Mała, urocza Słowenia

Piran pachnie praniem, Portoroż kusi plażą, a w Lucji odsala się morze...
Słowenia. Słowenia to jeden z najmniejszych krajów Europy. Jest tu jednak tak wiele ciekawych miejsc, że warto zwiedzić całą Słowenię. Przede wszystkim na uwagę zasługuje Piran, który swoją architekturą przypomina Wenecję. Piękny jest też Bled - kurort położony nad szmaragdowym jeziorem, otoczony Alpami Julijskimi. Słowenia. Słowenia to jeden z najmniejszych krajów Europy. Jest tu jednak tak wiele ciekawych miejsc, że warto zwiedzić całą Słowenię. Przede wszystkim na uwagę zasługuje Piran, który swoją architekturą przypomina Wenecję. Piękny jest też Bled - kurort położony nad szmaragdowym jeziorem, otoczony Alpami Julijskimi. Bled/Fot. Shutterstock

Słowenia

Wybraliśmy się tam na początku września - lubię takie urlopy, gdy słońce jeszcze przygrzewa, a turystów już mniej. Do Piranu wiezie nas autobus z Kopru (tam zaś dotarliśmy pociągiem z Lublany). Gdy wysiadamy na pętli na nabrzeżu tuż przed miasteczkiem, wita nas bicie dzwonów: dwanaście uderzeń oznajmiających południe. Od tej chwili dzwony z kościoła św. Jerzego będą nam towarzyszyć przez cały pobyt. Duże biją co godzinę od 6 do 23, małe co kwadrans.

 

Nabrzeżem docieramy do placu Tartiniego, a stąd wąskimi zaułkami do hostelu. Gdy w pokoju na trzecim piętrze (porządny i czysty) otwieram okiennice, na wyciągnięcie ręki widzę ścianę sąsiedniego domu z praniem w każdym oknie, terakotowy dach, a na nim wygrzewającego się czarnego kota. Tak! Jestem w Piranie, "włoskim" miasteczku, którym, jak pisał Andrzej Stasiuk w "Jadąc do Babadag", zawładnęły koty. W rzeczywistości nie ma ich aż tak dużo. Za to wszechobecny jest zapach suszącej się bielizny. Wieczorami z wąskich uliczek dochodził warkot pralek, a ok. godz. 22 niemal we wszystkich oknach powiewała świeżo wyprana bielizna. I właśnie ten zapach już zawsze będzie się nam kojarzył z Piranem.

słowenia słowenia Fot. Shutterstock

Słowenia

Pierwsze wzmianki o nim pochodzą z VII w., gdy na cyplu znajdował się ufortyfikowany obóz cesarstwa bizantyjskiego. W tym czasie przybyły tu plemiona słowiańskie. Miasto bogaciło się i upadało, a po II wojnie było częścią tzw. strefy B Wolnego Miasta Triestu. W 1954 r. Piran włączono do Jugosławii, w 1991 r. znalazł się w wolnej Słowenii.

 

Wędrówkę zaczynamy od placu Tartiniego. Jest ogromny, jak na tak małe miasto (4 tys. mieszkańców). Powstał w 1894 r., gdy zasypano część portu. Jego patronem jest skrzypek, kompozytor i pedagog Giuseppe Tartini (1692-1770), autor m.in. słynnej ?Sonaty z diabelskim trylem?. Prowadził w Piranie szkołę skrzypcową, do której ściągali uczniowie z całej Europy. Urodzonemu tu artyście wystawiono pomnik na środku placu, a w jego domu, jednym z najstarszych w Piranie, jest dziś muzeum.

Największy budynek na placu to ratusz. Tutaj w dniach 6-7 czerwca 1997 r. spotkali się prezydenci państw środkowoeuropejskich: Austrii, Czech, Niemiec, Słowacji. Słowenii, Węgier, Włoch i Polski. Na tablicy wmurowanej przy wejściu widnieją ich podpisy, m.in. Aleksandra Kwaśniewskiego. Zachwyciła nas Wenecjanka, maleńka, piękna kamienica z XV w., jakby w całości przeniesiona znad Canale Grande. Charakterystyczne okna z łukami i mocny czerwony kolor ścian - arcydzieło weneckiego gotyku.

Brukowaną uliczką idziemy do kościoła św. Franciszka i klasztorów Franciszkanów z początku XIV w. Jest już późno, w zaułkach gości cień, więc gdy po wejściu na dziedziniec słyszymy chór kościelny, ciarki przechodzą nam po plecach (takie chóry usłyszymy w każdym pirańskim kościele, włącza je fotokomórka). Kościół już zamknięty, ale można wejść do przedsionka. Tuż za kratą - pięknie podświetlona gigantyczna muszla ze święconą wodą.

