Komunia - biały horror

Białe suknie, welony, tipsy, garnitury, muchy - w jednym względzie więcej Polacy i Irlandczycy są do siebie podobni - ubierają swoje pociechy do komunii jak do ślubu, bo już dnia sakramentu małżeństwa nie mogą się doczekać.
To tylko jedna z teorii, która jakoś może tłumaczyć fakt, że przyjęcie komunijne niewiele różni się weselnego. I tak samo wiele wyzwań stoi przed organizatorami obu imprez.

Sakrament chwytający za kieszeń

W maju młode pary starają się nie stawać na ślubnym kobiercu - bo w nazwie miesiąca nie ma literki "r", a w Irlandii wesele w tym czasie przynosi pecha. Na plan pierwszy wychodzą zatem Pierwsze Komunie Święte. Za kieszenie chwytają się rodzice i krewni 9-latków. Polacy mieszkający w Irlandii stanęli już wcześniej przed dylematem, czy zorganizować to wydarzenie w Polsce, czy na Zielonej Wyspie. Za i przeciw przemawia sporo.

- Zdecydowałam się na posłanie syna do komunii w Irlandii, można powiedzieć z wygody. Organizacja wszystkiego na odległość, w kraju, byłaby zbyt pracochłonna. Wolę mieć nad wszystkim kontrolę i nie załatwiać tych spraw przez osoby trzecie. Zaprosiłam do siebie najbliższą rodzinę. Niedawno kupiliśmy dom, dlatego jest to okazja by pokazać im nowy nabytek, a i ugościć ich będzie gdzie - mówi Karolina Radek ze Swords pod Dublinem.

Pani Karolina, szczęśliwa posiadaczka własnego kawałka zieleni, zdecydowała, że przyjęcie urządzi w ogródku. Na wypadek deszczu w ogrodowej komórce ma przygotowany namiot.

- Lubię organizować przyjęcia, a takie szczególne wydarzenie będzie dla mnie nowym, ciekawym doświadczeniem. Myślę o małym, osobnym stoliku dla dzieci i kilku atrakcjach dla nich - dodaje nasza rozmówczyni.

Składka na świece

Magdalena Dembińska z Arklow zdecydowała o urządzeniu przyjęcia w Polsce. Do Irlandii przyjechała z dwójką dzieci ponad rok temu, jednak jak mówi, syn nie potrafi zapomnieć dawnych kolegów i nie wyobraża sobie komunii w innym gronie.

- Do sakramentu przygotowywał się w Polskim Kościele w Dublinie, a do komunii przystąpi ze swoją dawną klasą we Wschowie - mówi pani Magdalena.

Kto pomyślał, że przyjęcie w Polsce oznacza oszczędności, grubo się pomylił.

- Lekko licząc, wszystko razem wyniesie mnie około 5 tysięcy złotych. Obiad w restauracji - od osoby 100 złotych - w tym obiad i zimne przekąski. Ciasta i napoje musimy dostarczyć we własnym zakresie. Garniturek Michała kosztował 250 złotych, do tego koszula, krawat, buty. Nie wspomnę już o składkach na świece, różaniec, książeczki i wystrój kościoła - wylicza Dembińska.

Marek Kwaśniak z żoną też zdecydował się na wyjazd do kraju.

- To rodzinna impreza i chcemy, aby uczestniczyło w niej jak najwięcej naszych najbliższych. Nie wiem jeszcze dokładnie, ile wyniesie nas organizacja, ale za same bilety do kraju dla naszej czwórki zapłaciłem 1200 euro.

W Polskim Kościele przy High Street do przyjęcia sakramentu przez kilka tygodni przygotowywało się około 25 dzieci. Większość 9-latków zatem będzie przystępowało do komunii w irlandzkich kościołach, a kurs odbywa w szkołach.

Małe księżniczki

Z jednej strony rodzice narzekają na presję otoczenia w Irlandii na oprawę uroczystości. Sztuczne paznokcie, opalenizna z solarium, wizyta u fryzjera i manicurzystki, a nawet przyjazd do kościoła bryczką, powoli stają się powszechną praktyką. Jak mówi jedna z forumowiczek na portalu Gazeta.pl , dziewczynki chcą być księżniczkami, a nie pastereczkami. Jednak czy rodzice muszą na to pozwalać, a co więcej dopingować pociechy?

- Ludzie coraz później się pobierają i rodzice nie są w stanie tak długo czekać, by ujrzeć swoje dzieci w ślubnych strojach, stąd to wszystko - tłumaczy użytkowniczka portalu.

Na łamach gazet co rusz pojawiają się artykuły na temat nowego stylu przyjmowania sakramentu. W katolickim piśmie "Alive" ojciec dominikanin Brian McKevitt skrytykował samolubnych rodziców, którzy zamieniają pierwsza komunię w spektakl ekstrawaganckiego i niepotrzebnego wydawania pieniędzy.

"To powinien być najpiękniejszy dzień w życiu dziecka, kiedy przyjmują po raz pierwszy krew i ciało Chrystusa. Nic nie w świecie nie powinno się z tym równać" - powiedział duchowny, redaktor naczelny "Alive". "Dla rodziców pomoc dziecku w przygotowaniach do komunii powinna być zaszczytem."

Zdaniem dominikanina, rodzice, którzy zatracili rozumienie istoty sakramentu są niesprawiedliwi dla swoich pociech przez wybujałe ambicje. W ten sposób odbierają im prawdziwą radość z tego dnia oraz wdzięczność i miłość do Boga.

Wybujałe ambicje niektórych rodziców nakręcają spiralę komunijnego biznesu. Nie chcąc narażać pociech na drwiny rówieśników, a siebie na pobłażliwe spojrzenia krewnych i znajomych, dorośli robią wszystko, by nie wypaść gorzej od innych. Podobnie ci, którzy do wspólnego świętowania przyjęcia sakramentu zostali zaproszeni, w obawie przed posądzeniem o skąpstwo, odwdzięczają się drogimi prezentami.

- Mój syn wymarzył sobie laptopa, ale to my mu go zafundujemy - mówi M. Dembińska. - Nie robiliśmy żadnej listy prezentów, ale kilka osób już pytało, co podarować Michałowi. Wiem, że lubi klocki Lego i zdalnie sterowane samoloty i to zasugerowałam gościom.

Pierwszy tysiąc

Rodzice zwykle tego głośno nie mówią, jednak przy tak dużych wydatkach na przyjęcie, najchętniej widzieliby gotówkę. W Irlandii dzieciaki bez problemu inkasują w sumie ponad 1,000 euro w gotówce i talonach na zakupy. Wydać taką sumę na Playstation czy inne akcesoria nie jest łatwo, coraz więcej 9-latków część kwoty zatem oszczędza. Z badań dziennika Irish Independent wynika, że między rokiem 1970 a 1990 przeciętna kwota jaką dzieci otrzymują z okazji swojego święta wzrosła 5-krotnie, ale już między 1990 a 2000 - aż 15 razy. 30 lat temu dzieci otrzymywały średnio 71 euro, a w latach 90-tych 336. W roku 2000 kwota ta wynosiła między 500 a 1000 euro. W latach 90-tych ponad połowa dzieci oszczędzała całą otrzymaną sumę.

Na oszczędnych czekają irlandzkie banki, oferując młodym ludziom specjalne konta. Jak tłumaczą specjaliści z Ulster Banku, w latach 60-tych dzieci wydawały komunijne pieniądze na słodycze, czy odzież. Obecnie maluchy są bardziej skłonne do odkładania tych pieniędzy, ponieważ mają bardziej regularne "przychody" - kieszonkowe, urodziny, święta, czy nagrody za dobre stopnie.

Tekst z serwisu: Kurier Polski