Chodźmy na zapieksy, czyli szybkie jedzenie w polskich miastach - kultowe dania i miejscówki

Berlińczycy mają Donera i Currywurst, Francuzi bagietki, londyńczycy fish&chips. A Polacy? Co dobrego i lokalnego można zjeść na szybko w dużych polskich miastach? Czym chwali się Kraków, Warszawa, Gdynia i inni? Zapytaliśmy w całym kraju.
street food, fast food, polska street food, fast food, polska Fot. Shutterstock

Szybkie jedzenie w polskich miastach

Spacer po mieście przedłuża się. Świeci piękne wiosenne słońce. Albo, co gorsza, zimny wiatr przeszywa nas na wskroś. Brzuch wysyła znajomy sygnał: czas na coś na ząb. Chwila zastanowienia: co by tu...? Ale już po chwili przychodzi olśnienie: TAM. Bo przecież tam są najpyszniejsze pierogi, knysza, pizza, pączki. Zna je i objada się nimi całe miasto - w drodze do pracy, do domu, na imprezę, na wagarach. Właśnie TAM, bo ważne jest też miejsce, jego klimat i po prostu moda. Street food, fast food, małe budki i "okienka" gastronomiczne, szybie jedzenie po prostu. Berlińczycy mają Donera i Currywurst, Francuzi bagietki, londyńczycy fish&chips. A Polacy?

pączki, gdynia pączki, gdynia Fot. Shutterstock

Szybkie jedzenie w polskich miastach - Gdynia - pizza, zapiekanki i boskie pączki

Odwiedzający Gdynię turysta najpierw słyszy krzyk mew. Potem - charakterystyczny dźwięk sygnalizacji dla niewidomych na przejściu dla pieszych. Spacerując po ulicach pięknej modernistycznej Gdyni szybko z kolei może poczuć, jak działa morskie powietrze - trzeci dźwięk to coraz głośniejsze burczenie w brzuchu. Gdzie w Gdyni pójść na małe co nieco? Odpowiedź jest prosta: zawsze tam, gdzie jedzą miejscowi. To gwarancja, że będzie smacznie i świeżo.

- W Gdyni nie zginiemy z głodu - mówi serwisowi Podróże.gazeta.pl rodowita gdynianka Joanna. Co poleca? - Kultowa pizzeria "Gdynianka" przy głównej ulicy handlowej Gdyni, czyli Świętojańskiej - od lat niemal te same ceny i ta sama pyszna pizza. Malutkie, staromodne wnętrze z czterema stolikami na krzyż jest zawsze wypełnione po brzegi - zachwala. Poleca też nie mniej kultowe budki z zapiekankami przy pomniku Harcerza przy wejściu na Kamienną Górę. - Niezłe zapiekanki, które pewnie niejednemu gdynianinowi uratowały życie, kiedy wracał wygłodzony z szaleństw na mieście

Za to niejednemu żeglarzowi, który zatrzymał się w gdyńskim porcie, życie uratowało Bistro Kwadrans. Zanim w Gdyni na Skwerze Kościuszki otworzyły się liczne żeglarskie knajpy, pragnący odmiany od okrętowej kuchni żeglarze mieli na lądzie jeden cel: położony niedaleko gdyńskiego portu i skweru wspomniany bar Kwadrans, z jego znakomitą pizzą. Od Kwadransu wystarczyło pójść zaś jeszcze kawałek, by dostąpić absolutnej rozkoszy podniebienia.

- Pączuś to cukiernia na rogu Świętojańskiej i 10 lutego, w której sprzedają przede wszystkim pyszne pączki - mówi Joanna. I dodaje, że najlepsze są te z nadzieniem wiśniowo-czekoladowym. - Mmm. Lepiej nie zbliżać się w okolice tej cukierni w tłusty czwartek.

Szybkie jedzenie w polskich miastach - Kraków - kiełbaski ze starej Nysy, kotlet z Okrąglaka i lody z budki

Z wybrzeża droga wskazana przez głodny brzuch prowadzi do Małopolski. Gdzie idzie zjeść głodny krakowianin? Pod Halę Targową. - W nocy podjeżdża tam stara nyska, w której panowie przygotowują do rana kiełbasy - opowiada Mariusz z Krakowa, obecnie na dobrowolnym wygnaniu w Warszawie. - Podjeżdżają taryfiarze, policjanci, karetki pogotowia, imprezowicze itd. Obok dwa stoliczki, jest klimat. Miejsce jest dość oddalone od imprezowych epicentrów, ale ludzie po pijaku i tak często nadrabiają drogę - śmieje się Mariusz. To już prawdziwy polski street food.

Jeśli zwiedzając gród Kraka zbłądzimy na urokliwy Kazimierz i tam zgłodniejemy, ratunek czeka w Okrąglaku na Placu Nowym. - Wokół mnóstwo knajp z kultową Alchemią, Singerem czy Kolorami, a w środku w tym Okrąglaku pełno budek z zapiekankami - opowiada Mariusz. Najbardziej znana z budek to tzw. Endzior, o którym pisał sam Robert Makłowicz. Menu? Przede wszystkim zapiekanki, ale też m.in. kotlety z kapustą. - A jak jest szef, to już w ogóle jest poezja. Poprosisz o pół zapiekanki, to ci ją przekroi w poprzek, zapytasz o majonez, to zrobi ci z niego wzorek itd. No i w weekendy (choć i często w środku tygodnia) zawsze te 20 minut trzeba odstać w kolejce - ostrzega nasz rozmówca. Nie zapomina o deserze. - Kultowe lody ze Starowiślnej. Normalna, zwykła budka, żaden tam Blikle czy Wentzl, bardziej postpeerelowski klimat, ale gdy tylko zrobi się cieplej, to kolejki ciągną się na kilkadziesiąt metrów. Ludzie stoją z wiaderkami, stoją całe rodziny, hipsterzy (choć lokal niejedną subkulturę przeżył), pełen przekrój społeczny.

Następny weekend spędzę w Krakowie. Napełniając brzuch.

09.02.2008 KRAKOW , PIECZONE KIELBASKI POD HALA TARGOWA , ULUBIONE MIEJSCE POSILKU W NOCY KRAKOWSKICH TAKSOWKARZY I NIE TYLKO FOT. MICHAL LEPECKI / AGENCJA GAZETA

Kraków, kiełbaski pod Halą Targową/Fot. Michal Lepecki / AG

kanapka grillowana kanapka grillowana Fot. Shutterstock

Szybkie jedzenie w polskich miastach - Lublin - kultowe kanapki z Hot Kota

"Informujemy, że pracownicy Baru Hot-Kot nie ponoszą odpowiedzialności za fakt zabrania kanapki jednego klienta przez drugiego!!!!!!" - takiej treści ulotka widniała na oknie pewnego lubelskiego przybytku gastronomicznego. Mieszczący się przy ulicy Skłodowskiej 52, niedaleko Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i 5 minut od miasteczka akademickiego, kultowy bar Hot Kot, słynął ze specyficznego klimatu.

- Jedzenie dostawało się przez okienko, przed którym zawsze znajdowało się co najmniej kilka osób, co sprzyjało wywiązywaniu  się "okolicznościowych" rozmów i znajomości - opowiada portalowi Podróże.gazeta.pl Filip, wieloletni klient Hot Kota. Co można było zjeść w Hot Kocie. - Grillowane kanapki z gyrosem, salami, szynką i serem. Kanapki były pyszne, świeże i kosztowały ok. 6zł, a do tego były płaskie, a więc wygodne do jedzenia w drodze - wylicza Filip. - Bar był czynny codziennie do wczesnych godzin porannych, więc był idealnym miejscem na zjedzenie czegoś podczas lub po imprezie - opowiada. Niestety, Hot Kot przeszedł do legendy. Lokal zmienił nazwę na ASAP. - Poprawił się wystrój, otwarto też filię, zostawiono część "starego" menu. Ale spadł klimat - komentuje Filip.

A co, jeśli w Lublinie zgłodnieje wegetarianin? Rozwiązanie problemu znajdzie pod adresem Narutowicza 13 - mówi portalowi Podroze.gazeta.pl Daniel. Położony w przyziemiu oficyny w podwórzu śródmiejskiej kamienicy bar Wegetarianin to dla lubelskich jaroszy miejscówka kultowa.

kebab, street food kebab, street food Fot. Shutterstock

Szybkie jedzenie w polskich miastach - Wrocław - knysza i bary mleczne

Ze wschodniej Polski przenosimy się na Dolny Śląsk. Czym uprzyjemnić sobie pobyt we Wrocławiu? Na pewno nie warto zwiedzać tego pięknego miasta na głodniaka.

- Na długo przed tym, zanim Polaków ogarnęła mania kebabów, Wrocław zajadał się knyszami - opowiada Wojtek. I opisuje wrocławski przysmak. - Knysza to nie była po prostu buła z kapustą pekińską i mięsem jak w przypadku kebabów. To była wyjątkowo bogata w surówki, często pieczona na miejscu pita - mówi. Wrocławianie mają kilka ulubionych "knyszowych" miejsc. - Bardzo popularne były te spod Dworca Głównego i z okolic pl. Grunwaldzkiego - mówi Wojtek. Podkreśla jednak, że knysze miały poważną, dobrze zakorzenioną w mieście konkurencję - bardzo popularne w stolicy Dolnego Śląska bary mleczne.

zapiekanka, polska zapiekanka, polska fedira/flickr.com

Szybkie jedzenie w polskich miastach - Olsztyn - królestwo zapiekanki

Nasz rozmówca Wojtek poznał lokalny fast food i street food nie tylko we Wrocławiu. W stolicy Warmii i Mazur - Olsztynie - poleca zapiekanki. Nie byle jakie. - Te najpopularniejsze sprzedawali w budce koło Dworca Głównego. Były na tyle popularne, ze przed budką zawsze była kolejka - opowiada. I tłumaczy sekret ich popularności. - Tak naprawdę to są zwykłe zapiekanki, czyli długie buły z pieczarkami i serem, polane keczupem. Ale te z Olsztyna są uznawane po pierwsze za największe i najsmaczniejsze, a po drugie za świeże - mówi Wojtek. Jak dodaje, olsztynianie uważają, że ich zapiekanki znają wszyscy, którzy przejeżdżali przez ich miasto. Gdzie więc tkwi sekret wyjątkowości olsztyńskich zapiekanek? - Raczej go nie ma - tonuje nastroje Wojtek. - No, może właśnie to, że są świeże. Ale przy takim zainteresowaniu nie ma mowy, żeby natrafić np. na stare pieczarki czy "kauczukową" już bułkę z mrożonki.

Kebab, street food Kebab, street food Kebab/Fot. Shutterstock

Szybkie jedzenie w polskich miastach - Warszawa wcina kebab, ale nie tylko

Odkąd kebab na Marszałkowskiej koło dawnego kina Bajka artykułem w "Gazecie Wyborczej" wyniesiony został na fast foodowy piedestał, w stolicy nieprzerwanie trwa boom na kebaby. Praktycznie w każdej części Warszawy bywalcy kebabowni wiedzą, gdzie zawinięte w pitę mięso z surówką i sosem jest najlepsze na dzielnicy. Ale turyście wędrującemu po Warszawie autor z czystym sumieniem może polecić miejsce, które spełniło niezwykle ostre kryteria wyboru: Antalya Kebab w Pawilonach na tyłach Nowego Światu. Jeżeli szukamy kebaba, który zbliża się blisko ideału - czyli smaku kebaba z restauracji w Turcji - to trzeba iść właśnie tam.

Ale Warszawa nie tylko kebabem stoi. Chcesz, turysto drogi, prawdziwie warszawskim jedzeniem się najeść? Po bezpowrotnym zniknięciu budy z zapiekankami obok Dworca Centralnego i wielu podobnych (ach, te wiórki cebulowe w hot-dogach), i zagładzie większości stołecznych barów mlecznych, w ostatnich kilku latach na szczęście pojawiło się przynajmniej kilka miejsc, które Warszawiacy natychmiast otoczyli wielkim uwielbieniem. Tak do menu warszawskiego street foodu wróciło stare, dobre i swojskie. "Panie kierowniku, lornetę z meduzą poproszę!" - zamawiają tłumy w "Przekąskach Zakąskach" na Krakowskim Przedmieściu. Na flaczki po warszawsku jedzie się do wiekowego Baru Gocławskiego. W młodym jeszcze barze Warszawa dają pyszne pyzy jak z Różyca (dla ferajny spoza stolicy - chodzi o Bazar Różyckiego). A na przebój ostatnich sezonów - tatar - na przykład do Mety na Foksal. Smacznego!