Emigracja niejedno ma imię

Na pobyt w Londynie można patrzeć z wielu stron. Przypominam sobie wszystkie myśli i nadzieje związane z wyjazdem zarobkowym. Miałem świadomość tego, że nie jest łatwo i nikt na mnie nie czeka z wyciągniętymi rękami, żeby zaproponować pracę. Ale mimo to zapaliła się gdzieś iskierka nadziei.
Nikt nie obiecywał gór złota, ale zaczęły rodzić się w sercu plany, zamiary, pojawiał się spokój zakłócany do tej pory codzienną troską o chleb powszedni. Przypominałem sobie nastawienie znajomych, którzy wcześniej udali się na emigrację zarobkową i nie narzekali. Wysłuchiwałem relacji tych, którzy już pracują w Anglii oraz tego, jak to rozwiązało większość problemów. Nie można nie wspomnieć o tym, że naprawdę dla wielu ludzi propozycja wyjazdu do Londynu otworzyła wiele nowych możliwości, w większości mało realnych w kraju. Nadal jest to miejsce większych perspektyw. Trzeba brać pod uwagę realną szansę, którą tworzy praca w Londynie. Dla niektórych osób, z którymi rozmawiałem, przyjazd tutaj był powodem ich przemiany.

Sebastian jest przekonany o tym, że gdyby nie przyjechał do Anglii, to nie wie, co by dzisiaj z nim było. Może skończyłby nawet w więzieniu, jako młody gniewny, który zaplątał się w jakąś awanturę. Tutaj dojrzał, zaczął inaczej patrzeć na życie, na siebie. Porządkuje swoją przeszłość, ponieważ nie musi obawiać się teraźniejszości.

Szansa, czy zagrożenie?

Nie ma sensu przelewać z pustego w próżne i mnożyć słów wypowiedzianych na ten temat. W zasadzie chodzi o moje doświadczenia, spotkania z ludźmi, którzy już tutaj są a także moje własne przeżycia. Jak to w życiu bywa, wszystko zależy od człowieka, od jego dojrzałości. Czy będzie w stanie przezwyciężyć trudności i zagrożenia, wykorzystać doświadczenia do tworzenia czegoś konstruktywnego, czy też ulegnie im i podda się. Przed wyjazdem z Polski chyba czytałem gdzieś, albo rozmawiałem z kimś i stwierdziłem, ze Londyn jest swoistym sprawdzianem człowieka. Można korzystać z wszystkich oferowanych możliwości, pracować i inwestować w sposób dojrzały. Ale jest to również miejsce, w które można uciec przed odpowiedzialnością. Trochę jak wyjazd na wakacje, gdzie nikt mnie nie zna, odpoczywam, bawię się i nie muszę ponosić odpowiedzialności. To taki czas wyjęty z życia, w który mogę się rzucić niewiele myśląc o konsekwencjach. Spotkałem wiele osób dojrzale angażujących się w swoją pracę, ze spokojem i bez zbytniego szarpania się, czy chaosu.

Są to młodzi ludzie, ambitni, wykształceni, którzy przyjechali mając już jakiś pomysł na siebie, świetnie znający język, wyposażeni w duży potencjał, odważni i zdecydowani szukać tutaj swoich szans. Dla nich te szanse są duże, ich wewnętrzne zasoby otwierają przed nimi zupełnie inne możliwości.

Ale również spotkałem tych, którzy doskonale się bawią tutaj, lub uciekają przed swoim życiem. Ludzi w wielu wypadkach zawieszonych w próżni, którzy obiecują sobie z miesiąca na miesiąc, że jeszcze trochę zarobią i wracają do Polski. I ten czas się przeciąga a tym, co najbardziej niszczy człowieka tutaj to jest tymczasowość i zawieszenie.

Zawieszenie w próżni.

Pewien człowiek z którym pracuję- Włodek, przyznał kiedyś, że tym co naprawdę niszczy to jest tymczasowość, która zamienia się w takie zawieszenie w próżni. Każdy tak sobie powtarzał na początku, że zostanie tutaj tylko pół roku, do świąt, "a potem się zobaczy"..

A czas uciekał, mieszkanie gdzieś kątem, w maleńkim pokoiku, żeby nie wydawać niepotrzebnie pieniędzy, godzenie się na różnych współmieszkańców, ciągłe powtarzanie sobie, że "jeszcze mogę trochę wytrzymać", wychodzenie codzienne do pracy, która często nie jest związana z możliwościami i potencjałem- to wszystko wypala od wewnątrz.

Doprowadza do apatii, do rosnącego wewnątrz napięcia, które kumuluje się w ciągu tygodnia, a podczas weekendów zamienia się w osamotnienie i żal.

Osamotnienie jest najbardziej dotkliwym uczuciem jakie towarzyszy Polakom na Wyspach. Zobaczyłem Londyn z takiej perspektywy człowieka

pracującego- "robotnika", jadąc do pracy przyglądałem się ludziom ściśniętym w autobusie. Zastanawiałem się- czym jest to miasto? Zlepkiem ludzi ze wszystkich stron świata, którzy gonią tutaj za pieniądzem.

Mieszkają często w klitkach, pozamykani w maleńkich mieszkaniach, w których w ciągu tygodnia tylko nocują. Odżywają dopiero w weekendy rzucając sie w wir konsumpcji.

Patrzenie na siebie w kategoriach ekonomicznych, od strony zarobionego pieniądza sprawia, że zawsze będą równi i równiejsi, wygrani-odnoszący sukces i przegrani, bogaci i ubodzy. Na ile uczę się patrzeć i widzieć siebie samego w takim wymiarze, a zapominam o tym, że o mojej wielkości świadczy mój duch, moje myśli, pragnienia, cel w życiu, moja droga którą chciałbym podążać i uczucia bliskości i tęsknoty za domem, rodziną, moje aspiracje. Czy będąc tutaj nie staję się przedmiotem, robotem wykonującym swoją pracę, ciągle odsuwającym na dalszy plan siebie samego?

Weekendowy styl życia.

W takim uprzedmiotowieniu siebie samego człowiek staje się zagrożony.

Spotykam się ze stylem weekendowego życia, imprez sobotnich trwających do rana. Mój kolega Rysiek mówi: "jak pracowac to pracować, jak się bawić to się bawić na całego". Widzę w tym niesłychane spłaszczenie własnych potrzeb do tzw. dobrej zabawy, alkoholu, prochów i przygodnych związków. Sporo moich kolegów spędza sobotnie wieczory w polskich klubach poznając kolejne kobiety. Jest w tym ukryty cynizm i dystans w rzeczywistym doświadczaniu i dawaniu siebie. Pamiętam kiedy tutaj przyjechałem, oprowadzał nas znajomy po wielkim Londyńskim Centrum, zachwycony jego świetnością. Nie tym zwyczajnym, codziennym wypełnionym ciasnymi domami upchanymi blisko siebie, przydymionymi elewacjami budynków, brudnymi szybami, oraz ulicami wypełnionymi ludźmi ubranymi w byle co, pozujących "luz". Zachwycał się tym, że "tutaj puby są wypełnione do późnych godzin, że ludzie bawią się, że żyje się bez większych zmartwień". A może to jest życie także bez większych wartości, takie życie od weekendu do weekendu? Weekend jest swoistego rodzaju "nagrodą" za ten tygodniowy trud osamotnienia, pracy wypełniającej całe dnie, tymczasowości, prowizorycznych "zastępników" prawdziwego domu, poczuciu obcości, zawieszenia. W weekend jest czas na to, aby "coś ze sobą zrobić", wynagrodzić sobie ten tygodniowy wysiłek, "należy się przecież"..

Weekendowe picie, zabawy i przygodne romanse, stają się stylem spędzania wolnego czasu, ucieczką w tymczasowość, sposobem na radzenie sobie z osamotnieniem i życiem w nowej i z czasem trudnej rzeczywistości.

Między lotem a kowadłem.

Młodzi Polacy stają często przed trudnym wyborem- pozostania w realiach Londynu a powrotem do Polski. Przykładem jest pewna młoda dziewczyna Kasia, która przyjechała tutaj pięć lat temu, zaraz po studiach, pracuje w jakimś biurze. Opowiada o coraz silniej doświadczanej dyskryminacji w pracy. Nie jest to jawne okazywanie uprzedzeń, ale ukryte. Jest to swoista atmosfera, którą odczuwa kiedy przekonuje się, że za tę samą pracę którą wykonuje, otrzymuje mniejsze wynagrodzenie niż inni, dlatego, że jest Polką. Jest przekonana, że jeśli zdecydowałaby się zmienić pracę, to nic się raczej nie zmieni, bo wszędzie "jest tak samo". Jednocześnie towarzyszy jej lęk przed powrotem do Polski, bo nie widzi dla siebie większych szans.

Brak ojczyzny i własnego miejsca.

Pewien znajomy Łukasz- pracujący w Anglii już 6 lat powiedział, że właściwie nie wie, co to znaczy ojczyzna, dla niego ojczyzna to miejsce, w którym jest mu dobrze. Brak własnej tożsamości, ograniczenie jej do wymiaru własnej wygody, nieświadomość własnych korzeni sprawia, że Londyn z natury wielonarodowościowy i wielokulturowy staje się miejscem dla ludzi wykorzenionych. Być może potrzeba świadomości własnych korzeni, własnego miejsca w świecie pojawia się dopiero w pewnym wieku?

Na ulicach Londynu widać bardzo dużo młodych Polaków, stąd prawdopodobnie takie użyteczne, ekonomiczno-konsupcyjne nastawienie. Bark ojczyzny, własnego miejsca, "bycia u siebie" jest przejawem takiego spłaszczenia własnej osoby i potrzeb.

Wirtualna rzeczywistość.

Pewien młody Polak Irek pracujący na myjni samochodowej (prawnik) powiedział ciekawą rzecz: dla niego Londyn jest drugim domem, ponieważ ma świadomość, że wychodzi z domu i znika w tłumie, staje się niewidzialny, zupełnie anonimowy dla innych, "nikt od niego nic nie chce i do wszystkiego ma prawo". Opowiedział o takim zdarzeniu, kiedy widział jak do leżącego na chodniku człowieka podeszli policjanci i zapytali go "czy wszystko ok?", na co tamten odpowiedział z pijackim akcentem "absolutnie w porządku", po czym policjanci odeszli. Irek tę opowieść spuentował, że "uświadomił sobie", że może pozwolić sobie na więcej niż się spodziewał, może robić to, na co ma ochotę. To jest swoista wirtualna rzeczywistość Londynu, w której można się pogubić, w tej rzeczywistości można prawie wszystko, można puścić wodze fantazji i pragnień. Z czego zresztą korzysta weekendowo zażywając kokainę dorabiając do tego własną "filozofię". Rzeczywistość Londynu otwiera pewien niebezpieczny kanał, przepuszczając wielorakość pokus i zagrożeń.

Tymczasowość w próżni, uprzedmiotowienie siebie samego do roli mechanizmu robota, poczucie osamotnienia, anonimowości, lęk przed powrotem do Polski, ciągłe odraczanie decyzji powrotu, lęk, poczucie wykorzenienia, poluzowanie więzów z najbliższymi lub ich całkowite zerwanie, życie od weekendu do weekendu, poczucie "wirtualnej wolności" powoduje, że człowiek staje się zagrożony przez siebie samego. Staje się łatwym łupem uzależnień od alkoholu, narkotyków, hazardu, seksu i innych...

Bowiem jest pozostawiony sobie sam, musi liczyć na siebie samego w innej

rzeczywistości- pociągającej ekonomicznie, trudnej kulturowo, społecznie obcej. Coraz więcej widać Polaków na ulicach Londynu śpiących w zakamarkach ulic, podpitych, brudnych i zagubionych. Wielu z nich wyjechało tutaj uciekając od swoich problemów, nie tylko ekonomicznych, ale własnej bezradności w walce z nałogiem alkoholizmu, czy innego uzależnienia. Ci stają się jeszcze bardziej osamotnieni, zagrożeni i obciążeni dodatkowym bagażem niemocy, braku perspektyw i beznadziei.

* Terapeuta rodzinny

Przedszkola Polskie i Szkoły Języka Polskiego Nasze Dzieci

Tekst z serwisu