Bory Tucholskie na rowerze. Niemieckie cmentarze, kręte rzeki i dziki las

Potężne drzewa stoją tuż obok pokrytych mchem omszałych kamieni. To cmentarzysko Gotów. Kilkanaście km dalej koła roweru grzęzną w splątanych łodygach nadrzecznej, bagiennej roślinności. To wijąca się wśród lasów dolina Wdy. Dopiero napotkana dalej utwardzona leśna droga daje wytchnienie nogom. Słychać tętent racic. Jest 6.00 rano, wschodzące słońce oświetla wiszący nad łąką mleczny opar mgły. Żeby poczuć klimat Borów Tucholskich, trzeba mieć rower.
Michał Gostkiewicz Michał Gostkiewicz Michał Gostkiewicz

Jak i czym dojechać? Najlepiej pociągiem

Do Borów Tucholskich można oczywiście pojechać samochodem, ale gdzieś trzeba go przecież zostawić. Dlatego najłatwiej przywieźć rower i siebie pociągiem. Wiodące do Borów trasy kolejowe z całego kraju krzyżują się w Bydgoszczy, gdzie po niewygodnej podróży TLK wysiadam na dworcu po 22.00. Bezpośrednio z Bydgoszczy Głównej do Tucholi odjeżdża szynobus firmy Arriva RP. Jeżeli nie mamy dwóch tygodni na solidne objechanie tucholskich lasów, konduktorzy z Arrivy staną się naszymi przyjaciółmi. Nie dość, że bilety są tanie - wraz z rowerem, w zależności od dystansu, podróż będzie nas kosztować od ok. 5 do ok. 15 zł - to jeszcze Arriva w ciągu maksimum godziny dowiezie nas do większości ważniejszych miejscowości, z których można rozpocząć jazdę, a potem na mecie wsiąść znów w pociąg i wrócić na miejsce noclegu. Pociągi jeżdżą punktualnie i zgodnie z rozkładem (link: http://www.arriva.pl/pl/rozklad-jazdy/), wagony są czyste, nowoczesne, ciche i mają wygodne miejsca do przewozu rowerów. Tak jak mój pociąg, który po 23.00 dowozi mnie do stacji Wierzchucin. Wysiadka wprost w ciemność. Pora na nocleg, do którego muszę dojechać kilka kilometrów szosą przez las. Światełka - obowiązkowo!

bory tucholskie bory tucholskie Michał Gostkiewicz

Nocleg: namiot, agroturystyka, a może stajnia?

Gdzie nocować w Borach Tucholskich? Jeśli jest ciepło, to najlepiej rozbić namiot na polu nieopodal jednego z wielu ośrodków wypoczynkowych nad jeziorami, których tu pełno - jak Mukrz k. Tlenia, Trzcianny, Okonińskie czy długie, rynnowate Wielkie Jezioro Cekcyńskie. Okolica oferuje mnóstwo niedrogich (30-60 zł za dobę, ale można i bardziej luksusowo za 120 zł) kwater agroturystycznych, m.in. w Cekcynie, Tucholi, a także w mniejszych miejscowościach, "bliżej natury", np. w Iwcu, Swornychgaciach czy Okoninkach. Dla tych, którzy lubią czasem zamienić miękkie siodełko rowerowe na twarde siodło końskie, znajdzie się w też Borach niejedna stajnia, m.in. słynący z łagodnych, dobrze wyszkolonych koni i dobrej kuchni ośrodek Skręt koło Wierzchucina (link: http://skret.eu/). Ta mała wieś ma już za sobą czasy minionej chwały, kiedy bale drewna odjeżdżały wagon za wagonem z miejscowego tartaku - o czym przypomina rozbudowany system torów kolejowych - ale ze względu na położenie w bliskości wielu szlaków turystycznych jest doskonałą bazą wypadową w tucholskie lasy. Podobnie jak wypoczynkowe Cekcyn, Tleń czy sama Tuchola.

bory tucholskie bory tucholskie Michał Gostkiewicz

Co nas czeka w tucholskich lasach?

Bo trzeba to od razu powiedzieć - Bory, to bory. Dzikie, często bezludne, czyste i nieskażone ludzką ręką, czasem przerażająco (dla mieszczucha) ciche. Można oczywiście przejechać sporo kilometrów po wąskich, ale wyłożonych w większości dobrą nawierzchnią lokalnych drogach łączących większe miasta - Tucholę, Cekcyn, Chojnice, Czersk, Śliwice, Raciąż, Rytel, Lniano czy Osieczną. I wiele z tych miejscowości warto odwiedzić ze względu na ich zabytki i bogatą historię polsko-krzyżackiego pogranicza. Jedzie się sprawnie, samochodów jest niewiele, do tego stopnia, że na asfaltowych drogach pachnie... lasem, grzybami, igliwiem i świeżym drewnem. Ale najpiękniejsze trasy wiodą przez las. Bory Tucholskie to obszar ukształtowany przed 20 tys. lat przez cofające się skandynawskie lodowce. Stąd tyle tu jezior - bądź okrągłych wytopiskowych, bądź rynnowych, dwie wijące się krętymi dolinami rzeki - Wkra i Bda - i liczne wzgórza morenowe. Dziś wprawdzie w tucholskich lasach dominują sosny, ale nietrudno spotkać też liściaste starodrzewy nad brzegami rzek, a także majestatyczne dęby i niezwykle rzadkie cisy. Wśród lasów żyją jelenie, sarny i dziki, nad brzegami rzek i jezior - bobry, a po bagnach i podmokłych łąkach przechadzają się czaple i żurawie.

bory tucholskie bory tucholskie Michał Gostkiewicz

Rower, osprzęt i niezbędne rzeczy na wyprawę

Do plecaka warto więc zabrać dobry aparat fotograficzny. A także kilka niezbędnych na rowerze drobiazgów. Ważą trochę, ale jeśli zabraknie ich nam w środku lasu, o kilkadziesiąt km od najbliższych ludzkich siedlisk, przygoda może skończyć się noclegiem w prawdziwej dziczy. Oczywiście jedyny typ roweru, jaki nadaje się na te trasy, to solidny "góral", dobrej firmy, porządnie wykonany i najlepiej z minimum przednim amortyzatorem i dość miękkim siodełkiem. Montujemy światełka i pompkę - lepiej wieźć ją na rowerze, niż na grzbiecie, podobnie jak bidon z napojem. Do tego do plecaka: dwie dętki, kombinerki, scyzoryk, zestaw kluczy rowerowych, smar, zapalniczkę lub zapałki, kurtkę przeciwdeszczową, okulary przeciwsłoneczne, czapkę i - w zależności od pory roku - ciepłą bluzę lub spodenki kąpielowe i ręcznik (grzechem byłoby nie skorzystać z kąpieli w jeziorze w środku lasu). Do tego dodatkowe dwie butelki napoju (wodopój może być odległy o 20 km) oraz kanapki/batony energetyczne - z doświadczenia polecam batoniki bez czekolady, za to składające się głównie z ziaren i orzechów. Mniej kalorii, więcej węglowodanów. Telefon z GPS może nie wystarczyć w lesie, w kieszeni ląduje więc MAPA. Najlepiej regularnie aktualizowana "Szlaki piesze i rowerowe w powiecie tucholskim". Można ją kupić w niemal każdym sklepie w większej miejscowości na terenie Borów Tucholskich. Tak wyekwipowani możemy ruszać.

bory tucholskie bory tucholskie Jerzy Strzelecki/CC/Wikipedia

Bory Tucholskie - Trasa nr 1: Rezerwat Cisów Staropolskich

Ponieważ planuję intensywną jazdę, na rozgrzewkę ruszam na liczącą ok. 20 km trasą wiodącą obok dwóch jezior - Bieszewa i Suchomia - i rezerwatu "Cisy Staropolskie". Ruszam ze stacji kolejowej Wierzchucin, kierując się na wzdłuż torów kolejowych w kierunku na Lniano. Szybko odbijam w lewo przez tory na niebieski szlak, na którym kilka razy schodzę z roweru - nawet szerokie opony nic nie pomogą na piachu. Po krótkim, acz forsownym odcinku skręcam w prawo przy drogowskazie na wieś Suchom. W położonej nad jeziorem o tej samej nazwie wsi trafiam na czarny szlak, którym (ale trzeba się go bardzo uważnie trzymać) docieram do wsi Lisiny.

bory tucholskie

To obok Lisin w czasie wojny nazistowscy naukowcy testowali rakiety V1 i V2 - przy drodze widać dwa leje po uderzeniach pocisków. Jadąc dalej drogą pożarową (drogi pożarowe w Borach Tucholskich to często ostatnia deska ratunku, kiedy szlak nagle sobie "zniknie" - zawsze wygodnie doprowadzą do jakiejś miejscowości, leśniczówki czy drogi głównej) docieram do rozstaju dróg. Mapa w dłoń - interesuje mnie zielony szlak - Szlak Cisów Staropolskich. Szeroka leśna droga po kilku kilometrach wyjeżdża na poprzecinane kanałami i strugami pola. Aparat w pogotowiu - łatwo spotkać czaplę czy żurawia! Niedługo później wjeżdżam znów w las. Ale tym razem powietrze robi się duszne i wilgotne. Bez spreju antykomarowego  - w nogi! Ja mam sprej, więc przypinam rower przy bramie Rezerwatu "Cisy Staropolskie" i ruszam na krótką wycieczkę po wilgotnym lesie, podziwiając piękne, kilkusetletnie drzewa.

Po zwiedzeniu rezerwatu wyjeżdżam na drogę Wiechrzlas - Wierzchucin i skręcam w prawo. Odbijam w lewo za znakiem "cmentarz ewangelicki z XIX w." To częsty znak na tych terenach. Uratowane od zarośnięcia cmentarzyki znajdują się na tych terenach niemal w każdej większej wsi. Przypominają o niegdysiejszych mieszkańcach tych ziem. Ten akurat leży w lesie i jeśli choć trochę boicie się duchów, nie odwiedzajcie go po zmroku. Po zwiedzeniu cmentarza wracam tą samą drogą i skręcam w lewo na Wierzchucin. Za chwilę koniec tej około 20-kilometrowej "rozgrzewki".

bory tucholskie bory tucholskie Michał Gostkiewicz

Bory Tucholskie - Trasa nr 2: Wodogrzmoty Krasnoludków

Na tej trasie trzeba być gotowym na każdy rodzaj nawierzchni. Szybko pokonuję trasę Zielonka - leśniczówka Szklana Huta - Małe Gacno - Wielkie Gacno. Kilka kilometrów dalej skręcam z głównej drogi (uwaga, sporo samochodów) w prawo na leśniczówkę Wypalanki. Choć teoretycznie prowadzi mnie niebieski szlak, warto po prostu trzymać się prostej drogi, którą jadę aż do rozstaju, gdzie znajduję drogowskaz na Białą. Dwa "skrzyżowania" dalej skręcam w lewo i po ok. 1,5 km docieram do jednego z najpiękniejszych miejsc w Borach Tucholskich - objętych ochroną źródeł rzeki Stążki, zwanych przez niektórych Wodogrzmotami Krasnoludków. Tu zostawiam naszym czytelnikom tajemnicę - otóż żeby znaleźć Wodogrzmoty, trzeba wejść w las i w pewnym miejscu spojrzeć na świat... z perspektywy krasnoludka, czyli kilku centymetrów. Gwarantuję, że uda się znaleźć Wodogrzmoty. A wówczas trzeba nad nimi usiąść i rozkoszować się ciszą, szmerem wody i wspaniałymi drzewami nad głową.

bory tucholskie

Z bajkowych Wodogrzmotów ruszam wzdłuż granicy rezerwatu, by na wyraźnym rozstaju trzech dużych dróg pożarowych odbić nieco w lewo. Po kilku kilometrach jazdy przez przepiękny sosnowy bór nagłym "ślimakiem" skręcam w lewo, wypadając prosto na leśniczówkę Kiełpiński Most, położoną pod wzgórzem, nad Stążką, która przez te kilkanaście kilometrów zdążyła urosnąć do całkiem sporych rozmiarów rzeczki. Dodaję gazu, bo pies pana leśniczego lubi ścigać rowerzystów.

bory

Ostrym podjazdem wydostaję się z doliny Stążki i po paru kilometrach przecinam drogę Tuchola-Trzebciny. Kontynuuję czerwonym, potem zielonym szlakiem, wśród porośniętych wspaniałymi sosnami leśnych pagórków. Nagle las urywa się - wjeżdżam na czerwony szlak w Nowym Suminie i dojeżdżam do Cekcyna na w pełni zasłużoną kąpiel w Wielkim Jeziorze Cekcyńskim. W Cekcynie można zjeść w jednej z kilku knajpek niedaleko jeziora, a także odwiedzić piękny neogotycki kościół z II połowy XIX w. A z Cekcyna już tylko 10 km przez Iwiec i Wysoką do Wierzchucina. Razem około 70 km.

bory tucholskie bory tucholskie Michał Gostkiewicz

Bory Tucholskie - Trasa nr 3. Mokradła Wdy

Pobudka jest ciężka, ale to nic. Wsiadanie na siodło jest bolesne, ale to nic. Trasa, którą dziś pojadę, warta jest każdego zmęczenia. Najpierw błyskawicznie - niech żyje asfalt - połykam dystans Cekcyn - Zielonka - Zdroje - Tleń. Ta ostatnia miejscowość to lokalny kurort. Nad brzegami przepływającej przez miasteczko i rozlewającej się za nim w Jezioro Żurskie Wdy wybudowano ładny park i przystań. Można wypożyczyć łódkę, powędkować, a przede wszystkim zorganizować spływ kajakowy. Spokojną podróż kajakiem w dół zakręcającej malowniczo rzeki psuje mi wprawdzie deszcz, ale humoru nie popsuł. Odświeżony, ruszam na najcięższą część szlaku.

