Jak to się robi na Wyspach?

Brytyjskie dzieci wiedzą wszystko o seksie na długo przed swoim pierwszym pocałunkiem. Tymczasem Wielka Brytania przoduje w europejskich statystykach dotyczących liczby nastoletnich ciąż i aborcji. Wyjątek potwierdzający regułę, czy błąd w założeniu?

Przeczytaj więcej ciekawostek z Wysp



Jak zapobiegać niechcianym ciążom, chorobom przenoszonym droga płciową i aborcjom? Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista. Edukować, edukować i jeszcze raz edukować. W Wielkiej Brytanii dzieci zaczynają poznawanie tajników ludzkiej seksualności bardzo wcześnie. Właśnie wchodzi w życie rządowy projekt, który zakłada, że już czterolatki na lekcjach wychowania seksualnego będą uczyć się nazw intymnych części ciała oraz dowiedzą się o różnych rodzajach związków partnerskich, mieszanych i homoseksualnych. Według ekspertów, stopniowe wprowadzanie dzieci w świat seksu pozwoli uchronić je przed zbyt szybkim próbowaniem owocu zakazanego, gdy zaczną dorastać. Czyżby?

Zakazany owoc?

Na Wyspach owoc właściwie nie jest zakazany. Dzieciom, które chcą rozpocząć życie seksualne oferowana jest wszelka pomoc. Dyskretna i fachowa. W wieku 11 lat w szkole uczniowie uczą się, jak zakładać prezerwatywę. W ponad tysiącu brytyjskich szkół średnich działają przychodnie nazywane "sex clinics", w których nastolatki mogą otrzymać nie tylko darmową poradę na temat antykoncepcji, ale również testy ciążowe i środki antykoncepcyjne, wśród których największą popularnością cieszy się pigułka "dzień po". Taką samą pigułkę nastolatki mogą otrzymać za darmo w każdej aptece. Wystarczy, że machną farmaceucie przed nosem pomarańczową kartą, którą dostały w szkole. Karta ma oszczędzić dziewczynkom zażenowania podczas proszenia o pigułkę. Od czerwca tego roku tabletki antykoncepcyjne, do tej pory dostępne tylko na receptę, można zamówić w Internecie. Wszystko odbywa się oczywiście - z troski o wrażliwą psychikę nastolatków - bez powiadamiania rodziców. W 2004 roku głośno było na Wyspach o przypadku 14-letniej Melissy Smith, która wykonała zabieg przerwania ciąży, zachęcona do tego przez 28-letnią pracownicę przychodni. Lekarz nie powiadomił rodziców dziewczynki, bo zabraniało mu tego prawo o ochronie tajemnicy pacjentów. Matka Melissy wszczęła kampanię, której celem miała być zmiana ustawy i dopuszczenie rodziców do medycznej historii ich nieletnich dzieci. W 2006 roku Sąd Najwyższy ostatecznie orzekł, że lekarze nie mają prawa powiadamiać rodziców, że ich córka jest w ciąży lub planuje aborcję.

Życie i liczby

138 milionów funtów - tyle wydano na program zapobiegania nastoletnim ciążom. Zrealizowane założenia programu to zwiększenie ilości godzin wychowania seksualnego w szkołach oraz zapewnienie dzieciom lepszego dostępu do darmowej antykoncepcji, czyli rozdawanie w szkołach prezerwatyw.

15 procent - o tyle rząd stworzony przez Partię Pracy zobowiązał się zredukować liczbę ciąż wśród nastolatek, które nie skończyły jeszcze 18 lat.

39 tysięcy - tyle nastolatek zaszło w ciążę w 2006 roku. O 4 tysiące więcej niż 10 lat wcześniej.

1985 - od tego roku lekarze mogą przepisywać środki antykoncepcyjne dziewczynkom poniżej 16 roku życia bez powiadamiania ich rodziców.

13 - od 2002 roku, jeśli dziewczynka, która zgłasza się do kliniki udzielającej porad seksualnych ma mniej niż 13 lat i wiadomo, że uprawia sex, obsługa powinna powiadomić policję. Przepis ten jest powszechnie ignorowany, z troski o dobro pacjentek.

Problem z głowy

W sezonie ogórkowym brytyjską prasę brukową wypełniają dramatyczne historie o nastolatkach. Takie, jak historia Lucy Lanelly, którą opisuje Daily Mail. Dzisiejsza 18-latka w wieku 16 lat miała już cztery zabiegi przerwania ciąży za sobą. Pierwszą aborcję wykonała, gdy miała zaledwie 12 lat. Nie czuła poczucia winy, może trochę, bo zawiodła swoją mamę. Pamięta tylko wstyd i spojrzenia pełne dezaprobaty, kiedy pielęgniarki w prywatnej klinice dowiedziały się, ile lat ma pacjentka. Lucy nie bała się operacji, cieszyła się, że problem zostanie szybko rozwiązany. Z tego pierwszego razu pamięta ogromne uczucie ulgi. Mogła szybko zapomnieć, że kiedykolwiek była w ciąży i wrócić do szkoły. "Problem" przydarzył się Lucy jeszcze trzy razy, zanim doszła do 16 roku życia. Średnio wychodzi jedna aborcja na rok. O dwie pierwsze zatroszczyła się matka dziewczynki, kolejną zajęła się babcia, a ostatnią Lucy przeprowadziła sama, bez informowania kogokolwiek z rodziny. Mówi, że za każdym razem podjęła właściwą decyzję. Takich nastolatek, jak Lucy jest w Wielkiej Brytanii coraz więcej. Każdego roku ponad 1000 dziewcząt przerywa ciążę, 20 procent z nich nie skończyło jeszcze 14 lat. 82 nastolatki usunęły w 2006 roku trzecią ciążę.

Gdzie jest haczyk?

Wydawałoby się, że przy tak rozwiniętej edukacji seksualnych i łatwym dostępie do wszelkich - w dodatku darmowych - środków antykoncepcyjnych Wielka Brytania nie powinna mieć żadnych problemów z niechcianymi ciążami. A jednak Brytyjki - nie tylko nastolatki - zachodzą w ciążę niemal masowo i masowo się jej pozbywają. W europejskich statystykach aborcyjnych Anglia i Walia zajmują drugie miejsce, zaraz po Francji. Metoda uświadamiania i ułatwiania najwyraźniej się nie sprawdza. Czyżby przyszedł czas na przeorganizowanie brytyjskiego systemu wartości?

Przeczytaj także: Jedzenie soi zabija plemniki