Oni mają smooth jazz café, a my...

Czy do modnych kafejek chodzimy tylko na kawę, czy po styl życia? A co z polskimi piwiarniami?! Jaki styl życia lansują?

Bluey, lider zespołu Incognito mówi, że nie lubi terminu smooth jazz, bo za jego pomocą korporacje starają się sprzedać nie tylko muzykę, ale i cały styl życia, a co za tym idzie odpowiednio drogie produkty. Rzeczywiście na Zachodzie wizyta w kawiarni firmy Starbucks (taki kawowy odpowiednik McDonalds'a) wiąże się ze stylem życia. Japiszon sączący kawę w Starbucks w czasie bizneslunchu nie tyle pije kawę, co stara się dopasować do pewnej mody, pewnego lansu, którego częścią jest przesiadywanie w Starbucks. Amerykańska sieć wydaje np. własne płyty - składanki z muzyką smooth jazz i soft pop. Do poczytania proponuje "odpowiednie" pisma na temat architektury wnętrz czy wina, oferuje także łącza internetowe dla laptopów. Na wystawie prezentuje książki warte przeczytania. Kafejka wygląda jak przytulne, bogato wyposażone "domowe" wnętrze, gdzie trzeba wpaść po pracy, ale przed powrotem do domu. W efekcie klient, który wychodzi ze Starbucksa, poza tym, że wypił kawę wie, czego słuchać, jakie książki i gazety czytać i jak urządzić mieszkanie. Czuje się przy tym modny i przebojowy.

Lider Incognito narzeka na takie "kreowanie osobowości". Mieszkając w Polsce, poczułby się lepiej. Polskim odpowiednikiem amerykańskiego "Smooth Jazz Café" jest bowiem "Smut Beer Bar". Tu topimy smutki w "żenionym" piwie, podanym w plastikowym kubku, a z głośników dobiega przebój zespołu Łzy o tym, że "ostatniego dnia tych pamiętnych wakacji/ kochali się namiętnie w męskiej ubikacji", co nigdy nie przeszłoby w ugrzecznionej piosence smoothjazzowej. Nikt nikogo broń Boże nie namawia tu do zakupu żadnej książki. Jemy suto i kopcimy papierosy, zapominając o fitnessie. Ale nie zapominamy bynajmniej o zdrowiu. Wciąż przecież powtarzamy "na zdrowie!"