynny czerwony barwnik (niegdyś do tkanin, teraz m.in. do campari). Przywędrowały tu z Ameryki Północnej i Centralnej w XIX w. wraz ze sprowadzoną stamtąd opuncją.

Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Więcej o: