Austria na weekend. Innsbruck i okolice

Stolica Tyrolu szczyci się zamkiem Habsburgów, Madonną Lucasa Cranacha i skocznią Zahy Hadid.
Innsbruck i okolice Innsbruck i okolice Fot. Shutterstock

Austria na weekend

Codziennie spod Congress Innsbruck (Rennweg 3) o godz. 9 można wyruszyć na górską eskapadę. Niepotrzebne doświadczenie ani nawet buty, tylko Innsbruck Card (72 godz. - 39 euro, www.innsbruck.info). W cenie sprzęt, trekking i transport, a poza tym wstęp do muzeów i wiele zniżek w mieście. Trasy nie powtarzają się częściej niż co dwa tygodnie i mają zawsze dwa warianty trudności. Po pierwszej wycieczce dostaniemy brązowy medal, a po dwudziestej - złoty, z kryształem Swarovskiego. W piątki trzeba wstać wcześniej - o świcie je się śniadanie już na grani, by potem wyruszyć na via ferrata.

Austria, Innsbruk, okolice Austria, Innsbruk, okolice Fot. Shuttesrtock

Austria na weekend

Wolfgang ma koło pięćdziesiątki i chodzi po Alpach od urodzenia. Dziś zabierze nas na osłaniające Innsbruck od północy pasmo Nordkette. Kolejką z centrum położonego 560 m n.p.m. dostajemy się szybko na 2256 m. - Zimą w południe, zamiast iść na lunch, pół miasta tłoczy się tu z nartami - mówi przewodnik. Szklane stacje kształtem i mlecznym kolorem przypominają lodowcowe jaskinie. To projekt Zahy Hadid z 2007 r.

Spacer po grani nie jest trudny. Jedyny problem to owce, które nie dość, że niechętnie ustępują drogi, to jeszcze zaminowały szlak odchodami niespotykanych rozmiarów. W dole wstęga Innu wije się przez miasto.

Pierwszy most powstał w tym miejscu prawdopodobnie w XII w. Najłatwiejsze przejście przez Alpy - przełęcz Brenner (1374 m) - leży 30 km stąd. Na popas stawali tu niemieccy królowie zmierzający do Rzymu po koronę cesarską. W XIII w. osada otrzymała grube mury i prawa miejskie od księcia Meranu, a dwa stulecia później swój dwór przeniósł tu z Wiednia Maksymilian I, twórca potęgi Habsburgów. Rezydował w XIV-wiecznym zamku Hofburg, przebudowanym potem w stylu barokowo-rokokowym, dziś muzeum. Można zwiedzić 27 komnat, mniej niż 10 proc. całości.

Szerokie schody prowadzące do sali balowej pamiętają cesarzową Marię Teresę i jej szesnaścioro dzieci. Na ścianach portrety władców, a na suficie iluzjonistyczne malowidła - ich głębię najlepiej podziwiać w rozstawionych w kilku miejscach ruchomych lustrach. Dalej salony - różowy i biały. Na królewskim łożu, zaskakująco małym, spać może tylko - jeśli ma takie życzenie - prezydent Austrii (nie zdarzyło się to od 50 lat). Pokój dziecięcy urządzono w stylu chińskim, ale galopujące słonie i europejskie zbroje żołnierzy na freskach zdradzają niekompetencję malarza. W ostatnich komnatach biedermeierowskie meble i portret młodej Sissi, żony cesarza Franciszka Józefa I.

Innsbruck Innsbruck Innsbruck/Fot. Shutterstock

Innsbruck

Centrum Innsbrucka niemal nie zmieniło się od średniowiecza. Wzdłuż brukowanych uliczek stoją wąskie, kilkupiętrowe kamienice. W cieniu wspartych przyporami arkad kawiarnie i drogie butiki sąsiadują z rodzinnymi zakładami - tu fryzjer i szewc, tam masarz i piekarz. Nad każdym wejściem Matka Boska z Dzieciątkiem, kopia cudownego obrazu Lucasa Cranacha Starszego (1472-1553) z głównego ołtarza katedry. Wewnątrz barokowej świątyni z pierwszej połowy XVIII w. warto zwrócić uwagę na rokokowe freski i sztukaterię braci Asam oraz koronkowe balkony dla najwyższych dostojników. A w bocznej kaplicy obcęgami i wyrwanym zębem straszy figurka św. Apolonii, patronki stomatologów.

Nad trójkątnym rynkiem dominuje zwieńczona cebulastą kopułą wieża ratusza z połowy XV w., która pełniła też funkcję więzienia i punktu obserwacyjnego. Naprzeciwko kamienica z trzykondygnacyjnym balkonem o 2738 złoconych gontach. Dach powstał dla uczczenia ślubu Maksymiliana z Bianką Sforzą w 1500 r. Na balustradach herby krajów podległych cesarzowi, on sam widnieje zaś pomiędzy portretami Bianki oraz zmarłej pierwszej żony Marii Burgundzkiej. Po śmierci ufundowano Maksymilianowi okazały cenotaf - ponoć największy sarkofag średniowiecznej Europy. Ulokowano go w centralnej nawie specjalnie w tym celu zbudowanego kościoła dworskiego (prawdziwy grób znajduje się w Wiener Neustadt w Dolnej Austrii). Blok czarnego marmuru ozdabiają 24 płaskorzeźby z życia władcy. Wokół 28 monumentalnych, wysokich na dwa i pół metra figur: legendarnych bohaterów oraz przodków i kuzynów cesarza. Wśród nich babka Cymbarka Mazowiecka (siostrzenica Jagiełły), a także stryjeczny pradziad Ferdynand I Słaby (król Portugalii 1367-83) - w zamkniętej przyłbicy, bo nie wiadomo, jak wyglądał.

Po zwiedzaniu pora na obiad. Restauracja Stiftskeller zajmuje piwnice grubych na kilkanaście kroków murów miejskich. Dania tradycyjne: rosół z naleśnikami, knedle z boczkiem, kluski z serem i cebulą, oczywiście popite piwem. Desery wiedeńskie: strucla lub Kaiserschmarren - krojone naleśniki z powidłami i sosem waniliowym. Na koniec sznaps.

innsburk, austria innsburk, austria Fot. Shutterstock

Austria na weekend

Pędzimy teraz do Haiming, 50 km w górę Innu, gdzie czekają już Thomas i Michael. Rozdają pianki, kaski i uprzęże, pakują do busa i wywożą serpentynami w kierunku Stubaiu. Wysiadamy na moście w świerkowym lesie. - Spuszczamy was na linie. Wylądowawszy w strumieniu, odpinacie karabinki i czekacie na pozostałych - objaśnia Thomas. - Woda ma 6 stopni. Kto zmarznie, wychodzi na brzeg, rozgrzewa się. Pomagajcie sobie i nie traćcie ducha.

Początek jest najtrudniejszy. Trzeba puścić barierkę mostu i zjechać do potoku. Potem wędruje się kamienistą rzeką. Pokonujemy zwalone pnie, na przemian wspinamy się i zjeżdżamy na linach, ześlizgujemy naturalnymi rynnami, skaczemy ze skał do basenów. Zadowoleni, choć zmordowani dwugodzinnym canyoningiem, musimy jeszcze przedrzeć się przez podmokłe zarośla do szosy www.wiggi-rafting.at.

Następny dzień też na sportowo, ale nie tak wyczerpujący. Wypożyczamy rowery i robimy rundkę wokół wyżyny Mieming, po północnej stronie Innu. Wąskie, przeważnie asfaltowe drogi wiją się przez idylliczny krajobraz: zielone pastwiska, strumyki, zagajniki. Wieże kościołów przypominają świeczki w tortach murowanych wiosek. Z bliska widać tonące w surfiniach i begoniach obejścia oraz fontanny - można przysiąść i napić się krystalicznie czystej wody.

Wycieczkę kończymy w luksusowym hotelu Swarz z kliniką chirurgii plastycznej i największym w Austrii polem golfowym, gdzie pobieramy lekcję gry. - Ręce luźniej. Użyj siły kija, a nie ramion - tłumaczy trener. Po kilkunastu próbach udaje mi się posłać piłkę na 150 jardów. - Nieźle - konstatuje trener i bez wysiłku posyła swoją 50 jardów dalej.

Wieczorem wracamy do miasta na New Orleans Jazz Festival (odbywa się od 1998 r.). Standardy rozbrzmiewają co roku pod koniec lipca na scenie pod gołym niebem przy starym moście www.neworleansfestival.at. A na dziedzińcu zamku Hofburg przez całe lato można słuchać niemieckiej i europejskiej klasyki. Z kolei w drugiej połowie sierpnia Innsbruck opanowuje muzyka dawna www.altemusik.at.

Austria, skocznia narciarska Bergisel Austria, skocznia narciarska Bergisel Fot. shutterstock

Austria na weekend

Dziś zjemy śniadanie na skoczni narciarskiej Bergiselwww.bergisel.info. Pierwsze zawody odbyły się tu w 1927 r., potem dwukrotnie gościli olimpijczycy (1964 i 1976). Obecny obiekt, znany z Turnieju Czterech Skoczni, zaprojektowała Zaha Hadid. Wyróżnia go zaokrąglona szklana restauracja na wieży, skąd widać całe miasto i pasmo Nordkette. A na pierwszym planie cmentarz i szpital, co bywa przedmiotem niewybrednych żartów ze skoczków.

Obok, w nowym oddziale muzeum landowego www.tiroler-landesmuseum.at, można zobaczyć, jak wyglądało to miejsce przed dwoma stuleciami. Pawilon niemal w całości poświęcono Riesenrundgemälde - wielkiemu na 1 tys. m kw. obrazowi Zeno Diemera (1867-1939). Panorama przedstawia bitwę o Innsbruck, która rozegrała się 13 sierpnia 1809 r. (po zajęciu Tyrolu przez wojska Napoleona i Bawarczyków wiosną wybuchło - ostatecznie przegrane - powstanie). Świszczą kule, padają ludzie, zwierzęta i drzewa. Za plecami mamy wiernego Habsburgom dowódcę Andreasa Hofera, tyrolskiego bohatera (z charakterystyczną wielką brodą). Przed nami nadciągający z miasta atak generała Levebre'a. Innsbruck na obrazie przypomina dużą wieś, ale bez trudu rozpoznajemy świątynie: w głębi XIV-wieczny kościół przyszpitalny, bliżej wczesnobarokowy klasztor Norbertanów.

Bim-bom! - z zadumy wyrywa nas wezwanie na Anioł Pański. Zamiast do kościoła kierujemy się jednak do zakładu ludwisarskiego. Rodzina Grassmayr od 400 lat odlewa dzwony, dziś eksportuje je na cały świat www.grassmayr.at. Elisabeth, żona obecnego właściciela, opisuje nam proces produkcyjny, pokazuje schemat budowy pieca i mieszalnik gliny, z której powstają formy do odlewów. A w kameralnym muzeum można zobaczyć wszystkie składniki, w tym piwo i końskie łajno poprawiające lepkość gliny. Porównujemy dźwięki wydawane przez różne metale. Ostatni dzwonek to już budzik komórki. Wzywa na lotnisko. Długi - choć jakże krótki! - weekend w Tyrolu dobiegł końca.

www.austria.info


Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Więcej o: