Wywiad z Krzysztofem Krawczykiem

Krzysztof Krawczyk odwiedził w czwartek letnią redakcję "Gazety". Podpisywał płytę "To, co w życiu ważne". W piątek wystąpi w Operze Leśnej w ramach Sopot Festivalu z okazji 40-lecia kariery.

Sebastian Łupak: Czy można mieć za dużo pieniędzy?

Krzysztof Krawczyk: Ja nie mam za dużo pieniędzy. Więc nie wiem, jak to jest. Natomiast można mieć za duże podatki i to akurat odczuwam na własnej skórze.

Nadmiar we wszystkim jest bardzo szkodliwy. Pompujemy własną pychę przez pieniądze. Wydaje nam się, że jak założymy Armaniego i zegarek Gucciego i jeździmy klimatyzowanym samochodem, to jesteśmy lepsi od innych. Ale to jest takie bardzo polskie. Ostatnio miałem takie przemyślenie, że my Polacy bardzo lubimy krytykować, negować. Uprawiamy destrukcję i stajemy się wtedy atrakcyjniejsi, ale tylko we własnych oczach.

Lubi Pan, gdy inni zazdroszczą Panu sławy i pieniędzy?

- Ja tego nie odczuwam. Natomiast zdarza się, że ktoś z tej samej branży przykłada mi w mediach, czepia się o moją przeszłość muzyczną. To jest zawiść interesowna, żeby zaszkodzić. Ale to jest złe, bo co się zasieje, to się zbierze.

Jak Pan utrzymuje dobrą formę?

- Gram 120 koncertów rocznie i to jest dla mnie lekarstwo. Jak na 58-letniego gościa, gdy wychodzę do publiczności, zdenerwowany, czasem zmęczony i widzę, że coś się dzieje chemicznie we mnie: te enzymy różne, adrenalina, serotonina, bo ja się zaczynam interesować biochemią. I wtedy jakbym dostał zastrzyk w tyłek z glukozy połączony z witaminą C i magnezem, potasem i cynkiem. Publiczność jest mi potrzebna jak powietrze i walczę o nią z determinacją.

Gdyby podczas rozmowy o pracę, czyli kontrakt płytowy, musiałby się Pan dziś zareklamować jako debiutant, który dopiero ma wydać płytę, to co by Pan powiedział szefom wytwórni?

- Że jestem dobry w tym, co robię, i warto ze mną zaryzykować. Powiedziałbym: "zróbcie ze mną próbę". BMG zaryzykowała. Dali mi do śpiewania utwór funkowy "Papa Was a Rolling Stone", Smolik to zaaranżował i wtedy się narodził ten nowy Krawczyk, który ma młodszą publiczność.