Szwecja. Kustvägen Sydost - idylla nad Bałtykiem

Na Kustvägen Sydost czeka nas tyle wrażeń, ile jest dań na słynnym szwedzkim stole

Na poznanie ważniejszych atrakcji Kustvägen Sydost (drogi nadmorskiej) warto poświęcić kilka dni. Szlak prowadzący z Torhamn na południu do Kristianopel na północy ma tylko 23 km, ale jest jak słynny szwedzki stół: - Na przybysza czeka tu tyle wrażeń, ile dań na naszym stole - mówi Ylva zajmująca się promocją okręgu Blekinge.

Idylliczne Torhamn

Można zacząć od Torhamn, idyllicznego miasteczka z domkami o czerwonych ścianach obramowanych bielą. Pośrodku skromny kościółek z jeszcze skromniejszym cmentarzem z nagrobkami z polnych kamieni. Podwórka, często bez ogrodzenia, skryte w zadbanej zieleni, od maja do października pachną bzem, różami, lawendą. Pełno wiejskich sklepików z ekologiczną żywnością, kilka piekarenek z piecami chlebowymi, pracownia jubilerska, ciastkarnia, wypożyczalnie rowerów, kajaków i łodzi. W Torhamn każdy wskaże drogę do sklepiku Marijana Kejzera. Holender, mieszkający w Szwecji od kilku lat, propaguje pieczywa z krainy wiatraków. Na życzenie dobiera mieszanki do wypieku chleba, ciast, gofrów i naleśników. Holendrzy i Szwedzi cenią sobie zdrową żywność, więc o jakość produktów możemy być spokojni.

Po zwiedzeniu 1000-letniej przystani warto obejrzeć nowoczesny, kameralny port Yttre Park, gdzie zawijają stateczki wycieczkowe z Karlskrony. Potem koniecznie trzeba się udać do rezerwatu przyrody Torhamns Udde, jednego z najciekawszych siedlisk ptasich w Europie - podczas migracji zatrzymuje się tu nawet 300 gatunków! Wokół rozmieszczono kilka wież obserwacyjnych. Prócz ptaków widać z nich stare zagrody pasterskie, chatki rybackie i usypiska głazów narzutowych. Ja w ciągu kwadransa ujrzałem rybitwy czubate, edredony, dwa gatunki bernikli, pustułeczkę i dudka. W pobliskiej zatoce 30 lat temu utknęła na mieliźnie radziecka łódź podwodna. O tym mrożącym krew w żyłach incydencie z okresu zimnej wojny opowiada multimedialna ścieżka w Muzeum Morskim w Karlskronie.

Niespełna 4 km od Torhamn na leśnej polanie trafimy na liczące 3 tys. lat ryty naskalne. Ponad 100 dobrze zachowanych wizerunków myśliwych, dzikich zwierząt i łodzi - zwanych rysunkami Horsahallen z Möckleryd - ilustruje życie i obyczaje dawnych Skandynawów.

Jadąc drogą nadmorską na północ, co krok mijamy osadę farmerską, wioskę rybacką, odrestaurowany wiatrak typu holenderskiego, chatki pasterskie, miniaturowe kościółki. Wokół mnóstwo otoczaków i głazów narzutowych. Z nich podmurówki starych folwarków, miedze, ogrodzenia pastwisk lub fragment średniowiecznego muru obronnego. Solidny budulec podarowała Skandynawom epoka lodowcowa. Nie wiem, jak obrabiano ten okropnie twardy kamień, ale licowa część murów prawie zawsze jest gładka.

Orranäs, Jämjö, Kristianopel

Droga co jakiś czas zbliża się do poszarpanego brzegu Bałtyku. W innych miejscach tafla morza błyska w prześwitach lasu i gęstych zarośli. Mijamy kamienną kaplicę pątniczą, nadmorski kemping i pracownię garncarza. Co kilkadziesiąt metrów znaki z symbolami rowerów, namiotów, zwierząt hodowlanych, ptaków, ryb i produktów spożywczych. O znaczących zabytkach informują ogólnie przyjęte w Unii Europejskiej symbole.

Warto przystanąć w Orranäs pod szyldem serowarni. Na nowoczesnej koziej farmie powstaje kilka gatunków bryndzy i serów dojrzewających. Niektóre można jeść po trzech tygodniach, a inne dopiero po siedmiu miesiącach. Pokazująca proces produkcji Boel podpowiada, kto powinien jeść ser z tymiankiem, kto z czarnym pieprzem albo z czosnkiem. Wszystkim poleca vit caprin, uważany za naturalny szwedzki afrodyzjak.

W pobliskim Jämjö można spróbować regionalnych ciast robionych na domowym maśle czy ciastek Kiny - malinowego (hallon) i z borówkami (blabärspaj). Kina piecze też chleb na zakwasie i częstuje pyszną kawą.

Kristianopel było najpierw osadą wikingów, skąd ich długie łodzie ruszały plądrować sąsiadów. Potem potężną twierdzą na wschodnich rubieżach państwa duńskiego. W XVII w. wróciła w granice Szwecji. Od strony morza zachował się kilometr kamiennych murów obronnych, a na przedmieściach - ruiny duńskiej twierdzy Avaskär. Zimą mieszka tu niewiele ponad 40 osób, ale od wiosny do jesieni przez miasteczko przewija się ich nawet 100 tys. Marina tętni życiem, w weekendy odbywają się spektakle teatru otwartego, wernisaże, plenery malarzy marynistów. Przez cały sezon zapach róż i lawendy miesza się z aromatem kardamonowych ciastek, miodu leśnego i kminkówki. Gdzieniegdzie pachnie wędzonymi rybami, domową wędliną, okowitą albo gotowaną kukurydzą. W Café Sött&Salt podają wędzonego węgorza i czekoladowe lody, nieopodal jubilerka szlifuje bursztyn i kamienie szlachetne z całego świata. Lada moment tuż za jej pracownią otworzy się stylowy pensjonat na 16 osób.

Z falochronu przy marinie widać Olandię - wyspę ptasich siedlisk, kamieni runicznych, ruin średniowiecznych twierdz i pamiątek po wikingach. Tam planuję następny wypad.

Dojazd. Z Gdyni do Karlskrony promem StenaLine (10 godz.) - samochód + 4 osoby od ok. 600 zł w obie strony, bez kabiny, www.stenaline.pl . Z Karlskrony do Torhamn (ok. 25 min) - drogą E 22 w kierunku Kalmaru, w Jämjö na południe. Rezerwacje (noclegi, bilety): www.crossbaltica.pl , www.visitblekinge.pl

Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Więcej o: