Indie. Boska Kerala

Olbrzymie rozlewiska Backwaters to jedna z największych atrakcji Indii.
Kerala, Indie. Kerala to kraina Wzgórz Kardamonowych i herbacianych krzewów. Kerala, Indie. Kerala to kraina Wzgórz Kardamonowych i herbacianych krzewów. Indie, Kerala, fot. Shutterstock

Kerala, czyli himalaiści w tropikach

"Świat się kończy, himalaiści wylądowali w tropikach" - takie SMS-y wysyłamy bliskim tuż po wylądowaniu w Kochi, na 9o szerokości geograficznej północnej.

Zamiast podchodzić na Gocha La (5000 m n.p.m.) i mieć Kangchenjungę (8586 m) na wyciągnięcie ręki, będziemy pławić się w ciepłych wodach Morza Arabskiego. Sprawiła to niepogoda w Wysokich Himalajach wiosną 2010 r. Miał być Sikkim, jest Kerala...

Kochi, Kerala, Indie Kochi, Kerala, Indie Kochi, Kerala, Indie, for. Shutterstock

Do Kochi z Delhi via Bombaj

Zaczynamy od Kochi, gdzie lądujemy wczesnym popołudniem po dość wyczerpującym, ponadpięciogodzinnym locie z Delhi via Bombaj.

Miasto (w granicach metropolii ok. 2 mln mieszkańców) zajmuje kilka wysp i półwyspów. Zamieszkamy na jednej z nich - Fort Kochi, w Bethlehem Home Stay.

Dom jest dosłownie zatopiony wśród palm kokosowych, drzew goździkowych i oplatających je filodendronów. Gospodarze przyjmują nas domowym ciastem. Zajmujemy klimatyzowane pokoje i ruszamy rikszami na kolację do restauracji rybnej. Dania przygotowują tu na życzenie, ale warto było czekać - są pyszne i obfite.

Chińskie sieci do połowu ryb, Kochi, Kerala, Indie Chińskie sieci do połowu ryb, Kochi, Kerala, Indie Chińskie sieci do połowu ryb, Kochi, Kerala, Indie, fot. Shutterstock

Chińskie sieci w Kochi

Po kolacji idziemy nad morze. Naszą uwagę zwracają dziwne, drewniane konstrukcje - to chińskie sieci, których historia sięga podobno XVI w. Sposób łowienia ryb też się nie zmienił. Połów zaczyna się wcześnie rano i trwa cztery, pięć godzin. Zanim sieć zostanie powoli opuszczona do wody, wisi na drewnianym stelażu. Reguluje się ciężarki przymocowane do przeciwległego ramienia dźwigni. Sieć jest pod wodą do 20 min. Potem, delikatnie unoszona, zagarnia ryby pływające blisko brzegu (rejon Kochi obfituje w nie). Sieci są nie tylko funkcjonalne, ale i pięknie wyglądają na brzegu, wpisując się krajobraz. Od wieków tworzą niezapomniany widok.

Kochi, Kerala, Indie Kochi, Kerala, Indie Kochi, Kerala, Indie, fot. Shutterstock

Mozaika Kochi

Nazajutrz zwiedzamy miasto i okolice. W starym Kochi ścierają się wpływy kultury hinduskiej, chrześcijańskiej, muzułmańskiej i żydowskiej. To jedyne miejsce w Indiach, w którym funkcjonuje mniejszość żydowska. Dużo radości sprawia nam spacerowanie wąskimi uliczkami pełnymi sklepików z jedwabiami, statuetkami bogów hinduistycznych, głównie Śiwy i Hanumana. Trafiamy do XV-wiecznego kościoła św. Franciszka, pierwszej katolickiej świątyni w Indiach. W bocznej nawie pusty grób Vasco da Gamy i tablica pamiątkowa ku jego czci. Portugalski żeglarz przypłynął do keralskiego portu Calicut w 1498 r. po odkryciu drogi do Indii. Zamieszkał w Kochi i tu zmarł w 1524 r., tu również został pochowany. Prochy oddano Portugalczykom w 1539 r., już po zbudowaniu w Lizbonie klasztoru Hieronimitów właśnie dla uczczenia udanej wyprawy do Indii.

To niesamowite przeżycie stać nad tym grobem, mając w świeżej pamięci miasteczko Nazare w Portugalii nad Oceanem Atlantyckim, gdzie przed wyprawą Vasco da Gama modlił się o jej powodzenie w kapliczce na skale.

Plaża w Kochi, Kerala, Indie Plaża w Kochi, Kerala, Indie Plaża w Kochi, Kerala, Indie fot. Shutterstock

Plażowanie w Kochi

Zmęczyło nas zwiedzanie w niemal 40-stopniowym upale, więc ruszamy rikszami na plażę w lagunie Cheraj (20 km od miasta). Wskakujemy do wody. Nie przeszkadza nam wcale jej wysoka temperatura (34,6 stopnia C) ani to, że kąpiemy się w bieliźnie (mało kto zabiera stroje kąpielowe w Wysokie Himalaje), a Hindusi w strojach dziennych, tak jak stoją. Nie męczy nas też wysoka temperatura powietrza - 38 stopni C. Skutki plażowania odczujemy dopiero wieczorem...

Do Kochi wracamy po południu i dalej zwiedzamy miasto. Mijamy imponujące zabudowania arcybiskupstwa, które zasięgiem obejmuje południowe Indie i Birmę. Po obejrzeniu bazyliki Santa Cruz z przyjemnością odwiedzamy klimatyzowaną cukiernię Coffee Day. Wybieram deser lodowy Karma Nirvana (40 rupii, 1 dol. = 48 rupii) - orzeźwiającą i bardzo smaczną kawę z lodami waniliowymi.

Godna polecenia jest też sieć kawiarni i restauracji Indian Coffee House, której rodowód sięga lat 50. XX w. Wnętrza wyglądają tak, jakby nigdy nie były odnawiane - ściany do połowy pomalowane szarą farbą olejną, portrety Indiry Gandhi i jej ojca Jawaharlala Nehru. Kelnerzy zawsze uwijają się jak w ukropie i nie przeszkadza im w tym biały, trochę dziwny strój służbowy oraz oryginalny turban na głowie.

Kuchnia indyjska - krewetki w Kerali Kuchnia indyjska - krewetki w Kerali Kuchnia indyjska - krewetki w Kerali, fot. Shutterstock

Krewetki w Kerali i porywający spektakl

Wieczorem w Kerala Kathakali Centre oglądamy spektakl "Narakasura Vadham" opowiadający historię potężnego króla demonów, tyrana Naraki. To wyjątkowe przeżycie! Spektakl trwa ponad trzy godziny. Grają wyłącznie mężczyźni wypowiadający, a raczej wyśpiewujący swe role (również żeńskie) w sanskrycie. Możemy śledzić akcję, bo wraz z biletem (200 rupii) dostajemy polskie tłumaczenie sztuki. Integralną częścią spektaklu jest charakteryzacja odbywająca się na oczach widzów. A muzyka tak nas zachwyca, że kupujemy CD z nagraniami (300 rupii). Przedstawienie pochłania nas do tego stopnia, że nie słyszymy burzy, która szajeje nad miastem.

Na kolację nasza gospodyni przygotowuje rybę w sosie imbirowym i krewetki - wszystko bardzo pyszne.

Alleppey, Kerali, Indie Alleppey, Kerali, Indie Alleppey, Kerali, Indie, fo

Alleppey - w środku kwitnącej dżungli

Z Kochi udajemy się na południe, do Alleppey. Trzy doby mieszkamy w kompleksie bungalowów Gowri. Otacza je dżungla z kwitnącą na czerwono helikonią (Heliconia L.) i anturium (Anthurium Schott), a także strelicją (Strelitzie reginee) znaną na świecie jako rajski ptak.

Alleppey ma uroczą starówkę z domkami nad kanałami zarośniętymi hiacyntami wodnymi (Eichhomia crassipes), z meczetem i kościołem św. Jerzego. Piękne są, charakterystyczne dla południowych Indii kolorowe świątynie hinduistyczne z nieprawdopodobną ilością rzeźb i płaskorzeźb przedstawiających bogów. Wrażenie robi na nas hurtownia bananów i uliczny sprzedawca ananasów wprost z roweru - nigdy nie widzieliśmy tylu owoców naraz! W nieskończoność ciągną się stragany pełne przypraw: od pieprzu, przez gwiazdki anyżu, ręcznie rolowaną korę cynamonu, wiórki cynamonowe, kardamon, goździki, gałkę muszkatołową, nieznaną u nas jej różową suszoną łupinkę, po orzeszki cashew. Przemili handlarze zachęcają do próbowania, a potem do zakupów, także po polsku. W powietrzu unosi się niesamowita mieszanka zapachów.

Szeroką, ciągnącą się po horyzont plażę oddziela od miasta palmowy gaj. Na sąsiadującym z nią boisku do krykieta grupka młodzieży rozgrywa właśnie mecze. Plażujemy i obserwujemy Hindusów, dla których największą atrakcją jest puszczanie latawców.

Na spacer po molo (wychwalanym w przewodniku) nie starcza nam odwagi - zardzewiała, żelazna konstrukcja wygląda niezbyt stabilnie.

Wieczorem, kiedy znów spacerujemy po plaży, zaskakuje nas inwazja krabów ścigających się z falami - niesamowity widok!

Czółna na Backwaters, Kerala, Indie Czółna na Backwaters, Kerala, Indie Czółna na Backwaters, Kerala, Indie, fot. Shutterstock

Czółna na Backwaters

W Alleppey (a także w Kochi, Kollam, Kottayam) można rozpocząć lub zakończyć rejs po olbrzymich rozlewiskach, tzw. Backwaters. Wielki teren graniczący z oceanem przecinają tysiące kanałów, rzek (38 dużych, wiele małych), jezior (5 dużych, wiele małych). 1500-kilometrową ich sieć dzielą skrawki lądu, nierzadko szerokości kilku metrów.

Z bogatej oferty turystycznych rejsów wybieramy całodzienny dwoma zadaszonymi czółnami z wioślarzem. Przemiły właściciel ubrany w lungi (prostokątny kawałek materiału omotany wokół bioder i zawinięty na wierzch, tak że staje się szortami) wita nas z uśmiechem i zaprasza na pokład. Podczas rejsu obserwujemy dżunglę (na zatopionym pniu przysiadł właśnie kormoran) i życie mieszkańców. Na brzegu piękna Hinduska Leda sprawia kamieniem dopiero co złowione ryby i z uśmiechem zaprasza na obiad. Nieco dalej inna kobieta robi pranie, a jeszcze inna równiutko je rozwiesza. Ktoś robi poranną toaletę...

Backwaters, Kerala, Indie Backwaters, Kerala, Indie Backwaters, Kerala, Indie, fot. Shutterstock

Życie w kanałach Backwaters

Kanały to także drogi transportowe. Często mijają nas czółna załadowane kokosami i trawą do budowy domów, które stoją tu na półwyspach, wyspach i kawałkach lądu. W jednej z takich wiosek na wyspach (jeden dom na jednej) robimy przerwę w rejsie. Na skraju pola ryżowego żeruje duże stado białych czapli. Mijamy Hinduskę rozkładająca rozłupane na pół orzechy kokosowe - będą się suszyć na słońcu przykryte niebieską siatką, aż miąższ osiągnie stan suszu, tzw. koprę.

W drodze powrotnej zachwycamy się ogromną łodzią - snake boat - którą już teraz przygotowuje się do dorocznych regat w drugą niedzielę sierpnia. Jest bardzo długa, do wioseł zasiada stu wioślarzy. Po tym rejsie rozumiemy, dlaczego Backwaters to jedna z największych atrakcji Indii.

Plaża w Kerali, Indie Plaża w Kerali, Indie Plaża w Kerali, Indie, fot. Shutterstock

Najostrzejsza kuchnia świata

Po kilkudniowym trekkingu w Ghatach Zachodnich ostatnie dwa dni w Kerali spędzamy nad laguną Cheraj. Z dżungli dochodzą odgłosy ptaków, a w powietrzu unosi się zapach ryb. Z balkonu naszego bungalowu od świtu możemy obserwować połowy - ryby są to główna pozycją w menu każdej restauracji. Polubiliśmy knajpkę Peper and Salt, gdzie podają doskonałą Fish malabari (kawałki białej ryby w kokosowo-ananasowym sosie, ostro przyprawionym czosnkiem, świeżym imbirem, papryką i ziarenkami czarnej gorczycy) i krewetki na kilka sposobów (dania bardzo smaczne, obfite i tanie - średnio po 90 rupii). Kuchnia karelska należy do najsmaczniejszych, ale i najbardziej pikantnych na świecie.

***

Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej