Rozmowa z Tomaszem Zubilewiczem z TVN

No, ten to ma pracę. Codziennie zapowiada deszcz, chmury, wiatr. Nie zazdrościmy. Ale prezenter pogody Tomasz Zubilewicz z TVN dzielnie się trzyma

Sebastian Łupak: To musi być straszne. Cała Polska na Pana patrzy, a Pan ciągle swoje, do znudzenia: deszcz, deszcz, deszcz...

Tomasz Zubilewicz: To rzeczywiście kłóci się z moim sumieniem. Zapowiadać niskie temperatury, kiedy ludzie oczekują słońca. Mieć świadomość, że jest się codziennie na ustach właścicieli pensjonatów, producentów wiatraczków i napoi gazowanych...

Dzwonią z pretensjami?

- Oczywiście. Twierdzą, że odstraszam wypoczywających nad morzem. Mają za złe, kiedy podaję, że na południu będzie cieplej. Ale trzeba moją pracę traktować z wyrozumiałością. A poza tym radzę im, żeby oprócz pensjonatu nad morzem zbudowali drugi w Zakopanem lub Szczyrku. Albo na Filipinach.

Ma Pan już dosyć tych smutnych prognoz?

- To moja praca i obowiązek. Z natury jestem optymistą, więc podzielam smutek ludzi, ale mówię im: "kochani, będzie padać, ale za to grzyby się pojawiły". Trzeba szukać pozytywów. Zawsze mówię, że nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania. I dodaję, że wkrótce będzie cieplej...

Kiedy?

- Już w piątek! Powinno być 5, 6 słonecznych dni. Dalej znów brzydko, ale koniec lipca ładny.

A sierpień?

- Dla naszej szerokości geograficznej przewidziana jest pewna norma opadów, więc ci, którzy planują urlopy w sierpniu, powinni zacierać ręce, bo chyba cały ten przewidziany dla nas deszcz spadnie w lipcu.

Jak dokładna jest Pana prognoza?

- Żadna stacja na świecie nie ma stuprocentowej skuteczności. TVN ma między 86 a 93 procent.

Zdarzają się wpadki?

- W zeszłym tygodniu zapowiedziałem, że nad Polską przejdzie front atmosferyczny. Tymczasem zatrzymał się nad Niemcami i stał 18 godzin. Potem niespodziewanie błyskawicznie przemknął nad Polską z trąbami powietrznymi i wyładowaniami. Tego nie przewidzieliśmy.