Mocno zielone łodygi wkręcają się w szprychy. Gałęzie ze zwalonych drzew tarasują drogę. Pokrzywy parzą, komary tną jak oszalałe. Przedzieram się to na siodełku, to prowadząc rower, przez coraz bardziej zarośniętą chaszczami ścieżkę wzdłuż wijącej się przez las Wdy. Co chwila trzeba omijać tarasujące ścieżkę zwalone drzewa. Ale nagroda już blisko. W jedynym wolnym miejscu schodzę nad brzeg. Wspaniały widok! Rzeka malowniczo zakręca, tworząc dogodne miejsce do budowy domu na odsłoniętym gruncie. Nie wiem, kto mieszka w ładnej willi tuż nad wodą, ale w takim spokojnym miejscu po prostu chce się żyć. Woda jest krystalicznie czysta, zaprasza do kąpieli. Ja zamiast tego jednak gramolę się z rowerem o jedno piętro lasu wyżej - na skarpę nad rzeką. Tu docieram do czarnego szlaku, którym zziajany wracam do Tlenia. Stąd mam dwie drogi powrotu: łatwą - asfaltem, i trudniejszą - całym osiemnastokilometrowym Szlakiem Cisów Staropolskich i dalej drogą asfaltową. Wybieram opcję nr 1, czego później wielokrotnie w drodze żałuję. Razem około 40-50 km.

bory tucholskie bory tucholskie Michał Gostkiewicz

Bory Tucholskie - Trasa nr 4. Cmentarzysko Gotów i Miejsce Mocy

Dziś piąty - przedostatni - dzień wyprawy w Bory Tucholskie. Czas skorzystać z możliwości, jakie daje pociąg. Na stacji Wierzchucin kompletnie pusto. Pierwszy raz w życiu jestem jedynym wsiadającym do pociągu pasażerem. Na wielu stacjach w mniejszych miejscowościach od dawna już nie działają kasy, bilet kupujemy więc u konduktora.
Z Wierzchucina do Czerska jedzie się około 50 minut. Wysiadam na peron obok ładnego, choć wymagającego remontu starego budynku stacji.

Czersk ma prawa miejskie od 1926 r., ale istnieje już od XIV w. Jest tu co zwiedzać: neogotycki kościół z pocz. XX w., i mające ponad 100 lat budynki ratusza, poczty i liceum. Przebija je wszystkie plebania z roku 1823.

Po zwiedzeniu Czerska kieruję się czarnym szlakiem na północ do kamiennych kręgów w Odrach. Te położone 13 km od Czerska pozostałości osadnictwa gockiego liczą ok. 2 tys. lat - pochodzą z I w n.e. Cmentarzysko obejmuje kilka koncentrycznych pierścieni utworzonych z ogromnych głazów, kilka kurhanów i tzw. "miejsce mocy" - bezdrzewną polanę, uznawaną przez radiestetów za miejsce wyjątkowo silnie oddziałującej energii. Warto poprosić strażnika parku o wprowadzenie - sympatyczny pan chętnie opowiada o historii tego miejsca.

Skoro w tamtą stronę jechałem wygodnie pociągiem, pora teraz nadrobić to lenistwo. Z gockiego cmentarzyska wracam do Czerska, a następnie ruszam asfaltową drogą do Tucholi. Droga jest oznaczona czarnym, potem zielonym i czerwonym szlakiem. Na tym prawie 30-km odcinku warto zrobić jeden  przystanek -  w Fojutowie. Znajduje się tam nietypowa konstrukcja - pod wiaduktem Wielkiego Kanału Brdy przepływają wody rzeki Czerskiej Strugi. Całość wygląda jak wielopoziomowe skrzyżowanie. W dalszej części droga przebiega nad brzegami Brdy, której piękne zakola można obserwować z tarasów widokowych:

bory

W okolicach Gołąbka zjeżdżam na czerwony szlak, który prowadzi wprost do Nowego Sumina i Cekcyna, a dalej już tylko 10 km do Wierzchucina. Czas dać zmęczonym nogom wolne. Na liczniku ponad 70 przejechanych kilometrów.

Kilkudniowy wypad do Borów Tucholskich to zadanie dla wymagających, doświadczonych rowerzystów - jeżeli tylko chcemy zwiedzać i odwiedzić miejsca, w których nas jeszcze nie było. Ale osoby, które nie czują się na siłach, by pokonać dystanse 70 lub więcej km/dobę, nie muszą przecież od razu tyle przejechać. Znajdą tu dla siebie też inne możliwości: wspaniałą przyrodę, zdrową żywność z gospodarstw agroturystycznych, spływy kajakowe, stajnie koni czy piękne zabytki. Szybki dojazd, niskie ceny kwater, piękna przyroda, mało ludzi i znakomite ścieżki i szlaki rowerowe - Bory Tucholskie to doskonała alternatywa dla bardziej aktywnych, którzy nie wyleżą na plaży w kurorcie dłużej niż 3 godziny.

Więcej o: