Jak dorobić, a się nie narobić

Statysta, tajny agent sieci handlowej, królik doświadczalny dla producentów najróżniejszych towarów, ogrodnik, gracz komputerowy. Lista dodatkowych zajęć, których można się podjąć po godzinach i trochę zarobić, wydaje się nieskończona. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie uderzyć.

Tytuł dzisiejszego odcinka cyklu "Nie daj się recesji" zdradza chyba podświadome marzenie każdego z nas. Jednak nie bardzo wierzymy, że może się ziścić. Tymczasem sposobów dorobienia w trudnych czasach jest wiele, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. Niektórzy wolą się nudzić przed telewizorem czy monitorem komputera. Bardziej zaradni wiedzą, że nawet granie w internetową ?strzelankę? albo "strategię" może przynieść pieniądze...

 

1. Tajniak na zakupach

 

To zajęcie łączy w sobie przyjemność chodzenia po sklepach z ekscytującą robotą tajnego agenta. Firma Retail Eyes poszukuje tzw. mystery shoppers, czyli osób, które pójdą na zakupy do wyznaczonych klientów lub skorzystają z ich usług, a przy okazji przyjrzą się jakości obsługi, zachowaniu personelu czy oczekiwaniom konsumentów. Za raport po takiej wizycie zleceniodawcy płacą nawet 6 funtów na godzinę plus zwrot wydatków. Klienci Retail Eyes to nie tylko sieci handlowe czy restauracje, ale także nocne kluby, hotele i siłownie. Nie ma lepszego sposobu na dorobienie, bo mystery shopping jest zajęciem na wieczory lub weekendy. Wystarczy się tylko załapać. Żeby spróbować, należy wejść na stronę www.retaileyes.co.uk i wypełnić formularz zgłoszeniowy.

 

 

2. Statystyczny statysta

 

Kto wie, może to będzie krok ku wielkiej karierze? Statyści na planie filmowym lub w produkcjach telewizyjnych mogą dostać od 80 do 160 funtów za dzień pracy. Do zalet tego zajęcia trzeba zaliczyć poznanie kulisów showbusinessu i możliwość podpatrzenia z bliska znanych aktorów, gwiazd i gwiazdek ekranu. Niestety, żeby marzenie się spełniło, na początku trzeba zainwestować. Agencje zatrudniające statystów wymagają opłaty wstępnej za poszukiwanie pracy chętnym, a po fakcie odciągają procent od naszych zarobków. Lista agentów dostępna jest na stronie nasaa.org.uk.

 

3. E-maszynka do pieniędzy

 

W internecie aż roi się od "cudownych" sposobów na dodatkowy zarobek, a nasze skrzynki e-mail puchną od takich ofert. Zazwyczaj traktujemy je jak spam. Cóż, większość rzeczywiście nadaje się do kosza, ale są wyjątki. I jest ich tak dużo, że wszystkich wymienić się nie da. Jeden przykład: wypełnianie ankiet za pieniądze. Po zarejestrowaniu się na stronie "ankieterskiej" zainteresowany czeka na zestaw pytań (zazwyczaj z kilkoma odpowiedziami do wyboru), przysyłany na podany przez niego adres e-mail. Przeciętne wynagrodzenie za każdą wypełnioną ankietę, co trwa mniej więcej 20 minut, wynosi od 1 do 5 funtów. Najpopularniejszym tego typu serwisem w Wielkiej Brytanii jest Ciao Paid Surveys, które ma już ponad milion zarejestrowanych użytkowników.

 

4. Pokój temu domowi

 

Jeśli jesteś właścicielem nieruchomości w Wielkiej Brytanii, wynajęcie pokoju/-ów to czysty zysk. Dzięki rządowemu programowi landlord, zarabiający do 4250 funtów rocznie w czynszu od lokatora, jest zwolniony od podatku. Można też wynająć garaż albo miejsce parkingowe, a najlepszą stroną na ogłoszenie tego rodzaju wydaje się Gumtree.com. Za dobre miejsce w Londynie można dostać nawet 40 funtów tygodniowo.

Można też zrobić użytek ze swego ogródka. Royal Horticultural Society prowadzi kampanię pod hasłem "Wyhoduj własne warzywa", dzięki czemu na stronie rhs.org.uk/vegetables dowiesz się wszystkiego, co chciałbyś wiedzieć o przydomowym ogrodnictwie, a boisz się zapytać. Hodowanie własnych płodów może być nie lada przyjemnością, poza tym oszczędza się dzięki nim na kosztach wyżywienia. Więcej, można je nawet sprzedać, a eksperci potrafią wycisnąć z "zieleniny" ponad 1000 funtów rocznie.

 

5. Prywatna wyprzedaż

 

Na pewno masz w domu wiele niepotrzebnych ci rzeczy. To, że nie są potrzebne tobie, nie znaczy, że nie połakomią się na nie inni. Zrób przegląd swoich dóbr i wybierz to, z czego może być jakiś zysk. W wyprzedaży może pomóc internet, a dokładnie sieciowe aukcje. Uwaga, ogłoszenie na eBayu nie jest bezpłatne - najpierw trzeba zapłacić małe wpisowe, a po dokonaniu transakcji właściciele serwisu życzą sobie do 8,75 proc. od obrotu ze sprzedaży. Można znowu rozważyć Gumtree, gdzie ogłoszenie jest całkowicie bezpłatne. Jeśli nie chcesz sprzedawać w sieci, rozejrzyj się za car bootem, czyli wyprzedażami prywatnych rzeczy "z maski lub bagażnika samochodu". Opłaty za miejsce na takim prowizorycznym targowisku są niewielkie, a sporo ludzi ciągle je odwiedza.

 

Goniec.com