Tych imion naukowcy nie akceptują

Wbrew powszechnej opinii, Polacy nie mają zahamowań w kwestii niezwykłych imion. Jednak na straży tradycji stoi konserwatywna Rada Języka Polskiego.

Pierwsza polska Poziomka miała zamieszkać w stolicy, ale rodzina dziewczynki została zmuszona do wyboru innego imienia. "Rodzice myślą o swojej córeczce jako o małej dziewczynce, miłej i słodkiej jak poziomeczka. Ale z dziewczynki wyrośnie kobieta, której to imię w życiu publicznym (np. w pracy dydaktycznej czy karierze naukowej albo politycznej) może przeszkadzać" - napisała w swej opinii Rada Języka Polskiego. Ten sam los spotkał niejaką Izabelę Z., również z Warszawy, pragnącą zastąpić swe zwykłe imię imieniem Wilga. Argumenty, że "imienia Wilga używała w szkole podstawowej, w liceum, w trakcie studiów i w pracy zawodowej" nie przekonały językoznawców. "Co najmniej co czwarta kobieta bywa nazywana od dziecka po starość imieniem innym niż imiona w jej dowodzie osobistym. Znamy Żaby, Myszy, Apy, Niusie, Asie, Acie, Kocie i wiele innych" - podsumowała zdominowana przez mężczyzn Rada.

Przy okazji ukróciła też zapędy wszystkich par rodzicielskich próbujących naśladować amerykańskie zwyczaje, które przewidują nadawanie dzieciom takich imion jak Sunshine (Promyk Słońca) czy Rain (Deszcz). W zaleceniach dla urzędów stanu cywilnego za niepożądane zostały uznane imiona pochodzące od słów bławatek, goździk i kąkol. Ponieważ jednak zalecenia nie były w stanie przewidzieć wszystkiego, co Polakom przyjdzie do głowy, Rada musiała się borykać także z indywidualnymi przypadkami, wśród których na pierwszy plan wysuwa się imię Opieniek. Oczywiście Rada była bezwzględna: "Musimy zdawać sobie przecież sprawę, że z rozkosznego bobaska wyrośnie kiedyś być może sędzia, minister albo rektor uniwersytetu. Wyrażenie "minister Opieniek Kowalski" nadaje się najwyżej do utworu satyrycznego".