Heathrow może się rozrastać

15 stycznia był czarnym dniem dla ekologów, burmistrza Londynu, opozycji parlamentarnej i mieszkańców okolic lotniska Heathrow. Brytyjski rząd podjął decyzję o rozbudowie portu. Powstanie zatem trzeci pas startowy i nowy, szósty terminal.
Pod koniec ubiegłego roku 60 ekologów ze stowarzyszenia Plane Stupid zablokowało pas startowy lotniska Stansted, uniemożliwiając start i lądowanie ponad 40 samolotów. Protestowali przeciwko rządowej zgodzie na budowę drugiego pasa startowego portu. Protest przegrali, decyzja została podtrzymana. Teraz przegrali kolejni "zieloni wojownicy". Zgodą rządu na rozwój lotniska Heathrow zaniepokojony jest Greenpeace. Także przedstawiciele stowarzyszenia "Przyjaciele Ziemi" uważają, że brytyjscy ministrowie już dawno powinni zdać sobie sprawę z katastrofy, jaką może wywołać ich zgoda na rozrost lotniczego molocha.

Wszyscy przeciw rządowi

Władze wydały zgodę twierdząc, że w grę wchodzi przyszłość jednego z najpotężniejszych lotnisk Europy. Obecnie największym konkurentem tego portu jest holenderski Schiphol z jego sześcioma pasami startowymi, który do 2020 planuje obsługiwać 469 tysięcy lotów rocznie.

Właściciel Heathrow, firma BAA, twierdzi niezmiennie, że trzeci pas startowy to wybawienie dla portu i kolejny krok w utrzymaniu się w czołówce powietrznych firm transportowych. Z kolei przeciwnicy pomysłu cały czas podkreślają, że budowa trzeciego pasa startowego zwiększy emisję dwutlenku węgla i azotu oraz wpłynie na degradację środowiska. Brytyjski minister transportu Geof Hoon stwierdził swego czasu, że pojawiło się w tej sprawie wiele znaków zapytania, które muszą być poważnie rozważone. Najwyraźniej rząd uznał, że nie są one aż tak istotne.

W październiku ubiegłego roku zawrzało w parlamencie. Laburzyści przyłączyli się do liberalnych demokratów i konserwatystów, podpisując się pod petycją do rządu, aby ten po raz kolejny rozważył swoją decyzję w sprawie Heathrow. Minister Hilary Benn twierdził jednak, że Wielka Brytania może stanąć w obliczu poważnych konsekwencji, jeśli nie spełni unijnych wymagań. Nie wymieniał ich jednak, choć ton jego wypowiedzi świadczył o tym, że politycznie sprawa jest wyjątkowo poważna.

Przemysł lotniczy jest za

Zdaniem rzecznika Stowarzyszenia Brytyjskich Firm Powietrznych, Matthew Knowlesa, przemysł lotniczy zobowiązał się do znacznych redukcji emisji spalin. Do roku 2020 emisja dwutlenku węgla ma być ograniczona o 50 procent, a tlenków azotu o 80 procent. Jego zdaniem, te założenia dają zielone światło dla rozwoju Heathrow. Jednocześnie BAA uparcie twierdzi, że nowy pas startowy jest lotnisku potrzebny, by do 2030 roku sprostać wymaganiom rynku. Na tak wielkich zmianach ma skorzystać przede wszystkim brytyjska ekonomia. Zakłada się, że rozbudowa portu przyniesie budżetowi państwa około 5 miliardów funtów, a dodatkowo pojawią się nowe miejsca pracy. Ta liczba także nie jest mała, bo sięga dziesiątek tysięcy etatów, co w dobie kryzysu ekonomicznego nie może być lekceważone.

Rzecznik prasowy British Airways, które zajmują zdecydowaną większość lotniska, stwierdził, że firma czekała na decyzję rządu odnośnie rozbudowy już od ponad siedmiu lat. Od premiera Gordona Browna oczekiwano jednak jeszcze innej decyzji, na co nie do końca był przygotowany. Mianowicie, najróżniejsze grupy nacisku chciały, aby premier i rząd w ogóle nie zajmował się rozbudową lotniska w najbliższym czasie i wstrzymał się do kolejnych wyborów parlamentarnych w przyszłym roku.

Heatrow, czyli pomyłka architektów

Temat nie jest niczym nowym. Przed majowymi wyborami na fotel burmistrza miasta też był jednym z "obowiązkowych" punktów kampanii wyborczej. Starający się o reelekcję Ken Livingstone, jasno twierdził, że nie ma najmniejszego powodu, aby lotnisko miało się rozwijać.

- Nie chcemy żadnego wzrostu przewozów pasażerskich - stwierdził wtedy ustępujący, jak się później okazało, burmistrz brytyjskiej stolicy.

Opinie ówczesnego włodarza Londynu odpierał rzecznik lotniska. Jego zdaniem Heathrow jest niezwykle ważnym portem lotniczym dla brytyjskiej i londyńskiej gospodarki, bo dzięki swoim dalekodystansowym połączeniom jest jedynym ważnym łącznikiem między Wielką Brytanią a światem. Podkreślił jednak, że lotnisko jest już w 99 procentach wykorzystane, co oznacza, że musi być rozbudowane.

Stanowisko w sprawie zajął także mer brytyjskiej stolicy Boris Johnson. W listopadzie ubiegłego roku burmistrz Londynu zagroził rządowi pozwem sądowym, jeśli ten zdecyduje się na rozbudowę Heathrow. Zdaniem Johnsona i stowarzyszenia lokalnych władz, reprezentujących blisko 4 miliony mieszkańców metropolii, rozwój portu ściśle będzie się wiązać ze zwiększeniem liczby lotów z 469 tysięcy do nawet 700 tysięcy rocznie. To z kolei miałoby złamać prawo unijne, dotyczące zanieczyszczenia środowiska. Biuro burmistrza zabezpieczyło nawet 15 tysięcy funtów na ewentualne koszty sądowe i gotowe jest zwiększyć tę sumę, jeśli prawnicy stwierdzą, że proces jest warty świeczki.

Wcześniej Johnson zaproponował zbudowanie alternatywnego dla Heathrow lotniska u ujścia Tamizy, na sztucznej wyspie Sheppey, w hrabstwie Kent. Lotnisko to miałoby być czynne 24 godziny na dobę i stanowić odciążenie dla największego brytyjskiego portu, który obecnie obsługuje niecałe 500 tysięcy lotów rocznie.

Nie można w nieskończoność rozbudowywać Heathrow i tym samym rozwijać tego, co od dekad uznawane jest za pomyłkę architektoniczną.



- Chcemy znaleźć jakieś rozsądne rozwiązanie dla lotniczych potrzeb stolicy bez rozbudowywania bez granic naszego portu numer jeden - mówił wtedy Boris Johnson.

Swoją drogą ten pomysł także spotkał się ze sprzeciwem ekologów.

To jeszcze nie koniec walki

Niezależnie od racji, protestów i oczekiwań 15 stycznia zapadła ostateczna decyzja. Rząd dał zielone światło na rozbudowę Heathrow. Budowa rozpocznie się w 2015 roku i ma potrwać cztery lata. Nowy pas i terminal powstaną na północ od lotniska. Oznacza to, że dwie miejscowości - Sipson i Harmondsworth - będą zrównane z ziemią. Zniknie w sumie 700 budynków mieszkalnych, szkół i innych budynków użyteczności publicznej.

Burmistrz Londynu domaga się od premiera Browna publicznych wyjaśnień decyzji rządu, twierdząc, że przy jej podejmowaniu złamano wszelkie zasady demokracji.

To tragiczna wiadomość dla milionów londyńczyków, którzy zostali właśnie skazani na życie w hałasie i w zanieczyszczonym powietrzu.



-Rządowi nie udało się wystarczająco uzasadnić tej decyzji. Nie udało się mu także wskazać sensownych rozwiązań problemów, które wiążą się z rozbudową lotniska. Jestem głęboko zaniepokojony tym, że nie wzięto pod uwagę opinii przeciwników. Rzucam premierowi Brownowi rękawicę i domagam się publicznego wyjaśnienia tej niedemokratycznej decyzji. Nie przeprowadzono żadnych konsultacji społecznych - atakuje Boris Johnson.

Po stronie burmistrza, ekologów i mieszkańców zagrożonych miejscowości stoi także Partia Konserwatywna. Jej przedstawiciele już oświadczyli, że jeśli wygrają kolejne wybory parlamentarne, natychmiast odwołają decyzję o rozbudowie Heathrow.

Czas pokaże, czyje racje zwyciężą.

Tekst z serwisu

Przeczytaj także: Nagie aktywistki protestują przeciwko rozbudowie Heathrow.