Pociągiem przez świat. Najciekawsze podróże pociągiem

Pociągiem można pokonać osiem stref czasowych, pomknąć z prędkością 300 km/ha, wjechać na 5 tys. metrów albo poczuć się w nim jak król.
Kolej Transsyberyjska Kolej Transsyberyjska Boccaccio1/CC/flickr.com

Rosja - Kolej Transsyberyjska

Płackartę albo się kocha, albo nienawidzi. To najtańszy z tanich wagonów sypialnych w składach, jakie przemierzają Rosję i byłe republiki Sojuza od południa po północ i od zachodu po daleki wschód, zapewniający pasażerom nie tylko przejazd, ale przede wszystkim bogate życie towarzyskie. Bo wagon ten ma co prawda przedziały z czterema kuszetkami każdy, oddzielone od siebie ściankami, ale od korytarza nie odgradza ich nic, a po jego przeciwnej stronie dodatkowo znajdują się dwie leżanki usytuowane wzdłuż ściany pod oknem - najgorsza jest ta na górze: nie dość że wąska, o leżącego pasażera wciąż obija się ktoś przechodzący. Najlepiej dostać miejsce na dolnej leżance w "przedziale", które jest również skrzynką-schowkiem na bagaże. W zasadzie jednak jego posiadaczowi zazdrości się tylko pierwszej nocy: w kolejne człowiek stwierdza, że pod czujnym okiem wagonowego nie może mu się przytrafić nic złego. To nie tylko konduktor, ale przede opiekun wagonu i pasażerów, który przyniesie dodatkowy koc, żeby nie zmarzli i szelki zabezpieczające na noc, żeby nie spadli. Dopilnuje, aby nie zginęły ani bagaże, ani oni sami - zostając na peronie stacji, na której pociąg zatrzymał się na dłuższy postój. Niektórzy wysiadają wtedy rozprostować nogi albo kupić coś na ząb, bo znudziło im się już kupowanie przez okno - na każdym postoju do pociągu biegną sprzedawcy pierożków, suszonych ryb, kiełbasy, ogórków, pestek słonecznika. Wagonowy dołoży drewna pod samowar, aby wrzątku na herbatę i gorące zupy wystarczyło dla wszystkich (w niektórych klasach pasażer na wejście wraz z pościelą wciąż dostaje zestaw zupek w proszku, kawy i herbaty), a jeżeli jest jakaś bolączka, nad którą nie jest w stanie zapanować, to tylko toaleta - najdalej od trzeciego dnia jazdy najlepiej nie wchodzić do niej w ogóle. Tę drobną niedogodność z nawiązką rekompensuje cała reszta pociągowej przygody, czyli współpasażerowie - w otwartych wagonach, zwłaszcza wtedy, kiedy jedzie się nimi dłużej niż jeden dzień, jest jak na wielkiej domowej imprezie. Podróż najdłuższym kolejowym szlakiem świata, czyli Koleją Transsyberyjską z Moskwy do Władywostoku, to 9289 km, osiem stref czasowych i sześć dni oraz cztery godziny jazdy. Wysiadając w połowie drogi trafi się nad jezioro Bajkał. Ten cud rosyjskiej techniki, prowadzący głównie przez lasy, góry i stepy Azji, dziś całkowicie zelektryfikowany, uznawany jest za klasykę kolejowych podróży. Pozwala się dostać nie tylko do Władywostoku, ale też do Pekinu (odnogą transmandżurską, która odbija od głównej linii za Bajkałem) i do Ułan Bator (linią transmongolską).

Chiny - szybka kolej Jinghu Chiny - szybka kolej Jinghu Fot. 123rf

Chiny - szybka kolej Jinghu

Kiedy Transsybirem dojedzie się już do Azji, egzotyczne kolejowe podróże stają otworem. W samych Chinach koniecznie trzeba wypróbować szybką kolej Jinghu, czyli pociąg łączący dwa najważniejsze miasta tego kraju - Pekin i Szanghaj. W zależności od typu mknie po torach z prędkością 250 albo 300 km na godz., co pozwala mu pokonać 1318 km między miastami w 4 godz. i 48 minut. Pierwotnie planowano nawet 380 km na godz., ale wtedy koszty eksploatacji otwartej zaledwie roku temu linii, byłyby znacznie wyższe. Budowa Jinghu kosztowała równowartość 33 mld dolarów, a na jej trasie znajdują się 22 tunele i 244 wiadukty (w tym jeden najdłuższy na świecie - liczący sobie 164 km). Przejazd szybkim pociągiem, zatrzymującym się po drodze tylko na jednej stacji kosztuje ok. 240 zł i codziennie korzysta z niego nawet 200 tys. pasażerów. Te liczby i wielkości - nawet jak na Chiny - robią wrażenie.

Kolej tybetańska do Lhasy, Tybet Kolej tybetańska do Lhasy, Tybet Ssppeeeeddyy/cc/Flickr.com

Kolej tybetańska do Lhasy

W tym samym kraju znajduje się również najwyżej położona linia świata, czyli słynna kolej tybetańska wiodąca z chińskiego interioru do Lhasy. Jej ostatni odcinek, z Golmudu, był dla budowniczych naprawdę ambitnym wyzwaniem: choć liczy sobie niewiele ponad 1000 km, jego budowa trwała ponad 4 lata. 200 tys. robotników, pracując w maskach tlenowych, kuło tunele i stawiało wiadukty na wiecznej zmarzlinie - bez nich powodowane przez tarcie kół gorąco mogłoby rozmrozić grunt, co z kolei byłoby groźne dla stabilności torów. Z tego samego powodu w wielu miejscach położono rury z azotem i amoniakiem tworząc system chłodzenia. W najwyższym punkcie, na przełęczy Tanggula, pociąg wspina się na 5072 m.n.p.m.: z powodu wysokości powietrze na trasie rozrzedzone jest tak, że dla bezpieczeństwa pasażerów okna w pociągu się nie otwierają, a ich podwójne uszczelniane szyby chronią przed groźnym promieniowaniem ultrafioletowym.

Indie, pociąg Indie, pociąg Fot. Shutterstock

Indie - koleje indyjskie

Choć pociągi indyjskie przemierzają znacznie niższe wysokości, dostarczają zgoła innych wrażeń: być w Indiach i nie przejechać się słynnym sleeperem, to jak być w Paryżu i nie zobaczyć wieży Eiffla. To otwarty wagon sypialny, podobny do rosyjskiej płackarty: w przedziałach jest sześć kuszetek, okna chronią kraty, do których co niektórzy pasażerowie przypinają łańcuchami swoje walizki (pozostali przypinają je pod dolną leżanką), a korytarze przemierza korowód sprzedawców czaju, przekąsek, gazet i gadżetów, żebraków, pucybutów, świętych mędrców, dam podejrzanej reputacji oraz dzieci wymiatających za niewielką opłatą śmieci z podłogi - prosto za drzwi pędzącego pociągu. Kiedy się patrzy nań z zewnątrz albo biegnie wzdłuż peronu próbując odnaleźć swój wagon zdaje się nie mieć końca. Indyjskie koleje, należące do jednych z największych na świecie, każdego dnia przewożą 30 mln ludzi. 11 tysięcy składów mknących po dziesiątkach tysięcy kilometrów torów obsługuje prawie 1,5 mln pracowników. Zadania nie ułatwia im ani pogoda, ani technika - w czasie monsunu, gdy po nagłym deszczu woda sięga pasa, pociąg potrafi zatrzymać się nawet na dobę. Najsłynniejszymi torami wspinają się mozolnie w Himalaje wąskotorówki pokonując trasy w dolinie Kangra, do Shimli i Dardżylingu. Ponieważ 86kilometrowy odcinek tego ostatniego niemal w całości pokrywa się z drogą, którą w wielu miejscach otaczają ciasno domy, pociąg wyposażono w wyjątkowo głośny gwizdek ostrzegający mieszkańców i kierowców aut, że nadjeżdża, a w jego wagonikach z Himalajami w tle nakręcono przynajmniej kilka filmów bollywoodzkich.

Maharadża Express Maharadża Express Train Chartering & Private Rail Cars/cc/flickr.com

Maharadża Express - najbardziej luksusowy pociąg w Azji

Tak naprawdę jednak lepszą scenerią dla bajkowych opowieści są "Pałace na kołach": luksusowe pociągi w stylu maharadży wzorowane na tych, jakimi dawniej podróżowali indyjscy książęta ze ścianami obitymi dywanami, kanapami, zdobnym zasłonami, klimatyzacją, telewizorem z dvd, dobrze zaopatrzonym barkiem i osobistą obsługą gotową na każde skinienie. "Maharadża Express", czyli najbardziej luksusowy pociąg w całej Azji kursuje różnymi trasami z Bombaju i Delhi, przez Radżastan do Agry i Waranasi, a podróż nim kosztuje od 3 774 dolarów za cztery dni. Żeby przemierzyć bajkowe miasta Radżasthanu pociągiem-pałacem "Royal Radżasthan" trzeba wyłożyć nawet 12 260 dolarów za tydzień w drodze. Najmłodszym i najtańszym luksusowym indyjskim pociągiem jest "Deccan Odyssei" - z Bombaju na Goa można przyjechać już za 980 dolarów.

Argentyna - patagońska wąskotorówka - Argentyna - patagońska wąskotorówka - "la Trochita" G.Perretto (OFF)/CC/flickr.com

Argentyna - patagońska wąskotorówka - "la Trochita"

Kiedy znakomity reportażysta Paul Theroux ruszał w swoją kolejną odyseję kolejową, rodzinne Massachusetts ścinał mróz. Pisarz przemierzył pociągami obie Ameryki - od metra w Bostonie, przez Chicago i Teksas, Meksyk Gwatemalę, Panamę i Kolumbię, po Peru i Andy, by skończyć na malutkiej stacji Esquel w dalekiej Patagonii. "Stary Ekspress Patagoński" - bo taki tytuł nosi książka powstała po tej podróży - w rzeczywistości jest patagońską wąskotorówką biegnącą u stóp Andów niemal na koniec świata, którą Theroux pokonał ostatnie 402 km. Miejscowi nazywają ją czule "la Trochita", co w wolnym tłumaczeniu znaczy "wąskotoróweczka". Sunące nią "wagoneczki", ciągnięte przez parowe lokomotywy, przemierzają most za mostem i 646 zakrętów, a przejażdżka tym muzeum na kółkach jest obowiązkowym doświadczeniem każdej podróży do Argentyny.

Chihuahua, pociąg, meksyk, kanion Chihuahua, pociąg, meksyk, kanion Fot. Shutterstock

Meksyk - kolej Copper Canyon

Ameryka Południowa jest zresztą dla miłośników kolei rajem nie mniejszym niż Rosja, Indie i Chiny razem wzięte. Będąc tu trzeba kupić bilet na meksykańską kolej "Copper Canyon", która łączy góry w głębi kraju z brzegiem Pacyfiku pokonując 36 mostów i 87 tuneli: widoki na pionowe ściany, wodospady i zapomniane płaskowyże - gwarantowane.

Ekwador - El Naraz del Diablo Ekwador - El Naraz del Diablo Ekwador - El Naraz del Diablo/Fot. Shutterstock

Ekwador - El Naraz del Diablo

W Ekwadorze warto się przejechać "El Naraz del Diablo", która na niedługim odcinku pokonuje 1500 metrów wysokości. Nie mniej wrażeń dostarcza 10-godzinna jazda z Cuzco do Puno (Peru) wzdłuż brzegów jeziora Titicaca - dzięki krystalicznie czystemu powietrzu widoki rozciągają się stąd nieziemskie.

Australia - Australia - "Ghan" lxsocon/CC/flickr.com

Australia - "Ghan" z Adelajdy do Darwin

Przejażdżkom po Ameryce Południowej na tej samej półkuli może dorównać tylko pociąg przemierzający czerwony środek Australii, czyli słynny "Ghan" łączący Adelajdę z Darwin. Linia ma prawie 3 tys. km długości, jej budowa trwała 126 lat (została rozpoczęta jeszcze w XIX w, a ostatni odcinek skończono w latach 20012003) i kosztowała ponad miliard dolarów. Dwie lokomotywy ciągną pociąg o długości kilometra, a w ciągu dwóch dni podróży pasażerowie ani razu nie słyszą charakterystycznego stukotu kół - dla mniejszych kosztów eksploatacji tory Ghan zespawano bez przerw.

Tekst pochodzi z "Gazety Wyborczej"

Więcej o: