Naprawdę węgierskie Węgry. Budapeszt, Balaton, Eger i "Gulasz z turula"

Sierpniowy urlop przypadł na najbardziej upalne dni od lat, więc nie było dziełem przypadku, że nasza kilkudniowa wyprawa zaczynała się nad Širavą i kończyła nad Balatonem. Ale prawdziwą ?wisienką na torcie? był królewski Budapeszt, gdzie nad brzegiem Dunaju najzwyklejsze węgierskie wino smakuje wyjątkowo... Naszym przewodnikiem był "Gulasz z turula" Krzysztofa Vargi, książka, która poprowadziła nas w miejsca niezwykłe, bo dla samych Węgrów symboliczne.
Zemplinska Širava Zemplinska Širava Jozef Kotulic/CC/Wikimedia

Zemplinska Širava - ochłoda nad wodą w zielonej Słowacji

40-tysieczne Michalovce, oddalone o jakieś 70 kilometrów na wschód od Koszyc, leżą nad drugim pod względem wielkości sztucznym zbiornikiem Słowacji. Zatrute przed kilkoma laty przez przemysł wody z roku na rok odzyskują swoją czystość. Woda jest już dość przyjemna, choć plaże wciąż wymagają pewnych inwestycji.

Pół godziny jazdy pociągiem z Koszyc na północny-zachód znajduje się inne sztuczne jezioro. Jako jedyni wysiadamy na przystanku Ružin, niemal w środku lasu, gdzie stację oraz punkt informacyjny zastępuje prywatny domek. Szlak na Sivec nie należy do najlepiej oznakowanych, ale to doskonałe miejsce dla poszukiwaczy ciszy zupełnej.

Zieleń bez przerwy towarzyszy podróżnym przemierzającym Słowację i zdecydowanie powinna znaleźć swoje miejsce na fladze państwowej. Dopiero gdzieś na południe od Koszyc ustępuje pola żółto-szarym, podwiędłym słonecznikom, wypełniającym okna pędzącego do Budapesztu pociągu Rákoczi. Koszyce i Budapeszt dzieli zaledwie 3,5 godziny drogi.

Swoją drogą podróżowanie koleją po Słowacji jest dość wygodne i nie należy do najdroższych, zwłaszcza przy zakupie biletów powrotnych. Przykładowo: bilet powrotny na trasie Bohumin-Koszyce kosztuje około 30 euro, Koszyce- Budapeszt 20 euro.

 

Węgry. Budapeszt - zwiedzamy mądrze i tanio

gulasz, węgry, budapeszt gulasz, węgry, budapeszt Fot. Shutterstock

Budapeszt, gulasz w Karcsi Vendéglö

"Gulasz z Turula" Vargi bez problemów poprowadził nas do restauracyjki Karcsiego. Od ulicy Andrassy'ego, ponoć najbardziej reprezentatywnej w Budapeszcie, należy odbić w stronę stacji metra Nyugati i gdzieś w połowie drogi trafić na Jokai Utca. W restauracyjce faktycznie nie było już obrusów w kratę przypominających stołówki bloku wschodniego, a po 17-tej nie było też już tłumów. Czuć za to było nowoczesność, a opasła księga gości przy wejściu wskazywała na międzynarodowy charakter tego miejsca. Tylko w zupie gulaszowej trudno doszukiwać się zmian, bo szczerze mówiąc, ciężko wyobrazić sobie, by coś mogło smakować jeszcze lepiej...


Knajpkę u Karcsiego zaledwie kilka ulic dzieli od Szabadsag Ter, Placu Wolności, który Varga uznał za najładniejszy w Budapeszcie. Imponuje przede wszystkim tamtejszy spokój, jakby plac ogrodzony był jakimś niewidzialnym murem od zatłoczonego miasta. Doskonałe miejsce na chwilę odpoczynku w samym centrum.

 

Węgry. Wakacje z dziećmi

Budapeszt, Vásárcsarnok Budapeszt, Vásárcsarnok Fot. Shutterstock

Budapeszt, Vásárcsarnok - hala-legenda

Spora hala targowa Vásárcsarnok znajduje się po pesztańskiej stronie mostu Szabadság. Tutaj tłumy turystów przychodzą, by zaopatrzyć się w pełne węgierskiej symboliki pamiątki. Znacznie ciekawiej jest na górze. Tam mieszają się zapachy przeróżnych węgierskich potraw. W upalny sierpniowy dzień nie sposób stąd wyjść bez zalania obiadu kilkoma szklaneczkami schłodzonego Egri Bikavéra po 100 forintów za setkę. Pewnie nieco przepłacamy i nie wiem czy ten Egri Bikavér faktycznie jest Egri Bikavérem. Ale pomimo potrącających cię turystów wyjątkowy jest klimat towarzyszący temu miejscu - jedzenie podawane na plastikowych tackach, na przywiązanym łańcuchem stoliku, w towarzystwie Węgrów wlewających w siebie kolejne szklanki wina niczym oranżadę.


Nie było zbyt wiele czasu by wyszukiwać w Budapeszcie sklepy mięsne, o których z taką nostalgią wspominał Varga. Natrafiłem na taki na Márvany Utca, w XII dzielnicy, w czasie drogi do turula na Böszörmenyi. Panowie na stojąco zajadali świeżo upieczoną kaszankę, ale pálinki faktycznie już tam nie było.

 

Budapeszt - gulasz, kąpiel i wino

budapeszt, węgry budapeszt, węgry Fot. Shutterstock

Budapeszt, zakładnik wieków minionych

Królewski Budapeszt tkwi w kajdanach przeszłości, wciąż oddycha powietrzem minionych epok, przygnieciony ciężarem tych wszystkich Kossuthów, Batthyanych, Rakoczich, których place, skwery, ulice czy restauracje wypełniają ogromną część miasta. Tutaj faktycznie ma się wrażenie, jakby Budapeszt chciał zatrzymać czas, tak by nie oddalać się zbytnio od wspaniałej przeszłości, kiedy królewskie miasto zarządzało komitatami od Karpat aż po Adriatyk. Ta pamięć utrwalana jest dodatkowo przez liczne księgarnie czy antykwariaty, których okna wypełniają mapy Węgier sprzed trianońskiej tragedii 1920 roku. Tam można dostać praktycznie wszystko, co będzie przypominać wielkość dawnych Węgier. Od długopisów, poprzez kubki, breloczki, magnesy na lodówkę, proporczyki, koszulki, itp.  
Budapeszt pielęgnuje przeszłość bogatą i wzniosłą, ale jednocześnie niezwykle bolesną. Nowoczesność jest tu skutecznie ukrywana, przykryta dymem sędziwych Ikarusów, rdzą wagoników najstarszego na kontynencie metra czy dudnieniem przejeżdżającego przez most Szabadság pomarańczowego tramwaju.


Zaledwie kilka ulic wystarcza by przemierzyć kilka epok pełnych węgierskiego cierpienia i chwały. Książę Arpad na Placu Bohaterów I Wojny Światowej niemal sąsiaduje z ofiarami węgierskiego Października. Trzymając się ulicy Andrassy'ego, gdzieś w połowie drogi na wybrzeże Dunaju trafimy do Domu Terroru, skąd już zupełnie blisko na Szabadság Ter, gdzie blaskiem bije sowiecka gwiazda.


Budapeszt dusi się przygnieciony granicami państwa, oddalonymi stąd o jakieś 40 kilometrów na północ i nieco ponad 200 na południe. Niewielki obszar państwa zupełnie nie pasuje do rozmachu królewskiej stolicy. Jest ona absolutnym centrum, wszystko co dotyczy Węgier dotyczy Budapesztu, przez co zatłoczone miasto dusi się w maleńkości dzisiejszej republiki.


Turul, mityczny ptak Węgrów, to "personifikacja węgierskich marzeń i kompleksów". W XII dzielnicy, wciśnięty gdzieś między Nagyneyed i Böszörmenyi, schowany gdzieś za wysokimi budynkami bardziej utożsamia ściśnięte Węgry, jakby nieco zaduszone, pozbawione tlenu. Do Budapesztu zdecydowanie bardziej pasuje turul na Wzgórzu Zamkowym, niedaleko Sándor Palota, Pałacu Prezydenckiego. Tam swobodnie rozkłada skrzydła nad Dunajem, jakby szykował się do lotu a jego ostry, potężny dziób górujący nad miastem symbolizuje potęgę stolicy.

 

Węgry na weekend. Zakole Dunaju

balton, węgry balton, węgry Fot. Shutterstock

Zamárdi - nad Balatonem

Balaton od strony wschodniej to ucieleśnienie węgierskiego przygnębienia i rozczarowania. Ogromne jezioro ma zastąpić adriatyckie wspomnienia Węgier, tymczasem przez jakieś 200 metrów poziom wody nie przekracza wysokości kolan, co najwyżej dosięga pasa. To chwilowe rozczarowanie wynagradza piaszczyste dno i niezwykle ciepła woda. Dalej jest już coraz głębiej. Dla bardziej niecierpliwych lepszą opcją jest zachodnia strona jeziora, mniej zatłoczona i znacznie głębsza. Droga do Zamárdi ze stacji Déli w Budapeszcie zajmuje jakieś 2-3 godziny pociągiem jadącym do miejscowości Nagykanizsa, nieopodal granicy chorwackiej. W Déli na pierwszy rzut oka paraliżuje ogromna kolejka do kas biletowych. Ale kasjerki dość sprawnie i z uprzejmością uwijają się w ukropie i 10 minut spokojnie wystarcza by wrócić z biletami.

To jest ten sam rodzaj uprzejmości i porządku, jaki towarzyszył nam także na budapesztańskich ulicach, skrupulatnie oznakowanych, gdzie kierowcy z zaskakującą wręcz systematycznością zatrzymują się przed przejściem dla pieszych, a miejscowi z uśmiechem na twarzy pomagają znaleźć szukane miejsce.

eger, węgry eger, węgry Fot. Shutterstock

Eger - językowy kabaret i wino

Językowy kabaret towarzyszący nam na Słowacji zamienia się na Węgrzech w kabaret do potęgi. Na stacji w Füzesabony bez węgierskiego osiągnąć można niewiele, lekko zawstydzona pani w średnim wieku co najwyżej nieśmiało próbuje się uśmiechać. Ta sama tajemniczość kodująca węgierski w pewnym sensie dotyka także forintów, których ogromne nominały i nieustanne przeliczanie na euro czy złotówki jest co najmniej kłopotliwe.


Maleńka mieścina Füzesabony zyskuje na znaczeniu dzięki przebiegającej tu linii kolejowej z Budapesztu na wschód kraju, do Miszkolca oraz Debreczyna. To jednocześnie miejsce przesiadek dla wszystkich tych miłośników egerskiego wina, których z Füzesabony dzieli jakieś 20 minut koleją.


Wjazd do Eger nie był zbyt okazały. Na początek obskurny i mocno zniszczony dworzec oraz betonowe bloki. Później jest już znacznie lepiej, centrum 50-tysięcznego miasteczka ma swój niebywały charakter, otoczony przepiękną bazyliką, kościołem minorytów czy zamkiem, gdzie w połowie XVI wieku broniono miasta przed Turkami popijając właśnie Egri Bikáver, "egerską byczą krew".
Sprawę z tłumaczeniem załatwił Istvan, którego angielski wystarczył na pokrycie małej kartki węgierskimi zawijasami. W ten sposób, gdzieś przy wejściu do Doliny Pięknej Pani, nasza podróżnicza "polisa ubezpieczeniowa" doczekała się węgierskiej wersji językowej.
Istvan zawitał do Eger wraz z małżonką, by choć na chwilę uciec przed tłokiem i drożyzną stolicy. Trochę ponarzekał na politykę, kryzys ekonomiczny, ale poza tym droga do Doliny upłynęła dość wesoło.


Na kilka godzin lokujemy się w jednej z zaciemnionych piwnic. Dopiero wyjście z przytulnego i chłodnego schronienia na otwarte słońce staje się bolesne i przypomina o panujących na Węgrzech największych od niespełna stu lat upałach. Kolejna rzecz, która przypomina dawną epokę.


W drodze powrotnej, gdzieś na Deák Ferenc Utca zatrzymuje nas schludnie ubrany staruszek. Wąsaty mężczyzna wpada w nieukrywaną radość na hasło "Polacy, Lengyelország": "Friends, friends"- rzuca nieśmiało. Na stacji Füzesabony szczekaczka zapowiada pociąg do Kassa. Za jakieś 2 godziny z powrotem będziemy w Koszycach.

Więcej o: