Centrum Nauki Kopernik: BZZZ! i Cywilizacja [SPACEROWNIK]

Główne wejście znajduje się w narożniku, gdzie jest najwięcej przeszkleń, u zbiegu ulic Wybrzeża Kościuszkowskiego i Lipowej. Widać rampę - zjazd do garażu podziemnego oraz różowawą bryłę z betonu stylizowaną na głaz narzutowy. Pełni on funkcję użytkową, o czym przekonamy się w środku.

Wchodzimy. Na wprost widać szklane atrium . Rosną w nim krzew i trawy. To symboliczne przypomnienie naszych związków z naturą. Takich atriów w budynku jest sześć. Ułatwiają orientację w przestrzeni, ale nie tylko. Architekt, projektując je, myślał o kraterach, które dziurawią gmach od dachu po parter. Porównywał je też do wielkich porów, dzięki którym Kopernik łatwiej "oddycha". Górne kwatery szklanych ścian są uchylne, co pozwala szybciej usunąć masy nagrzanego powietrza. Pierwotnie przy krawędzi dachu miała znajdować się opaska-zbiornik do łapania wody, która po podczyszczeniu służyłaby np. do spłukiwania toalet. Tego proekologicznego rozwiązania nie udało się zastosować z powodów finansowych. Po lewej stronie od atrium z krzewem znajduje się świetlica . To pomieszczenie urządzone w bryle o formie głazu narzutowego, które zauważyliśmy przy wejściu. Do wnętrza światło wpada przez szklany dach. W świetlicy uczestnicy wycieczek mogą zjeść swoje kanapki, napić się herbaty. Do świetlicy przylega szatnia z szafkami . Jeśli chcemy w szafce zamknąć plecak i kurtkę, musimy mieć 2-złotową monetę. Dopiero po jej włożeniu udaje się przekręcić kluczyk. Trzeba go pilnować. Zgubienie kluczyka i awaryjne otwarcie szafki kosztuje 50 zł. Kto nie ma drobnych, może rozmienić pieniądze w automacie przy drzwiach wejściowych.

Po prawej stronie, na wprost szatni, działać będzie bar-bistro . Kopernik promuje nie tylko naukę i sztukę, ale także zdrowy styl życia, dlatego miłośnicy fast-foodów nie znajdą tu nic dla siebie. Ceny mają być umiarkowane. Tuż przy barze znajdzie się sklepik z pamiątkami i gadżetami. Zaraz za atrium stoi pierwsza atrakcja - Robothespian , który ma ręce, nogi, głowę, potrafi stroić miny, mrugać, a nawet rozmawiać. I to w dwóch językach - po polsku i angielsku. Komunikacja odbywa się przy pomocy ekranu dotykowego. Mamy na nim zestaw pytań czy życzeń, na które robot odpowiada czy reaguje, np. gdacze, macha ramionami i udaje kurę. Kiedy naciśniemy na tytuł jednej z kultowych polskich komedii, jak "Seksmisja", usłyszymy niezapomnianą kwestię: "Kopernik była kobietą!". Robot nie odpowiada jednak na pytania typu: jak żyć? Po pogawędce z robotem zmierzamy w stronę drugiego "krateru" z atrium. Jego ściany ze szkła nie schodzą do samej posadzki, kończą się w powietrzu - dzięki temu powstała przestrzeń na punkt informacyjny z kasami . Ceny biletów w formie kart elektronicznych: normalny 22 zł, ulgowy 13 i 16 zł (taniej jest dla dzieci i młodzieży szkolnej w wieku 2-19 lat), grupowe 11 i 20 zł, rodzinny dla czterech osób 57 zł, roczny imienny 39 i 66 zł. Najmłodsi do dwóch lat wchodzą za darmo. * Elektroniczną kartą otwieramy bramkę i stajemy w imponującej przestrzeni skąpanej w świetle. To agora o wysokości 10 m. W innych częściach Kopernik ma dwie kondygnacje nadziemne, tu tylko jedną. Taka wysokość pozwoliła dobrze wyeksponować wahadło Foucaulta . Francuski fizyk Jean Bernard Leon Foucault w 1851 r. zawiesił w paryskim Panteonie gigantyczne 67-metrowe wahadło i tym doświadczeniem zobrazował ruch obrotowy Ziemi. W Koperniku urządzenie jest mniejsze, ale zasada działania taka sama. Na stalowej lince wisi 250-kilogramowa kula ze stali. Po pewnym czasie zauważymy, że wahadło nie porusza się w jednej płaszczyźnie - w poziomie. Co kilka minut kula nieco zmienia swoje położenie, wtedy uderza w pionowy młoteczek, który upadając trafia w dzwonek. Wniosek: "A jednak się kręci". To ruch obrotowy Ziemi sprawia, że płaszczyzna poruszania się wahadła ulega stopniowej zmianie. I w ciągu 36 godzin (co wynika z położenia geograficznego Kopernika) wykona pełny obrót. Na równiku stałoby w miejscu. * Po lewej stronie od wahadła Foucaulta widać zawieszone cztery okrągłe niebieskie kule. To instalacja artystyczna "Niekończąca się opowieść" Marka Sułka. Do kuli największej można zajrzeć przez dziesiątki otworów. A tam twarze i postaci na zdjęciach nadesłanych przez ludzi, którzy utrwalili ważne momenty swojego życia jak ślub, narodziny, chrzciny czy pamiątka z wakacji. W kuli skrywa się też wydruk z badania USG z wizerunkiem prenatalnym. W Koperniku ma się toczyć dialog między badaczami nauk ścisłych, humanistycznych i twórcami sztuki. W środku i na zewnątrz są 22 instalacje artystyczne. - Nauka jest częścią kultury. Rozdzielanie tych dwóch światów uznajemy za fałsz - mówi Robert Firmhofer, dyrektor Kopernika. Mijamy agorę z wahadłem Foucaulta. Pośrodku są przeszklone windy i schody prowadzące na piętro. Na parterze na odkrycie czeka wiele atrakcji. Jak w życiu, nauce i sztuce każdy wybiera własną ścieżkę, tu też idziemy i zwiedzamy jak chcemy. Wolny wybór.

Centrum Nauki Kopernik: Kto przyszedł z dziećmi w wieku od 2 do 6 lat, powinien kierować się na prawo od schodów. Tam czeka galeria Bzzz!, nad jej wejściem rozciąga się jakby organiczna tkanka wykonana ze sklejki. Na powierzchni 320 m kw. znajduje się 40 eksponatów, całość zaprojektowali Karolina Perrin i Łukasz Wesołowski. Dominują pastelowe kolory, obłe formy, wszystko jest skrojone na wzrost i pod zainteresowania dzieci. Galeria Bzzz! wygląda jak nowoczesny, multimedialny plac zabaw , na którym można nauczyć się rozpoznawania głosu ptaków czy zapachów zwierząt (niektóre są nieprzyjemne!). - Jak widzi świat mucha, a jak pies? Jak powstaje miód? Dlaczego ptak lata i jakie musi wykonać ruchy skrzydłem, by wzbić się w powietrze? Na te pytania tutaj można znaleźć odpowiedź - zapewnia koordynatorka galerii Maja Wasyluk. Centrum Nauki Kopernik: Ze strefą dla dzieci sąsiaduje galeria Korzenie cywilizacji. Twórcy Kopernika przekonują, że jest unikatowa na tle wszystkich centrów nauki na świecie. Ukazuje postęp, jaki dokonał się w naszej cywilizacji od czasów, kiedy człowiek krzesał ogień czy poruszał się, łapiąc wiatr w żagle aż do epoki telefonii komórkowej, internetu, robotów i sztucznej inteligencji. Wszystko pokazano na tle zjawisk społecznych, rozwoju architektury, sztuki i filozofii. Nie zapomniano też o religii. * Jedna z bram do tej galerii prowadzi przez ściany wykonane z gliny . Po prawej stronie - w kierunku wielkiego okna z widokiem na Wisłę - płynie sztuczna rzeka . Można wypróbować, jak działają koła i turbiny wodne, śruba Archimedesa czy rzymski akwedukt w miniaturze. * W sąsiedztwie znajduje się stanowisko archeologiczne dla dzieci. Trzeba posługiwać się pędzelkami, by odkryć zasypane w piasku skarby, kości, fragmenty naczyń ceramicznych. Są na stałe przytwierdzone do podłoża. "Gdzie archeolog nie może, tam robota pośle" - przypomina napis. Sterujemy nim joystickami z pomarańczowej walizki, na której wyświetla się obraz przesyłany z kamery. Robot jest mniejszy od odkurzacza i porusza się na kołach. Można go podpatrzeć przez szybę w sztucznym pagórku. * Blisko wody nie mogło zabraknąć kolejnych żywiołów - ognia i wiatru. W centrum nauki są one okiełznane i prezentowane co kilka minut jako dwa w jednym. Ogniste tornado szaleje w gablocie ze szkła odpornego na wysokie temperatury. Wirujące płomienie skręcają się coraz szybciej, w końcu przybierają kształt płomienistego miecza. * Warto teraz skręcić w lewo, w stronę światła i trzeciego atrium. Znajdują się tu drewniane blaty z czarnymi przyciskami. Tutaj można posłuchać "odgłosów" różnych religii oraz wierzeń - modłów i śpiewów wyznawców buddyzmu, animizmu, judaizmu, islamu, hinduizmu, chrześcijaństwa, szamanizmu i shintoizmu. Jak to zrobić? Należy oprzeć łokcie na guzikach w blacie, a dłonie mocno przycisnąć do uszu. Przy okazji dowiemy się, że kości ręki mogą służyć jako przekaźnik fal dźwiękowych, a dłonie sprawdzają się w roli prostych słuchawek stereo. * Jeśli staniemy tyłem do stanowiska z modłami odkryjemy różne formy pisma. Najważniejszy eksponat to projekcja Kamienia z Rosetty , którą można oglądać w trójwymiarze dzięki specjalnym okularom. Oryginał znajduje się w British Museum w Londynie. Na bazaltowej płycie kapłani z Memfis wyryli tekst dekretu z 27 marca 196 r. p.n. e. (m.in. z obniżką podatków), by uczcić pierwszą rocznicę koronacji faraona Ptolomeusza V. Dzięki temu, że ta sama treść została zapisana w dwóch językach staroegipskich oraz w grece, hieroglify przestały być tylko obrazkami, w końcu dały się zrozumieć. Odczytał je Jean-François Champollion w 1822 r. Na stanowisku komputerowym każdy może przetłumaczyć różne słowa na hieroglify. * Opuszczamy Egipt i idziemy w stronę okna. Między atrium a wielkim oknem na Wisłę swoisty parawan tworzy ogromna kompozycja z wielu kół zamachowych naszej cywilizacji . Są kamienne żarna, koła drewniane i stalowe, jak z młyna czy maszyny parowej, ze szprychami i bez, samochodowe, nie brak płyt winylowych czy krążków CD. Też są okrągłe. Z boku znalazło się miejsce na komputer z dostępem do internetu i poglądowa plansza, jak działa sieć telefonii komórkowej. Na chętnych czeka kolisty ekran , w który wrysowuje się elektronicznie różne kształty rozet charakterystycznych dla katedr gotyckich. W równania matematyczne ujął je dopiero filozof Guido Grandi w 1723 r. Obok kuszą eksponaty do ekspresowego zgłębienia tajników perspektywy malarskiej czy budowy kopuł. Łatwo też sprawdzić, jak rozkładają naprężenia w różnych konstrukcjach mostowych. Model przeprawy z pleksiglasu wstawiamy między dwa polarozytory i naciskamy - miejsca naprężeń będą ciemniejsze. Na kompozycji z kół warto zwrócić uwagę na trzy przezroczyste walce , z których każdy wypełniony jest milionem kuleczek białych i czerwonych. Można nimi obracać, a przy okazji dowiedzieć czegoś o procentach, promilach i rachunku prawdopodobieństwa. W górnym walcu znajduje się 990 tys. przezroczystych kulek i 10 tys. czerwonych, czyli kolorowa jest co setna - jeden procent, w środkowym - zaledwie co tysięczna (promil). W dolnym walcu skrywa się tylko jedna czerwona kulka na 999999 bezbarwnych. Jaka jest szansa, że ją wypatrzymy? * W sąsiedztwie świata kół intryguje eksponat o nazwie hiperbola i spółka . Należą do niej jeszcze parabola, elipsa i okrąg, czyli krzywe stożkowe. Od razu można zrozumieć, dlaczego matematycy tak je nazwali. Wszystkie pochodzą od stożka, który w tym przypadku wypełniony jest niebieską cieczą. Obracamy eksponatem - linię cięcia wyznacza poziom cieczy w przechylonej bryle. Tak uzyskujemy różne kształty krzywych stożkowych. O tyle warto je poznać, że podobnymi torami poruszają się wszystkie ciała Układu Słonecznego. Zerkamy do ściągawki: "Planety, asteroidy i komety okresowe krążą po okręgu lub elipsie. Komety jednorazowe, które tylko raz pojawiają się w pobliżu Słońca i już nigdy nie wracają, poruszają się po torze parabolicznym lub hiperbolicznym". * Przy obrotowym stożku znajduje się eksponat, dzięki któremu każdy zrozumie i zapamięta, jak wyglądają fraktale odkryte przez francuskiego matematyka Benoita Mandelbrot (urodził się w Warszawie, zmarł niedawno). Pod okrągłym kołem z plastiku znajduje się pewna ilość barwionej cieczy - kiedy zaczynamy na nie naciskać, przybiera fantazyjne, nieregularne i pofałdowane wzory. Z opisu dowiadujemy się, że przyroda lubi takie kształty. Dowód - góry, kontury skłębionych chmur, linia brzegowa itp. * Przy oknie z widokiem na Wisłę nie sposób nie zauważyć dziwacznej postaci z metalu z lejkowatą trąbką zamiast ust, książką zamiast włosów i ogromnymi oczami. To Elektrybałt, czyli elektroniczny poeta , postać wymyślona przez Stanisława Lema i utrwalona w tomie "Cyberiada" ("Wyprawa pierwsza A, czyli Elektrybałt Trurla"). Stwór trzyma księgę z ekranem dotykowym i szybko kleci wiersze na nasze żądanie, np. epitafia, sonety czy limeryki, a nawet je recytuje. Nic jednak nie zapowiada, by mógł pokonać Wisławę Szymborską i dostać literackiego Nobla. * W sąsiedztwie Elektrybałta skrywa się kącik melomana poświęcony rytmowi z apelem Orkiestra tusz . Wystarczy usiąść na krzesłach przy różnych instrumentach, np. trąbce, by je usłyszeć w orkiestrowym wykonaniu. Najtrudniej dopchać się do hipernowoczesnej harfy, na której gra się na niewidocznych laserowych strunach. Możemy też usłyszeć, jak wali nam serce. Wystarczy chwycić rączki przed szklaną gablotą z bębenkiem, by wprawić w ruch pałeczkę. * Hazardzistów i matematyków powinien zainteresować eksponat nazwany Mozart gra w kości . Ten genialny kompozytor eksperymentował, starał się wykorzystać elementy przypadkowości w tworzeniu 16-taktowych menuetów. Wystarczy rzucić kości i wsłuchać się w muzyczną kompozycję a'la Amadeusz. W trakcie pracy twórczej lepiej nie patrzeć za siebie. Na trójwymiarowym zdjęciu leżący na kocu mężczyzna oglądany pod innym kątem zamienia się w szkielet. Tekst przypomina, że tak będziemy wyglądać za 200 lat. Znów kości i memento mori, bo każda zabawa ma swój kres. Dopóki wali bębenek. * Do narożnika z instrumentami przylega pomieszczenie z widownią. To pierwszy na świecie teatr robotyczny , który zaprasza na premierę w grudniu 2010 r. Mechaniczni i elektroniczni aktorzy wyprodukowani przez Engineered Arts Ltd z Wielkiej Brytanii wciąż ćwiczą. Ich ruchy czy bogata gra oczu są programowane komputerowo. Głosów użyczyli aktorzy: Magda Różczka, Wiktor Zborowski, Tomasz Kozłowicz, Marian Opania, Piotr Fronczewski. Na afisz wejdą dwa przedstawienia: "O królewiczu Ferrycym i królewnie Krystali" (na podstawie opowiadania Stanisława Lema) oraz "Tajemnica pustej szuflady, czyli duchy z czwartego wymiaru" (w oparciu o powieść "Flatland. A Romance of Many Dimensions" Edwina A. Abbotta z końca XIX w.). W tym teatrze nie ma dekoracji - zamiast nich jest ekran, na którym wyświetlają się animacje, np. bardzo krótka historia świata od samego początku, czyli Wielkiego Wybuchu. - Co było najtrudniejsze? Synchronizacja, dopasowanie gry robotów do polskiego tekstu. One przyjechały z wysp, a po angielsku te same kwestie trwają krócej - zdradza Paweł Kolanowski, autor scenariusza. * Mijamy szyby laboratoriów: chemicznego, fizycznego i biologicznego. Tutaj uczniowie będą prowadzić różne doświadczenia. Opuszczamy galerię Korzenie cywilizacji, przechodząc obok wielkiego, namalowanego parowozu (na ekranie migocze historia obrazkowo-opisowa dotycząca handlu). W przejściu przylegającym do szybu windowego napis zachęca: Usłysz świat . Są tu ukryte dźwięki "światowej cywilizacji", np. rynku w Kalkucie, paryskiego metra, mikrofalówki czy silnika parowego. Aby je usłyszeć, trzeba stanąć na białym kole zaznaczonym na posadzce.

Koniec wystaw na parterze - wchodzimy na piętro

W 2004 r. ogłoszono konkurs na nazwę przyszłego Centrum Nauki. Nadeszło prawie 1,6 tys. propozycji nie tylko z Polski, ale i ze świata. W finale znalazły się dwie: Kopernik i Cogito. Prof. Jarosław Marek Rymkiewicz, przewodniczący jury, tak uzasadniał ostateczny wybór: "Wśród propozycji było sporo śmiesznych. Uznaliśmy jednak, że nazwa musi być poważna, tak jak poważne jest przedsięwzięcie. Wybraliśmy nazwisko największego uczonego, który żył na ziemiach polskich, bo centrum ma pokazywać, jak atrakcyjna może być nauka".

Kopernika zgłosił Artur Strzyga z Woli. O konkursie dowiedział się w tramwaju z ulotki. W domu powiedział o tym żonie. - Może Kopernik? - zaproponowała. Uznali, że wszyscy na świecie znają to nazwisko i kojarzy się ono z polską nauką".

Więcej podobnych tras znajdziesz w: Spacerownik. Centrum Nauki Kopernik

Więcej o: