Wielka Brytania popada w długi

O tym, że Brytyjczycy należą do najbardziej zadłużonych narodów w Europie wiadomo nie od dziś. Ale tak źle nie było jeszcze nigdy.
Na statystycznego Brytyjczyka przypada dług w wysokości ponad 3 tysięcy funtów, na przeciętnego mieszkańca Europy o połowę mniej - podaje BBC. Te szacunki nie uwzględniają pożyczek hipotecznych. Razem z kredytami na domy, mieszkańcy Wielkiej Brytanii zadłużyli się na 1.2 tryliona funtów (1.200.000.000.000.000.000).

Żyją ponad stan

Pięć milionów mieszkańców Wielkiej Brytanii (10 procent dorosłych Brytyjczyków) wydaje więcej niż zarabia - donosi serwis Uswitch. Kolejna jedna piąta ledwo wiąże koniec z końcem, żyjąc od wypłaty do wypłaty. Żyjący ponad stan wypełniają lukę w budżecie, korzystając z kart kredytowych i linii debetowych na kontach osobistych. Co miesiąc ich długi rosną. Według serwisu Uswitch w tym roku padnie rekord w liczbie Brytyjczyków, którzy ogłoszą niewypłacalność. Przewidywania oscylują wokół liczby 120.000.

W badaniu serwisu Uswitch wzięło udział 4.200 mieszkańców Wielkiej Brytanii. Wynika z niego, że przeciętny Brytyjczyk zarabia 2.607 funtów miesięcznie, a wydaje: 1.229 funtów na produkty niezbędne do życia, 865 funtów na produkty drugiej potrzeby, 356 funtów na spłatę długów. Pod koniec miesiąca na koncie zostaje mu 157 funtów.

Jeszcze gorzej przedstawiają się wyniki badań przeprowadzonych przez firmę Callcredit. Wynika z nich, że prawie połowa Brytyjczyków, gdyby została zmuszona do życia z oszczędności, nie przeżyłaby nawet miesiąca. 10 procent mieszkańców Wysp zaczęło w ciągu ostatnich sześciu miesięcy przejadać zgromadzone wcześniej oszczędności, a 25 procent przestało oszczędzać lub drastycznie zmniejszyło kwotę odkładanych co miesiąc pieniędzy.

Koszty rosną, potrzeby nie maleją

Według Uswitch, w ciągu ostatnich 10 lat wydatki przeciętnego Brytyjczyka na przyjemności (produkty drugiej potrzeby) wzrosły o 65 procent, podczas gdy jego wynagrodzenie poszło w górę o 48 procent, a niezbędne wydatki "na życie" - o 43 procent. Brytyjczycy wydają coraz więcej na turystykę (przeciętnie 1.068 funtów rocznie na osobę - dwa razy tyle, co 10 lat temu) i inne formy rekreacji (250 funtów miesięcznie, 76 procent więcej niż dekadę temu).

Tymczasem od kilku miesięcy brytyjskie media alarmują - idzie ku gorszemu. Objawy recesji widać już teraz. Ceny żywności rosną szybciej, niż kiedykolwiek od 1992 roku, kiedy to zaczęto prowadzić statystyki. W ciągu ostatnich 12 miesięcy poszły w górę o średnio 7,4 procent (ponad trzy razy więcej niż wynosi inflacja). Oznacza to, że przeciętna brytyjska rodzina musi w 2008 roku wydać na jedzenie o 750 funtów więcej niż rok temu. Również ceny benzyny rosną najszybciej od dekady. W maju 2002 roku za litr paliwa Brytyjczycy płacili średnio 75,5 pensów, dziś 113,34. W niektórych regionach kierowcy kupują benzynę w cenie 125 pensów za litr. W ciągu ostatniego miesiąca ceny benzyny poszły w górę średnio o 4,49 pensów. Jeszcze gorzej mają właściciele diesli. Ceny oleju napędowego rosną o średnio 2,66 pensów na tydzień. W tej chwili Brytyjczycy płacą już za litr oleju 125,4 pensów (w niektórych regionach 137 pensów).

Jednak największym obciążeniem dla Brytyjczyków nie są w tym roku ceny żywności i paliwa, ale gwałtownie rosnące raty kredytów hipotecznych. Pożyczki na domy pochłaniają największą część dochodów Brytyjczyków od 1992 roku. Oprocentowanie kredytów hipotecznych jest najwyższe od 10 lat. Ci, którzy kupili domy dwa-trzy lata temu i właśnie podpisują nowe umowy kredytowe zapłacą miesięcznie o kilkaset funtów więcej (przy kredycie w wysokości 150.000 funtów - rata wzrośnie o ok. 200 funtów). Tymczasem Mervyn King, szef brytyjskiego banku centralnego zapowiada, że stopy procentowe, które ostatnio nieznacznie spadły, mogą znów pójść w górę. Jednocześnie spadają ceny nieruchomości. Jeśli przewidywania ekspertów się sprawdzą, do końca roku pójdą w dół o 7 procent. Wszystkie te czynniki razem sprawiają, że Brytyjczycy uświadamiają sobie, że mają problem.

Wszystkiemu winne banki?

O taki stan rzeczy obwiniane są brytyjskie banki i towarzystwa budowlane, które jeszcze półtora roku temu chętnie pożyczały kupującym domy nawet pięciokrotność ich rocznych zarobków. Te same banki spotykają się z zarzutami wykorzystywania sytuacji. Chodzi o nacisk wywierany na klientów i namawianie ich do zaciągania kolejnych, wysokooprocentowanych pożyczek.

Rzeczywiście, niektóre banki wielokrotnie dzwonią do swoich klientów, oferując im pożyczki na "pokrycie długów". Biuro porad obywatelskich zdradza, że jeszcze nigdy nie otrzymywało tak wielu skarg na agresywnych sprzedawców. Przedstawiciele banków bronią się, mówiąc, że nikt nie może zmusić klienta do podpisania umowy kredytowej wbrew jego woli. Jednak dziwnym zbiegiem okoliczności najwięcej telefonów i listów z ofertami dostają ci klienci banków, którzy zdecydowali się skorzystać z usług agencji (najczęściej organizacji charytatywnych) doradzających, jak wyjść z długów. W regionach zamieszkanych przez klasę średnią zapotrzebowanie na takie usługi wzrosło w ciągu ostatniego roku pięciokrotnie.

80 na liście najbogatszych ludzi świata (wg miesięcznika Forbes) finansowy guru George Soros w wywiadzie udzielonym BBC Radio 4 ostrzegł Brytyjczyków, że najgorsze jeszcze przed nimi. - Najostrzejsza faza globalnego kryzysu może już być za nami, ale jej prawdziwe skutki dopiero zaczynają być odczuwalne dla ekonomii Wielkiej Brytanii - powiedział - przez ostatnie 60 lat Wyspy cieszyły się w miarę stabilną sytuacją ekonomiczną. Teraz wisi nad nimi groźba recesji i szybko rosnącej inflacji. Jeśli czarny scenariusz Georga Sorosa się sprawdzi, Brytyjczycy dopiero zobaczą, co to znaczy znaleźć się w finansowych tarapatach.