Życie miejskie na płótnie malowane

Dystansuje się od posługiwania się brutalnym językiem, równocześnie nie tracąc z oczu trudnych tematów. Bohaterowie jego obrazów robią zakupy, palą papierosy, żyją zwyczajnym życiem. On ich skrycie obserwuje. Z młodym malarzem Bartoszem Kołatą, tuż przed jego kolejną indywidualną wystawą, rozmawiała Anna Paś.
Jak to jest być młodym, zdolnym i bogatym?

Młodym czuję się niezmiennie i mam nadzieję, że nawet jak dobiję 70-tki będę się czuć dokładnie tak samo. Bycie zdolnym wiąże się z ogromną pracą i podnoszeniu sobie wiecznie poprzeczki. A także z lękiem i niepewnością co do słuszności swoich decyzji. Bogatym nie jestem i raczej się to nie zapowiada. Ale nie w mojej naturze narzekanie, więc cieszę się każdą drobnostką.

Przekornie mówiąc, mógłbyś się dziś nazywać Artystą przez duże A - żyjesz ze swojej sztuki, otrzymałeś prestiżową nagrodę, Twoje obrazy dość dobrze się sprzedają. Warto było zaryzykować rok temu i poświęcić się tylko malowaniu?

Myślę przede wszystkim, że na to jakim się jest artystą, nie wpływają nagrody ani ilość sprzedanych obrazów. Wpływa to oczywiście na marketingową wartość obrazów, popularność, jednak często nie idzie to w ogóle z wartością artystyczną. Na pozycję artysty za jego życia wpływa wiele różnych czynników, często powiązanych mocno ze sobą. Znam wielu wspaniałych artystów, którzy ledwo co pojawiają się na salonach sztuki, nie akceptowani przez krytykę i publiczność . Nie znaczy absolutnie to, że to co robią jest słabe i bez wartości. Pamiętajmy, że krytyk czy galerzysta, nie są nieomylni i bezkrytyczni. Czas jako najlepszy krytyk pokazuje, kto tak naprawdę jest Artystą przez duże A. Moja decyzja sprzed roku była bardzo ryzykowna - mam na myśli materialną stronę - i do końca nie byłem pewien, czy robię słusznie. Na szczęście byłem również wspierany przez moich przyjaciół, rodziców. Jak dziś widać, było warto.

Można śmiało powiedzieć, że drzemiący w Tobie talent pobudziły irlandzkie deszcze i wichury. Czy spodziewałeś się, że irlandzcy krytycy docenią Ciebie na tyle, by uhonorować nagrodą Irish Art Award?

To prawda, intensywnie zacząłem malować w momencie przybycia do Dublina. Co do nagrody, było to miłe wyróżnienie. Znalezienie się w finale było uwarunkowane ilością głosów oddanych przez Internet. Natomiast końcową decyzję podejmowała komisja z Brianem Maguire na czele. I tak jak to zostało podkreślone, nie mieli obowiązku przyznawania nagrody w ogóle, w przypadku, gdy finałowe obrazy nie były by wystarczająco ciekawe. Na szczęście mój obraz "McDonald's" zyskał sympatię jury i samego Briana.

Co takiego innego jest w Twoich obrazach, że nazwisko Kołata zaczyna być utożsamiane z dobrą, świeżą sztuką? Czy w Irlandii nikt tak nie maluje? W Polsce wszak ten nurt na dobre wypromowała grupa Ładnie - czyżbyśmy byli świadkami narodzin irlandzkiej wariacji na ten temat?

Szczerze mówiąc nie interesują mnie porównania oraz to, czy moje malarstwo wpisuje się w jakiś współczesny nurt czy też nie. Nie identyfikuję się z grupą Ładnie, chociaż nie znaczy to, że nie lubię lub neguję to, co się z nią wiąże. Maluję to, co chcę i jak chcę, i cieszy mnie bardzo to, że znajduje to dobry odbiór. Nigdy nie miałem potrzeby należenia do żadnych grup lub stowarzyszeń. Przyjmuję raczej stanowisko obserwatora.

Dotychczas Twoje obrazy kojarzyły mi się z kolorowym i trochę słodkim życiem beztroskich mieszczuchów. Kiedy jednak rozmawialiśmy ostatnio, zdradziłeś, że zmieniasz paletę kolorów i podążasz teraz w stronę szarości, czerni. Co się stało? Czyżby "majtkowy róż" już znudził Bartosza Kołatę?

Paleta kolorów, myślę, że będzie się zmieniać jeszcze wiele razy, tak samo koncepcje i pomysły. Mam ich mnóstwo i niejednokrotnie są od siebie kompletnie różne. Jak kiedyś wspomniałem, w moim malarstwie nie znajdziesz bezpośredniego odniesienia do tematów jak wojna czy śmierć. Myślę, że współczesne media są wystarczająco agresywne i przepełnione okrucieństwem. Nie chwytam faktów, bardziej reakcje ludzi na nie. Nie jestem oczywiście obojętny na to, co dzieje się dookoła mnie. Trudno również widza zadziwić, gdyż wszystko już było. Piękno i prostota nadal stanowią wartości fundamentalne i w łagodny sposób przekazu można osiągnąć o wiele więcej.

Na przygotowywaną właśnie wystawę w Lemonstreet Gallery złożą się w większości nowe obrazy. Jakie one są?

Tak, są to nowe obrazy, około 15. Jest to efekt mojej pracy przez ostatnich 7miesięcy. Myślę, że zamiast opowiadać o nich, odbiór i ocenę pozostawię każdemu widzowi.

Czy na nowych obrazach znów znajdziemy najbliższe Tobie zakamarki miasta, Twoich przyjaciół i sąsiadów?

Oczywiście, że tak. Moje obrazy zawsze w jakimś stopniu dotyczą mnie. Wiążą się z miejscami, gdzie byłem, ludźmi, których spotkałem a także z wydarzeniami, w których uczestniczyłem lub też mnie w jakiś sposób ominęły. Są małymi fragmentami mojego życia i mnie samego.

Dokąd teraz artystycznie zmierzasz? Czy może - niesiony falą nostalgii - zastanawiasz się nad powrotem do Polski, czy konsekwentnie podbijać będziesz wyspiarski świat sztuki?

Nie zastanawiam się nad powrotem do Polski, lub przeprowadzką gdziekolwiek indziej. Nie wiążę się z miejscami, tylko ludzie mnie z nimi wiążą. Dobrze się czuję tam, gdzie mam przyjaciół. Jest do bardzo istotne. Obecnie skupiam się na malowaniu i na dalszych wystawach, których mam nadzieję będzie jeszcze więcej w przyszłości. Mam bardzo dużo pracy przede mną.



Bartosz Kołata

Nowe Prace

Lemonstreet Gallery, 24-26 City Quay, Dublin 2

Wernisaż: sobota, 7 czerwca 2008, godz. 18.00

Wystawa potrwa do 5 lipca



Tekst ze strony: Polski Express