Turystyka w Polsce. Tak wypoczywano przed wojną

Tuż po pierwszej wojnie światowej wycieczki turystyczne w Polsce należały do rzadkości. Ożywienie nadeszło dopiero pod koniec lat dwudziestych kiedy modne stały się wycieczki rowerowe, kajakarstwo i piesze wędrówki nieuczęszczanymi wówczas szlakami Karpat. Do aktywnego wypoczynku Polaków zachęcało państwo, organizując liczne święta, zloty i konkursy, które cieszyły się powszechnym zainteresowaniem.
Turystyka w Polsce / Shutterstock Turystyka w Polsce / Shutterstock Turystyka w Polsce / Shutterstock

Turystyka w Polsce - spływy kajakowe

Turystyka w Polsce - spływy kajakowe

Dzieje turystycznych spływów łodziami sięgają czasów przed I wojną światową, ale prawdziwy boom na wodne wyprawy nastąpił w połowie dwudziestolecia międzywojennego kiedy mało zwrotne, ciężkie łodzie zastąpił kajak.

***

Pierwszą w Polsce organizacją specjalizującą się w turystyce kajakowej był założony w Mysłowicach w 1924 r. Związek Składakowców "Hellas". Owe "składakowce" to właśnie kajaki, które szybko robiły furorę wśród miłośników aktywnego wypoczynku na wodzie. W 1930 r. powstał Polski Związek Kajakowców, od razu zrzeszający 30 klubów.

Podróżowanie kajakiem stało się jednym z najtańszych sposobów uprawiania turystyki. Tym bardziej, że można go było skonstruować samemu zgodnie ze wskazówkami publikowanymi m.in. w czasopiśmie "Sport Wodny". Do wzrostu popularności turystyki wodnej przyczynił się ogłoszony w 1932 r. przez Polskie Radio konkurs na opis najciekawszej wycieczki kajakowej.

ETYKA KAJAKARSKA. W tym okresie zrodziła się swoista obrzędowość i etyka kajakowego turysty. Znany wodniak Stanisław Rischka w "Sporcie Wodnym" z 1938 r. pisał: "Dawniej wprowadzono bardzo miły zwyczaj pozdrawiania się nawzajem kajakowców w czasie jazdy, przez podniesienie oburącz wiosła w gór". Niestety, jak pisał Rischka, obyczaj ten zanikał, zwłaszcza na popularnych szlakach. Nie mogło być inaczej, bo w połowie lat 30., na przykład na Wiśle w Warszawie, w letnie niedziele wręcz roiło się od kajaków. Turyści musieliby stale mieć podniesione wiosło!

ŚWIĘTO MORZA. Silnym bodźcem do rozwoju tej branży turystyki było poparcie przez władze państwowe akcji "Święto Morza", czyli zagospodarowania na potrzeby rekreacji 140-kilometrowego odcinka polskiego wybrzeża. Przed turystyką wodną postawiono ambitne zadanie zorganizowania corocznego spływu pod hasłem "Cała Polska płynie do morza polskiego". W ten sposób zachęcano każdą osobę posiadającą łódź, kajak lub żaglówkę do wybrania się nad Bałtyk. Władze hojnie dofinansowywały akcję, więc przy okazji można było spędzić wczasy za półdarmo, dodatkowo w poczuciu spełnienia patriotycznego obowiązku. Na miejscu, czyli w Gdyni, czekało na wodniaków mnóstwo atrakcji - manifestacje, festyny, okolicznościowe wystawy.

Tekst pochodzi z książki "Wypoczynek w II Rzeczpospolitej" wydawnictwa Dragon.

h

Turystyka w Polsce - turystyka rowerowa / wyd. Dragon Turystyka w Polsce - turystyka rowerowa / wyd. Dragon Turystyka w Polsce - turystyka rowerowa / wyd. Dragon

Turystyka w Polsce - turystyka rowerowa

Turystyka w Polsce - turystyka rowerowa

W przedwojennej Polsce samochodów i autobusów było mało. Coraz bardziej popularny stawał się z kolei środek transportu na dwóch kółkach, jakim był rower. II Rzeczpospolita jest tym samym okresem rozkwitu turystyki rowerowej.

***

"Tym czym był kajak na wodzie, tym stał się rower na drodze" - pisał "Turysta w Polsce" w 1936 r., mając na myśli najtańszy wakacyjny transport. Zalety wędrówek na dwóch kółkach odkryto jednak znacznie wcześniej, bo wycieczki "na majówki" były dobrze znane przed I wojną światową. Po odzyskaniu niepodległości kolarstwo szybko zyskiwało na popularności.

WYCIECZKI TEMATYCZNE. W 1927 r. działało już 50 klubów kolarskich, a dwa lata później aż 130. Koncentrowały się one głównie na udziale w wyścigach, ale niemal wszystkie towarzystwa cyklistów miały sekcje turystyczne - w większości przypadków masowe. Władze kolarskie organizowały zloty i ogólnopolskie rajdy, wręczając najlepszym uczestnikom odznaki i medale za osiągnięcia turystyczne. Podróżowano wzdłuż i wszerz Polski, dużą popularnością cieszyły się także rajdy "Dookoła Państwa Polskiego", które z reguły rozpoczynały się w rocznicę ważnych historycznych wydarzeń: 3 maja, 6 sierpnia lub 15 sierpnia. Istniały też wycieczki ściśle tematyczne: "Szlakiem pana Wołodyjowskiego", "Poznaj piękno Szwajcarii Kaszubskiej" lub "Szlakami Adama Mickiewicza po ziemi wileńskiej". Wymiar polityczny miały rajdy "Szlakiem Józefa Piłsudskiego" lub "Zlot kolarski do kopca Józefa Piłsudskiego na Sowińcu".

WYCIECZKI ZAGRANICZNE. Pod koniec lat dwudziestych polscy turyści rowerowi zaczęli coraz odważniej zapuszczać się poza granice kraju. Sławę zyskała wyprawa Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów do Turcji w 1931 r. Jeszcze większą furorę zdobył poznański podróżnik Kazimierz Nowak, który na rowerze przemierzał Afrykę. Przez pięć lat jeździł on po bezdrożach Czarnego Lądu, a w jego reportażach przesyłanych do kraju zaczytywała się cała Polska. Nic dziwnego, bo podróże w nieznane zawsze budziły fascynację, a turystykę rowerową uprawiały setki tysięcy obywateli II Rzeczypospolitej. Jednośladów było co prawda około miliona (dane z 1938 r.), ale część stanowiła własność klubów przyzakładowych, które wypożyczały je chętnym. O popularności takiego rozwiązania świadczy fakt, że na przykład w warszawskiej gazowni pracownicy zapisywali się na wycieczki wynajętym rowerem na dwa miesiące wcześniej.

Tekst pochodzi z książki "Wypoczynek w II Rzeczpospolitej" wydawnictwa Dragon.

h

Turystyka w Polsce - odpoczynek w Tatrach / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - odpoczynek w Tatrach / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - odpoczynek w Tatrach / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon

Turystyka w Polsce - wycieczki piesze

Turystyka w Polsce - wycieczki piesze

Najprościej i najtaniej poruszać się piechotą. Sposób ten pozwala nierzadko zobaczyć takie miejsca, do których samochodem czy kolejka nie dotarlibyśmy. W II Rzeczpospolitej ta forma turystyki stawała się popularna, tym bardziej, że opłata za nocleg w schronisku była niewysoka. W sklepach pojawiły się namioty, materace, kuchenki turystyczne i przewodniki.

***

Dziś podczas przemierzania Puszczy Białowieskiej, Bieszczadów czy Sudetów prawdziwą sztuką jest... nie spotkać nikogo. Pod tym względem pozostaje tylko pozazdrościć naszym przodkom z II Rzeczypospolitej, bo przecierali szlaki, na których wcześniej turystów nie widziano. Mogli czuć się zdobywcami, odkrywcami.

Turystyka piesza na obszarach wschodnich, zwłaszcza na Polesiu, pełniła rolę misji cywilizacyjnej i jednoczącej państwo. Turysta uczył miejscowych choćby tego, że istnieje polski rząd i polska moneta. Przybysz z centralnej czy zachodniej części kraju sam się przy okazji edukował.

Dziesięć lat po odzyskaniu niepodległości pionierskie czasy dobiegły końca. Państwo zaczynało inwestować w turystykę, zachęcając do aktywności organizacje i stowarzyszenia. W 1927 r. Ministerstwo Oświecenia Publicznego wspólnie z miesięcznikiem "Orli Lot" ogłosiło konkurs na "najciekawszą wycieczkę pieszą". Kilka lat później podobne konkursy organizowało Polskie Radio. W latach trzydziestych dzięki dotacjom wybudowano kilkadziesiąt schronisk oraz ponad sto przystani i baz wycieczkowych (jednocześnie starano się nie naruszać charakteru i specyficznego klimatu okolicy, tak cenionych przez turystów z plecakami). W utworzonych w 1932 r. dwóch parkach narodowych (Pienińskim i Białowieskim) wytyczono liczne szlaki piesze. Walory chronionych obszarów - jednych z pierwszych o tym statusie w Europie - reklamowano w prospektach i broszurach. Wkrótce zaczęła tu zjeżdżać młodzież, zachęcana przez Ministerstwo Oświecenia Publicznego.

Tekst pochodzi z książki "Wypoczynek w II Rzeczpospolitej" wydawnictwa Dragon.

h

Turystyka w Polsce - wędrówka w Tatrach / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - wędrówka w Tatrach / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - wędrówka w Tatrach / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon

Turystyka w Polsce - wycieczki piesze

Turystyka w Polsce - wycieczki piesze

Zapotrzebowanie na poznawanie kraju rosło, co dało początek przemysłowi turystycznemu. W sprzedaży pojawiły się namioty, kochery, śpiwory i materace. Sprzęt kosztował niemało i dla oszczędności radzono, by śpiwór zrobić samemu, zszywając dwa koce, a jako materac wykorzystać pocięte w paski opony. Pojawiły się też... pamiątki. Aby różnego rodzaju ciupagi, kotwice z termometrem i muszelki z pamiątkowym podpisem trzymały odpowiedni poziom, Związek Propagandy Turystycznej wspólnie z Polskim Towarzystwem Krajoznawczym wymyśliły w 1938 r. konkurs "na najpiękniejszą pamiątkę regionalną".

BIWAK "NA DZIKO" I AUTOSTOP. W pismach turystycznych nie brakowało wskazówek, jak i gdzie rozbijać obozowisko. Namiot wolno było ustawić w każdym miejscu poza terenami prywatnymi. Wiktor Junosza Dąbrowski mawiał: "Państwo nasze ma 380 tys. km2, więc znajdą się 3 m2 pod jeden namiot". Wczasy kempingowo-biwakowe, podczas których przemieszczano się per pedes lub okazyjną furmanką, były najtańszą formą turystyki. Witold Rychter w 1937 r., gdy zsiadł z motoru i maszerował przez pogórze Czarnohory, skonstatował: "Na gościnnej Huculszczyźnie za złotówkę można żyć z tydzień". Włóczęga po Tatrach, o ile rzecz jasna nie mieszkało się na Krupówkach, też nie kosztowała majątku.

POZDROWIENIA Z KUPY. Na potrzeby turystyki zmieniano nawet niekiedy nazwy miejscowości. Wspomniany ośrodek żeglarski nad jeziorem Narocz znajdował się on w miejscowości o tej samej nazwie, która do 1937 r. nosiła miano... Kupa i była ulubionym przedmiotem żartów wypoczywającej w niej młodzieży. Łatwo sobie wyobrazić, ile frajdy sprawiało filuternym nastolatkom wysyłanie do statecznych ciotek czy wujków pocztówek o treści "Pozdrowienia z uroczej Kupy"? Dla lokalnych władz był to jednak spory problem, bo jak reklamować nowo powstały ośrodek. Najprostszym wyjściem okazała się zmiana nazwy pobliskiej osady!

Tekst pochodzi z książki "Wypoczynek w II Rzeczpospolitej" wydawnictwa Dragon.

h

Turystyka w Polsce / Shutterstock Turystyka w Polsce / Shutterstock Turystyka w Polsce / Shutterstock

Turystyka w Polsce - podróże motocyklowe i samochodowe

Turystyka w Polsce - podróże motocyklowe i samochodowe

Znacznie mniejszą popularnością cieszyła się turystyka motocyklowa. Z prostego względu - tego typu pojazdów było w Polsce niewiele: w 1927 r. tylko 3000, a 10 lat później raptem kilkanaście tysięcy. Motocykl stanowił wówczas wyznacznik statusu. Powołany w 1925 r. Polski Związek Motocyklowy długo pozostał organizacją elitarną. Motocykliści wzorem kolarzy i kajakarzy mieli sekcje sportowe i turystyczne. O ich rajdach pisały główne dzienniki, a na trasy przejazdu wylegały całe miasteczka i wsie.

h

Turystyka w Polsce / Shutterstock

Automobilem w Polskę

W przedwojennej Polsce niewielu było też turystów korzystających z automobilu (w latach trzydziestych mówiono już o samochodzie). Wpływały na to wysokie ceny aut, sięgające 7-9 tys. zł, a od czasów kryzysu także wysoki podatek drogowy. Turystyka samochodowa miała więc charakter elitarny. Według rocznika statystycznego liczba pojazdów osobowych w II Rzeczypospolitej wynosiła zaledwie około 30 tys. Ciekawe, że latem była ona znacznie większa niż zimą. Nietrudno wyjaśnić tę zagadkę... podatek drogowy płaciło się kwartalnie, więc właściciele dla oszczędności w październiku masowo wyrejestrowywali auta, ponownie rejestrując je w maju. Późną jesienią i zimą polskie drogi i tak nie nadawały się do jeżdżenia...

TURYSTA I AUTO. Alkomatów jeszcze nie wynaleziono, a i z wpływu alkoholu na kierowcę nie do końca zdawano sobie sprawę. Adolf Landau, pionier polskiego automobilizmu, stwierdzał ogólnikowo: "Im mniej wypitego alkoholu, tym lepiej, czy to w dzień czy w nocy". W miarę wzrostu popularności turystyki samochodowej wydawano coraz to nowe poradniki przypominające o etyce kierowcy. Zalecano na przykład umiarkowane korzystanie z sygnalizacji dźwiękowej. Tak oto pisał w 1934 r. miesięcznik "Turysta i Auto": "Szczególnie ostrożnym należy być przy spotkaniu z damami na rowerach, które raptownym i mocnym sygnałem bardzo łatwo wystraszyć aż do utraty przytomności. Ubrania tych pań, aczkolwiek same przez się ładne i stanowiące z kapeluszami bardzo estetyczną całość, do utrzymania jednakże równowagi, naruszonej przy przestrachu, nie bardzo się dodatnio przyczyniają".

Tekst pochodzi z książki "Wypoczynek w II Rzeczpospolitej" wydawnictwa Dragon.

h

Turystyka w Polsce - narty / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - narty / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - narty / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon

Turystyka w Polsce - narty

Turystyka w Polsce - narty

Budowa schronisk górskich, kolejek linowych i wytyczanie szlaków narciarskich niosły korzyści nie tylko dla turystyki. Dawały zatrudnienie tysiącom osób, które bez turystów zimą skazane byłyby na bezrobocie. Prawdziwym hitem było uruchomienie tak zwanego pociągu narciarskiego - swoistego mobilnego hotelu, dzięki któremu narciarze, każdego dnia mogli przybywać do innego kurortu.

***

Turystykę narciarską szczególnie popularyzowano w wojsku. Wypoczynek na deskach wyrabiał w żołnierzach hart ducha i zapewniał niezwykłe przeżycia estetyczne. "Uważano, że kto pozna piękno ojczystych gór, rzek, jezior czy poleskich błot, w wypadku zagrożenia niepodległości Polski będzie jej najżarliwszym obrońcą". Właśnie dlatego minister spraw wojskowych miał prawo udzielić nadprogramowego tygodnia urlopu oficerom spędzającym wolny czas na narciarskich wędrówkach. W niektórych wypadkach dowództwo wręcz wymagało od swoich żołnierzy tego rodzaju dodatkowej aktywności. Działo się tak wówczas, gdy oficer miał dwa metry w pasie i pożądane było, by zmniejszył swoje gabaryty. Narciarskie wędrówki zwiększały sprawność fizyczną, co akurat w wojsku miało duże znaczenie.

ATRAKCYJNE ZNIŻKI PKP. Nie zapominano także o cywilnych amatorach białego szaleństwa, wprowadzając dla nich na początku lat trzydziestych specjalne ulgi na przejazdy PKP do 70 miejscowości uznanych za atrakcyjne pod względem turystycznym. Zniżki w zależności od pory roku wahały się od 25 do 66%. Według PKP zniżka przysługiwała każdemu, kto jechał z nartami. W efekcie na linii Lwów-Worochta można było spotkać wiejską kobiecinę z koszami pełnymi jaj, serów i kiełbas... oraz z nartami. Oczywiście na szusowaniu przekupka nie znała się ani trochę, ale bez wątpienia umiała liczyć. Lukę tę szybko załatano, precyzując, kto ma prawo wystawić dokumenty uprawniające do zniżek kolejowych.

Tekst pochodzi z książki "Wypoczynek w II Rzeczpospolitej" wydawnictwa Dragon.

h

Turystyka w Polsce - wnętrze poczekalni wagonu kąpielowego w pociągu turystycznym / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - wnętrze poczekalni wagonu kąpielowego w pociągu turystycznym / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - wnętrze poczekalni wagonu kąpielowego w pociągu turystycznym / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon

Turystyka w Polsce - pociąg narciarski

Turystyka w Polsce - pociąg narciarski

SPRZĘT. Popularność turystyki narciarskiej spowodowała wzrost popytu na sprzęt. Dobrą markę miały wyroby podhalańskich firm rodzinnych: Zubka, Bujaka, Bracha. Niektórzy dla oszczędności robili narty samodzielnie, korzystając z porad zamieszczanych w pismach sportowych i turystycznych.

FOKI. Bywały i takie akcesoria narciarskie, które dziś da się znaleźć tylko w muzeum np. foki. Otóż nazwa ta odnosiła się do pasm foczej skóry o szerokości trochę mniejszej od ślizgu, które zakładało się na dłuższe podejścia. Foki umożliwiały posuwanie narty do przodu, czyli z włosem, a zapobiegały jej cofaniu - pod włos.

W drugiej dekadzie niepodległej Polski warunki dla turystów znacząco się poprawiły. Uruchomiono z Krakowa do Zakopanego słynną Lux-torpedę, która pokonywała tę trasę w dwie i pół godziny. Podobnie szybkie połączenie istniało na trasie Lwów-Worochta. W II Rzeczypospolitej w pasie od Wisły do Czarnohory wzniesiono ponad 30 skoczni narciarskich - do największych należały obiekty na Wielkiej Krokwi, w Wiśle Malince i w Worochcie. Ogromna jak na tamte czasy była też liczba imprez międzynarodowych organizowanych w naszym kraju - mistrzostwa świata w narciarstwie, w hokeju na lodzie i mistrzostwa Europy w saneczkarstwie.

