Wojciecha Fibaka przypadki

Anegdot dotyczących słynnego tenisisty Wojciecha Fibaka jest tak wiele, że nie brakuje wśród nich opowieści z restauracji. Oto pierwsze z brzegu przykłady.

W jednej z sopockich restauracji miała odbyć się impreza tylko dla VIP-ów. Wszystko zapięte na ostatni guzik, kucharz w pogotowiu, stoły zastawiane. Przy wejściu pojawia się Wojciech Fibak w towarzystwie księcia Monako. Próbują przekroczyć próg restauracji, ale w drzwiach zatrzymuje ich kelnerka: - To impreza zamknięta, czekamy właśnie na wyjątkowych gości - mówi.

Wojciech Fibak tłumaczy: - Ale ja jestem Wojciech Fibak, a to jest książę Monako.

Rezolutna kelnerka odpowiada: - Tak, a ja jestem księżna Kelly.

Wieść niesie, że w Błękitnym Pudlu w Sopocie podaje się najlepsze naleśniki na świecie. Dwa lata temu owa fama dotarła do Wojciecha Fibaka, który nastawił się na niebywałą ucztę i udał się do Błękitnego Pudla. Pech chciał, że właśnie wtedy naleśniki się skończyły, o czym Fibaka nie poinformowano, aby go nie rozczarować. Pierwszy i ostatni raz w historii lokal zakupił więc cichaczem naleśniki w pobliskim sklepie i podał je na talerzu. Wysiłek poszedł na marne, bo Fibak z wyraźnie niezadowoloną miną orzekł, że czegoś takiego jeszcze nie jadł.

Wojciech Fibak, tenisista, menedżer, wydawca, kolekcjoner dzieł sztuki: - Pierwsza anegdota ma w sobie dużo prawdy. Wchodziliśmy na dyskotekę mieszczącą się na plaży w Sopocie. Tworzyliśmy 20-osobową grupę. Był między innymi Mariusz Czerkawski i książę Monako. Nas wpuszczono, ale książę został zatrzymany przy wejściu. Wyjaśniliśmy, kim jest ta osoba, ale pani odrzekła, że jak on jest księciem Monako, to ona jest księżniczką. Drugiej sytuacji sobie nie przypominam. Lubię usiąść w Błękitnym Pudlu, ale naleśników z reguły nie jadam.