Możesz już się nie bać armii

Bali się, że przy okazji kilkudniowego wypadu do Polski zostaną zatrzymani na granicy. Wymyślali kolejne choroby, żeby tylko nie iść do wojska, gdy zaczynało się ono o nich upominać. Teraz młodzi polscy poborowi mieszkający w Wielkiej Brytanii i Irlandii nie muszą się już denerwować. Od przyszłego roku nie będzie wcieleń do armii.
Historia Mateusza jest z pozoru prosta i dobrze odzwierciedla sytuację tysięcy innych Polaków mieszkających za granicą. Chłopak wyjechał z Polski zaraz po 18. urodzinach. Nie stawił się w WKU. Na początku mieszkał w Londynie. Po trzech latach wyprowadził się do Francji. Od momentu wyjazdu z kraju w Polsce nie był ani razu. Jak sam podkreśla, wszystko przez strach. - Ani się nigdzie nie rejestrowałem, ani nie byłem na WKU, a w związku z tym nie miałem pewności, czy mnie gdzieś nie zatrzymają na granicy. Na pewno na polskich granicach mają jakąś bazę danych. Dlatego nie chcę ryzykować - martwi się chłopak i przyznaje, że nieuregulowany stosunek do służby wojskowej bardzo mu w życiu ciąży.

Strach mija po pięćdziesiątce

Wielu młodych mężczyzn żyje w przeświadczeniu, że obowiązkiem stawienia się przed komisją poborową i ewentualnego odbycia służby wojskowej objęci są 18-latkowie, a wcieleniem do wojska "zagrożeni" są panowie od 26. do 28. roku życia. Tymczasem prawda jest nieco inna. Zgodnie ze stosownymi rozporządzeniami obowiązkiem służby wojskowej (o ile komisja WKU nie orzeknie inaczej) objęci są mężczyźni do 50. roku życia. W tym roku do obowiązkowego poboru powinni się stawić wszyscy urodzeni w 1989 roku, a także ci, którzy do tej pory tego nie zrobili, zostali wcześniej uznani za czasowo niezdolnych do służby albo wnioskowali o ponowne ustalenie ich zdolności do czynnej służby wojskowej. Stawienie się przed komisją WKU jest zaś obowiązkowe, przy czym nikt sam się nigdzie nie rejestruje, ponieważ zajmują się tym organy administracji publicznej, czyli wójt, burmistrz lub prezydent miasta, z którego pochodzi poborowy. Za granicę może wyjechać każdy, kto tylko chce, niezależnie od tego, czy podlega obowiązkowi czynnej służby wojskowej, czy nie. Niemniej i tu pojawiają się pewne obostrzenia. Nie mają prawa wyjazdu te osoby, które nie stawiły się do poboru do końca roku kalendarzowego, w którym kończą 19 lat, i ci, którym wydano karty powołania do wojska. Tak stanowią obowiązujące jeszcze przepisy. Ale sytuacja się zmienia.

Musisz się stawić w WKU!

Po raz ostatni zasadnicza służba wojskowa w Polsce rozpocznie się 4 grudnia 2008 roku. Właśnie wtedy ostatni polscy poborowi złożą przysięgę i rozpoczną 9-miesięczne szkolenie.

Rok 2009 będzie więc rokiem przełomowym, w którym wojsko odsłużą tegoroczni grudniowi poborowi. Będą też ostatnimi żołnierzami przeniesionymi do rezerwy. Z początkiem roku 2010 polska armia przejdzie na system ochotniczy, zawodowy. Nie wolno jednak zapominać o tym, że Wojskowe Komendy Uzupełnień nie znikną i mimo zmian każdy, kto ukończy 18 lat, będzie musiał się przed nimi stawić. Ten obowiązek pozostanie i dotyczyć będzie każdego młodego mężczyzny. Z tą tylko różnicą, że WKU służyć będą wyłącznie do rejestracji poborowego i określenia jego zdolności do służby wojskowej. I na tym rola komisji się zakończy. O tym, czy poborowy wstąpi do wojska, czy też nie, zadecyduje już sam zainteresowany.

Armia z wyboru, nie z poboru

Na bilboardach największych polskich miast: Warszawy, Krakowa, Gdańska, Katowic, Poznania czy też Lublina, pojawiły się już plakaty, które mają zachęcić młodych ludzi do wstąpienia do armii. Kampania reklamowa obejmuje także spoty w publicznej i komercyjnych telewizjach. Zdaniem Ministerstwa Obrony Narodowej, do "nowego zawodu" trzeba bowiem zachęcić. Już we wrześniu pojawią się także reklamy w polskiej prasie, dzięki którym Wojsko Polskie będzie chciało zainteresować pracą w armii (a nie służbą!) jak największą liczbę młodych Polaków.

Uzawodowienie armii, od 2010 roku, zmniejszy także jej liczebność. Szacuje się, że w Polsce będzie około 120 tysięcy żołnierzy (czynnych i rezerwowych).

- Profesjonalizacja polskiej armii to już nie jest tylko pomysł (...). Wreszcie w sposób kategoryczny postanowiliśmy przeprowadzić to trudne, historyczne przedsięwzięcie do końca - stwierdził podczas uroczystej przysięgi wojskowej w Krakowie premier Donald Tusk.

Zdaniem premiera, istnieją co najmniej dwa powody, dla których warto było podjąć tę zasadniczą dla polskiej armii decyzję. Pierwszym z nich jest to, że armia z poboru, czyli z założenia i przymusu, jest po prostu archaiczna i mniej skuteczna niż armia zawodowa. Drugi powód, bardziej racjonalny, to taki, że wojsko zawodowe będzie o wiele lepiej przygotowane i o wiele lepiej wyposażone. Żołnierze zaś będą chcieli służyć w nim z własnej woli, a co za tym idzie, będą do swojej pracy i misji przekonani.

W związku z reorganizacją polskiej armii minister obrony narodowej zapowiedział już zmiany w strukturze poszczególnych garnizonów. Z dotychczasowych 126 pozostanie ich 112. Nie zmieni się jednak struktura sił zbrojnych. Nadal będą się one składać z 14 brygad wojsk lądowych, dwóch skrzydeł lotnictwa taktycznego i jednego transportowego w siłach powietrznych, a także dwóch flotylli marynarki wojennej.

5 sierpnia bieżącego roku Rada Ministrów przyjęła "Program profesjonalizacji Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej na lata 2008-2010". Uzawodowienie polskiej armii będzie kosztować polskich podatników 3,72 miliarda złotych.

Polski rząd doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że aby młodzi ludzie chcieli wstąpić do armii, należy wprowadzić skuteczny system motywacyjny, zwłaszcza w zakresie wynagrodzeń i świadczeń socjalnych. Na razie jednak żadne oficjalne dane w tych kwestiach nie zostały ujawnione.

Brytyjska armia nie dla każdego!

Niedawno armia brytyjska poinformowała, że w swoich zawodowych szeregach chętnie widziałaby także obywateli z Polski. Wstąpienie do brytyjskich sił zbrojnych nie jest wcale takie proste. Mogą się o to starać przede wszystkim ci Polacy, którzy mają także obywatelstwo brytyjskie. W takich przypadkach decyzja należy wyłącznie do nich. Ci zaś, którzy posiadają wyłącznie polskie obywatelstwo, a chcieliby służyć w brytyjskiej armii zawodowej, powinni się liczyć z pewnymi trudnościami. Przede wszystkim dana osoba musi złożyć stosowny wniosek w polskim konsulacie, a potem uzyskać zgodę od polskiego ministra spraw wewnętrznych. Ten ma prawo ją wydać bądź jej nie udzielić. Wszystko w zależności od opinii ministrów: obrony narodowej i spraw zagranicznych. Należy jednak pamiętać też i o tym, że Polak, zainteresowany służbą w tutejszej armii zawodowej, musi najpierw dopełnić wszelkich spoczywających na nim obowiązków wynikających z ustawy o obronie RP. Wśród nich wymienia się wcześniejszą służbę wojskową lub przeszkolenie wojskowe na terenie RP, choć o służbę w obcej armii mogą starać się także ci, którzy przeszkolenia nie przeszli, ale właściwy komendant WKU nie przewiduje powołania ich do wojska w Polsce.

O służbie w obcej armii może zapomnieć każdy, kto w Polsce został przeniesiony do rezerwy z kategorią D (niezdolny do służby wojskowej w czasie pokoju), otrzymał kategorię E (niezdolny do służby wojskowej w czasie pokoju, mobilizacji i wojny) lub złożył wniosek o przeniesienie do służby zastępczej bądź był karany czy odnotowany w Krajowym Rejestrze Karnym.

Wszelkie sprawy związane z powszechnym obowiązkiem służby wojskowej reguluje Ustawa o obowiązku obrony RP z dnia 21 listopada 1967 roku. I choć obrona własnego kraju jest obowiązkiem wszystkich jego obywateli, to wielu zawsze robiło wszystko, by go uniknąć. Najwyraźniej rząd doszedł do wniosku, że nie ma sensu nikogo zmuszać, bo jak mówi stare powiedzenie: "z niewolnika nie będzie dobrego pracownika". Jedynym obowiązkiem, jaki pozostanie każdemu Polakowi, będzie stawienie się przed komisją WKU.

Tekst z serwisu

Przeczytaj także: Jak TO się robi na Wyspach?