POCIĄG NARCIARSKI. Od 1932 r. Ministerstwo Komunikacji wpadło na genialny pomysł i uruchomiło specjalny pociąg narciarski. Wyruszał on z Krakowa i przez 10 dni obwoził pasażerów po Polsce południowej. Jeździł nocą (łącznie prawie 1200 km), a w dzień zatrzymywał się w znanych ośrodkach: Zakopanem, Krynicy, Rabce, Zwardoniu, Wiśle, Worochcie, Jaremczy, Sławsku i Siankach. Wszędzie czekały autobusy podwożące narciarzy na stok. Tak zorganizowany pociąg miał w składzie wagon dancingowy, kinowy, restauracyjny i bagażowy (na narty). Goście spali w wygodnych dwuosobowych kabinach, mieli do dyspozycji łazienkę z prysznicem.

Tekst pochodzi z książki "Wypoczynek w II Rzeczpospolitej" wydawnictwa Dragon.

h

Turystyka w Polsce / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon

Turystyka w Polsce - wypoczynek nad morzem

Turystyka w Polsce - wypoczynek nad morzem

Wypoczynek nad morzem dawał gwarancję przyjemnego spędzenia czasu. Był też niemal patriotycznym czynem, bo masowy ruch turystyczny nad polskie wybrzeże udowadniał światu, jak Polsce potrzebny był Bałtyk.

***

Na początku XX w. Polacy jeździli głównie do dwóch miejsc nad morzem: Sopotu i Połągi. Sopot, a raczej Zoppot, był odwiedzany przez mieszkańców zaboru pruskiego. Z kolei obywatele Królestwa Polskiego w "swoim państwie", czyli w zaborze rosyjskim, mieli wybrzeże litewskie z Libawą i Połągą na czele.

Zwłaszcza ta ostatnia była szczególnie droga Polakom - zjeżdżali tam polonusi z Anglii, Francji, Niemiec, nawet z Ameryki (oraz oczywiście z centralnej Rosji). Do atrakcji Połągi (po litewsku Palanga) należał gustownie utrzymany park Zdrojowy z przytulnymi kawiarniami, otaczające czyste miasteczko lasy i przede wszystkim piękna piaszczysta plaża. Niestety pociągiem z Warszawy jechało się tu cały dzień.

Warto przy okazji zauważyć, że pływanie było umiejętnością Polakom na ogół nieznaną. Mimo tego Polaków i tak ciągnęło do morza. Zwłaszcza, że wreszcie posiadaliśmy własny 140-kilometrowy odcinek wybrzeża. Chętnie wybierano się do Wolnego Miasta Gdańsk. Przyczyniał się do tego łatwy dojazd oraz bogata oferta domów wycieczkowych, pensjonatów i hoteli. Niestety polskim turystom na każdym kroku dawał się we znaki nacjonalizm niemieckich mieszkańców Gdańska (około 90% mieszkańców miasta).

Przez pierwsze lata niepodległości Rzeczypospolitej turyści po cichu narzekali (bo utyskiwanie na głos uchodziło za niepatriotyczne), że na wybrzeżu niewiele się dzieje. Brakowało pensjonatów i hoteli, nie organizowano imprez kulturalnych, a na dodatek panowała straszna drożyzna.

Tekst pochodzi z książki "Wypoczynek w II Rzeczpospolitej" wydawnictwa Dragon.

h

Turystyka w Polsce - Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon

Turystyka w Polsce - Święto Morza

Turystyka w Polsce - Święto Morza

Potężnym bodźcem do rozwoju turystyki nad Bałtykiem była wsparta przez czynniki rządowe akcja "Święto Morza" z 1932 roku. Zachęcano turystów z całego kraju do odpoczynku nad polską częścią Bałtyku. Sprowadzano kolonie letnie i wycieczki z zakładów pracy, czemu służyły nadzwyczajne ulgi na kolei. Organizowano także zloty automobilowe i popularny
wyścig kolarski. Przybycie nad morze, obojętnie  koleją, kajakiem czy samochodem, uznawano za akt patriotyzmu. A uczestnictwo w akcji typu "Święto Morza" pozwoliło spełnić ten obowiązek stosunkowo niskim kosztem. Zarejestrowani goście mogli bowiem liczyć na bezpłatną wojskową grochówkę, darmowe noclegi (w koszarach lub halach fabrycznych), zwiedzanie Gdyni z przewodnikiem, foldery i na koniec gratisowy powrotny bilet kolejowy. Byleby tylko zechcieli uczestniczyć w wielkiej manifestacji, odsłuchać stosownych przemówień i machać polską flagą.

GDYNIA. Największą dumą przedwojennej Polski była Gdynia, która w 1934 r. stała się pierwszym portem przeładunkowym nad Bałtykiem, cieszącym się opinią najnowocześniejszego w Europie. W 1937 r. wybudowano ogromny Dom Turysty dla niemal 1000 gości!

h

Turystyka w Polsce - Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon

MISS CYPLA. Pod koniec dwudziestolecia międzywojennego polskie wybrzeże nareszcie tętniło życiem, o czym świadczą programy festynów kulturalno-sportowych zamieszczane w folderach i czasopismach turystycznych. Na plaży rozgrywano turnieje zapaśnicze, ping-ponga i siatkówki. Po morzu pływały jachty, statki pasażerskie i motorówki. Pod koniec lat trzydziestych furorę zaczęły robić narty wodne. W nadmorskich kurortach rozgrywano niezliczone konkursy piękności na "Miss Cypla" albo na "najlepiej opaloną Miss". A wieczorem plażowicze oblegali dancingowe parkiety. Nic dziwnego, że nad Bałtyk coraz chętniej przybywali goście z zagranicy. Turyści podziwiali nie tylko ładne widoki i zabytki, ale także z dumą śledzili imponujący rozwój polskiego Pomorza. Nad polskim morzem było wiele "kultowych" miejsc, które każdy wczasowicz chciał zobaczyć. Należały do nich molo i latarnie morskie, stale oblegane przez tłumy turystów.

Tekst pochodzi z książki "Wypoczynek w II Rzeczpospolitej" wydawnictwa Dragon.

h

Turystyka w Polsce - promenada nad Dniestrem, Zaleszczyki przed 1939 r. / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - promenada nad Dniestrem, Zaleszczyki przed 1939 r. / Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon Turystyka w Polsce - Wypoczynek w II Rzeczpospolitej, wyd. Dragon

Turystyka w Polsce - uzdrowiska

Turystyka w Polsce - uzdrowiska

W Polsce międzywojennej ważnymi punktami na mapie turystycznej były modne kurorty i letniska. Dziś część z nich leży już poza granicami Polski i o ich dawnym blasku przypominają już tylko ruiny wspaniałych pensjonatów i wspomnienia najstarszych Polaków.

***

Na przełomie XIX i XX w. wzrosła popularność miejscowości położonych bliżej Krakowa czy Warszawy, takich jak Nałęczów, Ciechocinek, Żegiestów czy Krynica. Termin "uzdrowisko" oznaczał wówczas miejsce, gdzie odzyskiwało się zdrowie, popijając miejscowe wody mineralne. To właśnie w tym czasie rodziła się popularność Muszynianki, Kryniczanki czy Nałęczowianki.

Uzdrowisk na terenie II Rzeczypospolitej systematycznie przybyło i w 1928 r. naliczono ich około 70. Wkrótce określenie to rozszerzono o tereny o wyjątkowych walorach klimatycznych. Na przykład na pięknej helskiej plaży wypoczywało się znakomicie, wdychając przesycone jodem powietrze, co niewątpliwie korzystnie wpływało na zdrowie. Z kolei w Zaleszczykach można było się poddać helioterapii, czyli po prostu... opalać, bo miejscowość słynęła z największego nasłonecznienia w kraju. Tak więc do rangi uzdrowisk awansowały znane kąpieliska i letniska.

Tekst pochodzi z książki "Wypoczynek w II Rzeczpospolitej" wydawnictwa Dragon.

h

Więcej o: