Mniej znana Polska na weekend. 5 supermiejsc, które nie przyszłyby wam do głowy jako pomysł na wycieczkę [CZĘŚĆ 1]

Jak Polska długa i szeroka, nie brak fajnych miejsc na weekendową wycieczkę. Nie zawsze wiemy o ich istnieniu albo - o zgrozo - wydaje nam się, że tam nic nie ma. A jest. Takich miejsc szukamy w wakacje. Dziś pierwsza piątka: mało znany, a fantastyczny zamek, raj dla fanów sportów wodnych, Polska, a jakby zagranica, śliczne miasto o dwóch twarzach (i chmielowym smaku) i nietypowe uzdrowisko. Niebawem kolejna piątka. Macie własne propozycje? Piszcie w komentarzach.
Zamek Grodziec, Dolny Śląsk Zamek Grodziec, Dolny Śląsk fot. CC BY SA-3.0 Enzo83/Wikipedia Commons

Zamek Grodziec (Dolny Śląsk)

Gdzie: Pogórze Kaczawskie, w pobliżu wsi Grodziec

Dolny Śląsk to kraina zamków, taka polska Saksonia. Pewnie umiecie wymienić kilka słynniejszych: Czocha, Książ czy Kliczków. Są mocno reklamowane i przyciągają najwięcej turystów. Ale gdy na Dolnym Śląsku spytać o zamkowe rekomendacje tzw. lokalsów, wielu z nich powie: "Jedźcie do Grodźca". A ten rzadko pojawia się w przewodnikach.

Może to dlatego, że leży nieco poza głównym sudeckim szlakiem, a może przez silną konkurencję, bo wrażenie robi już na zdjęciach: ten imponujący, jeden z najlepiej zachowanych zamków Dolnego Śląska, stoi na wysokim (389 m n.p.m.), bazaltowym wzgórzu, de facto - starym wulkanie (cała okolica to Kraina Wygasłych Wulkanów), w otoczeniu gęstego lasu. Samochodem można podjechać na sam szczyt (pod zamkiem jest parking).

Zamek Grodziec wyrasta w środku gęstego lasu, na wygasłym wulkaniefot. Shutterstock

Dzieje Grodźca sięgają X wieku. A historia bajecznej budowli jest burzliwa. Z ciekawszych faktów: we wczesnym średniowieczu było tu gniazdo rozbójników, w czasie wojny 30-letniej zamek został doszczętnie spalony, a w latach 30-tych XIX wieku stał się celem najazdów... turystów. Uchodził wtedy za pierwszy w Europie zabytek specjalnie przystosowany do turystycznych celów!

Zamek można zwiedzać codziennie* (latem od 10 do 18, bilety w cenie 10 i 6 zł) z zewnątrz i w środku - udostępniona jest część komnat, a także wystawa narzędzi tortur. Często coś się tu dzieje - turnieje rycerskie i łucznicze, nocne zwiedzanie, spotkania z rycerzami. W październiku - agroturystyczne święto miodu i wina (z oficjalnej strony zamku można pobrać ulotkę na temat całego szlaku).

Grodziec bez wątpienia ma klimat, nie zraża się brakiem ogólnopolskiej reklamy i robi swoje. A jeszcze do tego widoki z zamkowego wzgórza - na Karkonosze oraz Góry i Pogórze Kaczawskie - wbijają w sandały.

* w te wakacje zamek Grodziec będzie nieczynny 17-20 sierpnia oraz 28 sierpnia-1 września.

Zamek Grodziec, Dolny Śląskfot. CC BY 2.0 Wojciech Orligóra/Wikimedia Commons

Wyciąg do nart wodnych i wakeboardu na jeziorze Trzesiecko w Szczecinku Wyciąg do nart wodnych i wakeboardu na jeziorze Trzesiecko w Szczecinku fot. SZLOT

Szczecinek (Pomorze Zachodnie)

Gdzie: pogranicze Pojezierza Drawskiego i Szczecinieckiego

Szczecinek ma uroczą nazwę, z której niektórzy chętnie się śmieją, ale pomysł, jaki to niewielkie miasto na siebie znalazło, jest godny podziwu - znajduje się tu największy w Polsce i jeden z najdłuższych w Europie wyciąg do nart wodnych i wakeboardu, uznawanego za najszybciej rozwijający się sport wodny na świecie. Pewnie mógł to wymyślić każdy, w końcu nie brak w Polsce miast z pięknymi, dużymi jeziorami, ale właśnie w Szczecinku na jeziorze Trzesiecko genialny koncept nabrał realnych kształtów. Dziś miasto przyciąga fanów sportów ekstremalnych z całego kraju i nie tylko.

Szczeciniecki wyciąg ma ponad kilometr (opiera się na pięciu masztach), a poza tym wszystko, o czym wakeboardzista może pomarzyć: najdłuższa prosta liczy 320 metrów, a ślizg podkręcają przeszkody: kickery, a-frame, slider i long tube. Prędkość - 28-32 km/h. Wyciąg nadaje się dla początkujących i zawodowców, można tu rozgrywać międzynarodowe zawody. Na miejscu wypożyczycie cały sprzęt (deski, narty, pianki, kaski), działa szkółka narciarsko-wakeboardowa (lekcja indywidualna - 60 zł). Ceny - bardzo atrakcyjne, przykładowo - w weekend cały dzień jeżdżenia, z nartami i kamizelką asekuracyjną, kosztuje 60 zł (pełny cennik znajdziecie tutaj). Wyciąg działa do września.

Strzeżona plaża przy jeziorze Trzesiecko w Szczecinkufot. SZLOT

Obok wyciągu znajduje się strzeżona plaża, można wypożyczyć też inny sprzęt wodny z oferty SZLOT-u, np. rower wodny lub kajak. Na miejscu jest gdzie zjeść - przy samym wyciągu działają punkty gastronomiczne, ale jeszcze lepiej wybrać się nieopodal do "Domu Woźnego", stylowej pierogarni z pysznym jedzeniem za parę złotych (dosłownie - większość dań poniżej dychy za wielką porcję, w ofercie mnóstwo świeżo klejonych pierogów na słodko i słono, a także znakomita babka ziemniaczana z sosem pieczarkowym, chłodniki czy tanie obiady abonamentowe i domowe ciasto) i przemiłą obsługą.

Solidna porcja babki ziemniaczanej w Domu Woźnego w Szczecinkufot. archiwum prywatne

Kto nie odważy się wejść na wake'a, też na pewno nie będzie się nad jeziorem Trzesiecko nudzić. Kajakiem lub tramwajem wodnym (kilka kursów dziennie) można dopłynąć na Mysią Wyspę (gdzie jest plaża, smażona ryba, pyszne owocowe desery i nigdy niegasnące ognisko). Trzesiecko ma kilka wysp, a linia brzegowa jeziora to wzór miejskiego zagospodarowania - są tu strzeżone i dzikie plaże, liczne pomosty dla zakochanych, miejsca do wędkowania i na ognisko, ogrodzone wybiegi dla psów (dużych, średnich i agresywnych), siłownie i szachy na świeżym powietrzu, nawet lina, po której można się wdrapać na drzewo.

Wokół jeziora biegnie rewelacyjna 14-kilometrowa pieszo-rowerowa ścieżka. Tras rowerowych jest zresztą więcej, w samym mieście i poza nim, a nawet najdłuższa (ok. 62 km szlakiem szczecinieckich jezior) to wycieczka na góra jeden dzień. Żeby było łatwiej - w Szczecinku działa miejska wypożyczalnia rowerów (koszt wypożyczenia wygodnego Crossa to 5 zł za godzinę).

Nic, tylko jechać, pedałować, skakać, a przede wszystkim - pływać.

Okolice Szczecinka na Pojezierzu Drawskim to doskonała opcja na rowerfot. SZLOT

Klasztor podominikański w Sejnach Klasztor podominikański w Sejnach fot. Jędrycha/Wikipedia Commons CC BY SA 3.0

Sejny (Suwalszczyzna)

Gdzie: Pojezierze Wschodniosuwalskie

Sejny to najmniejsze miasto powiatowe w Polsce (liczy nieco ponad 5 tys. mieszkańców), ale nie to jest głównym powodem, dla którego warto je odwiedzić. Niedaleko już stąd do granicy z Litwą, więc w Sejnach mieszka sporo Litwinów, co już samo w sobie jest nie lada atrakcją

Sejny były kiedyś prywatnym miastem, od wieków związanym z zakonem dominikanów. I to właśnie dominikański zespół klasztorny jest najważniejszym zabytkiem okolicy. Zespół jest przepiękny, biały, z kilkoma wieżami w cebulastych hełmach, bardziej przypomina zamek niż opactwo. Skarbem górującej nad miastem, przyklejonej do klasztoru renesansowej bazyliki, jest cudowna gotycka figura Matki Boskiej Sejneńskiej - Madonna Szafkowa wykonana ok. 1400 roku.

Okolica piękna, cicha i spokojna, w oddali szemrze rzeka Marycha. Wobec piękna architektury łatwo zapomnieć, że jesteśmy na pojezierzu - niemal każda wioska w powiecie sejneńskim ma własne jezioro.

Będąc w Sejnach koniecznie trzeba spróbować tradycyjnych litewskich dań: soczewiaków (ziemniaczanych pierogów z soczewicą okraszonych boczkiem), chłodniku litewskiego, kartaczy, blinów i ziemniaczanej kiszki, a na deser zamówić mrowisko (to jakby góra faworków zalana miodem, posypana makiem i rodzynkami) lub stuliściec (rodzaj makowca). Serwują je np. przy Konsulacie Litewskim.

17.03.2011 BIALYSTOK , CIASTO REGIONALNE STULISCIEC - PODLASKA MARKA ROKU 2010 - PREZENTACJE W DWORKU CZARNECKIEGO . FOT . MARCIN ONUFRYJUK / AGENCJA GAZETA SLOWA KLUCZOWE: DWOREK CZARNECKIEGO DWOR PLEBISCYTFot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

Sejny to typowo rolnicza okolica, bez żadnego przemysłu, więc przed powrotem do miasta od miejscowych rolników warto nakupić lokalnych specjałów.

Cieszyn Cieszyn fot. CC BY 2.0 Łukasz Hejnak/Flickr.com

Cieszyn (Śląsk)

Gdzie: (województwo śląskie, na granicy polsko-czeskiej)

Cieszyn to w zasadzie nie jedno miasto, a dwa - jedno po polskiej, drugie po czeskiej stronie. Podzielone w 1920 roku, rozcięte Olzą, podwójne, w każdym razie - wyjątkowe. Kiedyś przez most graniczny na rzece ciężko było się przedostać, dziś można chodzić w te i we wte, albo jedną nogą stać w Polsce, a drugą w Czeskiej Republice. Ale powodów, by tu przyjechać, jest dużo więcej niż dwa.

Pierwszy to oczywiście piwo, a raczej piwa - polskie i czeskie. Zabytkowy Browar Zamkowy Cieszyn (dawniej Bracki) można zwiedzać w grupie, gdy uzbiera się 7 osób (koszt: 30 zł od głowy). Kto lubi dowiadywać się czegoś nowego, niech idzie do dwóch niebanalnych muzeów: Muzeum Drukarstwa (z działającą drukarnią) i Muzeum Śląska Cieszyńskiego (mają tu róg jednorożca i penis wieloryba, warto sprawdzić, skąd).

Pod względem kulturowym Cieszyn jest jednym z najcenniejszych miast w Polsce - przez ponad 600 lat był stolicą Księstwa Cieszyńskiego - dziś pełno w nim habsburskich śladów. Miasteczko jest stare, malownicze, pełne stromych, brukowanych ulic i ważnych dla polskiej historii zabytków. Jedną z nich jest Studnia Trzech Braci, gdzie - według legendy - w 810 r. spotkali się trzej synowie polskiego księcia Leszka: Bolko, Leszko i Cieszko, i założyli gród. Co roku w tym miejscu odbywa się festiwal kulturalny.

CieszynFot. Renata Karpińska

Najstarsze ślady osadnictwa odnaleziono jednak na Górze Zamkowej - stoi na niej romańska rotunda, ta sama, która widnieje na dwudziestozłotowym banknocie. Zachowała się także Wieża Piastowska, pozostałość po zamku, z punktem widokowym. Kultura to domena Śląskiego Zamku Sztuki i Przedsiębiorczości, organizującego zaskakujące czasem wystawy.

Cieszyn jest bardzo zielony, w jakiś sposób magiczny (poczujecie to zwłaszcza w herbaciarni "Dobra Czajownia"), a jeszcze do tego jest świetną bazą wypadową w góry - polski i czeski Beskid. I jakby tego było mało - jest tani.

Na koniec - ciekawostka. To Cieszynowi zawdzięczamy słynne wafelki Prince Polo (w 1955 roku zaczęła je produkować cieszyńska Olza S.A.). Dziś firma Olza już nie istnieje (wchodzi w skład zagranicznego koncernu), ale Prince Polo w Cieszynie trudno sobie odmówić.

Wafelek Prince Polofot. Shutterstock

Konstancin-Jeziorna, Tężnia w parku miejskim Konstancin-Jeziorna, Tężnia w parku miejskim Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Konstancin-Jeziorna (Mazowsze)

Gdzie: pod Warszawą

Jeszcze do niedawna Konstancin-Jeziorna kojarzyła mi się tylko z luksusową podwarszawską sypialnią, miejscem, gdzie za wysokimi murami swoje domy mają najbogatsi Polacy. Fakt, spacer pomiędzy starymi i nowymi rezydencjami potrafi sfrustrować mieszkańca bloku, ale tutejsze wille (zwłaszcza zabytkowe) robią jednak wielkie wrażenie i nie trzeba być wcale znawcą brył, by mieć z takiej przechadzki przyjemność.

Tym bardziej, że to wszystko nie takie proste - luksusy i już. Wprawdzie zapisane w testamencie hrabinie Konstancji ze Skórzewskich dobra były w XIX wieku przedłużeniem Królewskiego Traktu (z dojazdem kolejką wilanowską) i w tamtym czasie zaczęły tu powstawać letniskowe wille, ale już np. po wojnie Konstancin był miejscem "zsyłek", a zabytkowe wille zasiedlano lokatorami komunalnymi. Część z nich nadal mieszka w kiedyś wspaniałych, a dziś już mocno popadających w ruinę budynkach.

Jeziorna była z kolei średniowieczną wsią, słynącą z produkcji papieru i... zakazanych w XVIII wieku pojedynków (kto chciał się bić, pytał: "Czy wiesz, gdzie Jeziorna?"), bo to na rzece Jeziornie przebiegała granica zakazu. Konstancin i Jeziorną połączono w 1969 roku.

Wille konstancinskie: willa RusałkaFot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta

Historia podwarszawskiego letniska i jedynego na Mazowszu uzdrowiska sięga XIX wieku, ale dopiero w latach 60. odkryto tu źródła solanki. Uzdrowisko działa prężnie, leczy chorych, a dostępna dla wszystkich i o charakterze bardziej "rekreacyjnym" jest tężnia solankowa w parku miejskim (podobna do tych bardziej znanych w Ciechocinku). Docenicie ją zwłaszcza w upał - rozpylające leczniczą solankę inhalatorium w skwarny dzień to dosłownie inny świat.

Wejście do tężni, Konstancin-JeziornaFot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Konstancin-Jeziorną otaczają sosnowe lasy, a miejski park miejscami wygląda jak podlaskie bagna. Biegną tędy szlaki turystyczne, można spłynąć kajakiem, ale miło jest się przejść choćby tylko wałem wzdłuż rzeki.

Konstancin-Jeziorna zachowała w dużym stopniu urok dawnego letniska - w cieniu drzew kryją się secesyjne rezydencje, pałacyki i drewniane pensjonaty. Warto obejrzeć willę Świt, która od 1920 r. należała do Stefana Żeromskiego. Dawna papiernia, porządnie odrestaurowana, to dziś centrum handlowe, w którym oprócz fikuśnych butików mieści się kilka niezłych restauracji i kawiarni.