 

 

słowenia słowenia Fot. Shutterstock

Słowenia

Nad miastem góruje kościół św. Jerzego (ten od dzwonów). Jego prawie 50-metrowa kamienna dzwonnica powstała w XVII w. na wzór tej w bazylice św. Marka w Wenecji. Można na nią wejść i podziwiać widok, ale jeszcze piękniejsza jest panorama z odrestaurowanych murów miejskich. Widać słoweńską i chorwacką Istrię, wybrzeże włoskie (po zmroku migoczą światełka Wenecji), Alpy Julijskie, a nawet Dolomity. A zachód słońca jest wprost zniewalający!

słowenia słowenia Fot. Shutterstock

Słowenia

Na kolację wybieramy restauracyjkę przy cichym (i czarującym) placu Privomajskim. Na jego środku stoi kamienna XVIII-wieczna cysterna z czterema rzeźbami po rogach. Deszczówka spływa do niej rynnami z dachów okolicznych domów, za filtr służy warstwa piasku i żwiru. Podziwiając ją, pałaszujemy pedoci (małże) i sardynki z grilla.

 

Potem spacer na sam koniuszek cypla, gdzie stoi kamienna latarnia, w której przed wiekami rozpalano ogień, by wskazać drogę żeglarzom - nazwa miasta pochodzi od starogreckiego pir oznaczającego ogień. Tuż obok przycupnął kościółek św. Klemensa z XIII w., bardzo zniszczony, ale resztka pięknego stropu ładnie podświetlona. No i ten chór...

słowenia słowenia Fot. Shutterstock

Słowenia

Słowenia ma tylko 47 km wybrzeża Adriatyku. Przejrzysta woda zaprasza do kąpieli, ale wejść do niej niełatwo - brzeg jest kamienisty lub wybetonowany. W miasteczkach na nabrzeżach utworzono betonowe plaże z drabinkami do wody. Prawdziwą piaszczystą zobaczyliśmy w pobliskim Portoroż, największym słoweńskim kurorcie.
słowenia słowenia Fot. Shutterstock

Słowenia

Nazwa pochodzi od Madonny della Rose, patronki pobliskiego opactwa benedyktyńskiego. Mnisi leczyli (głównie reumatyzm) wodą morską i słonym błotem. W 1912 r. w miasteczku powstał pierwszy hotel - Palace. Przed kilkoma laty popadł w ruinę, dziś pięknie odnowiony znów przyjmuje gości. Wielu z nich korzysta ze starych, ale wciąż czynnych term. Plaża w Portoroż jest imponująca: duża, z kilkoma basenami, kąpieliskami morskimi, drewnianymi pomostami i barami. Piasek co prawda został na nią dowieziony, ale palmy i pinie są autentyczne, podobnie jak gaje oliwne i winnice porastające zbocza.

słowenia, sól, portoroż słowenia, sól, portoroż Fot. Shutterstock

Słowenia

Portoroż i wielką marinę mijamy maszerując do salin, miejsca pozyskiwania soli z morza - to dzięki niej wyrosła przecież potęga Piranu i okolic. Można do nich wejść od strony Słowenii i od Chorwacji. Zajmują tereny dawnej zatoki morskiej. Już przed wiekami dostrzeżono, że latem, gdy woda odparuje, pozostaje solny osad - wystarczyło go zebrać, by mieć sól. W połowie lat 60. XX w. do części salin wpuszczono turystów. Dwa razy dziennie odbywają się solne pokazy, a sól i inne pamiątki można kupić w muzealnym sklepiku. Wybraliśmy się też do szkocjańskich jaskiń, jedynego jak dotąd miejsca w Słowenii wpisanego w 1986 r. na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Leżą one 7 km od wsi Divacza, gdzie dojechaliśmy kolejką z Kopru. Tu na wszystkie pociągi (i z wybrzeża, i z Lublany) czeka darmowy ?jaskiniowy" bus, który dowozi pod same kasy, a potem z powrotem na dworzec do Divaczy.

 

Zwiedzanie trwa ok. 1,5 godz., odbywa się wyłącznie z przewodnikiem (można wybierać grupy z językiem angielskim, włoskim i słoweńskim). Do pokonania są ponad 3 km i ponad 400 schodów. Przez główną jaskinię płynie Reka, która wyrzeźbiła kanion o ponad 150-metrowych zboczach. Trasa podziemnej wędrówki wiedzie mostkiem zawieszonym na wysokości 100 m. Jego przejście jest niezwykle ekscytujące, zwłaszcza że w dole huczy niewidzialna woda.

 

Jaskinie leżą na terenie płaskowyżu Kras. Tu po raz pierwszy opisano niezwykłe formy skalne wywołane erozją i działaniem wody, potem wszystkie takie zjawiska na świecie nazwano krasowymi (w Polsce jest to np. obszar Jury Krakowsko-Częstochowskiej). Z żalem opuszczamy Piran wyjeżdżając o 6, gdy słońce dopiero pojawia się na niebie. Żegna nas sześć uderzeń dzwonów św. Jerzego.

 

Nocleg w hostelu w Piranie - 25 euro; obiad, np. grillowane sardynki - 7-8

 

ZNAJDŹ LOT

ZNAJDŹ NOCLEG

SPRAWDŹ POGODĘ w Słowenii

 

Więcej o: