Koniec pewnej epoki - co dalej z Irlandią?

Premier Irlandii, Bertie Ahern 2 kwietnia tego roku w niespodziewanym wystąpieniu oznajmił swoją rezygnację z piastowanego przez ostatnie 11 lat urzędu. Premierowi przyszło rządzić w czasach, kiedy Irlandia przeżywała największy, niespotykany od wieków, rozkwit gospodarczy, a odchodzi, kiedy coraz częściej pojawia się pytanie - co dalej z Irlandią?
W Europie następuje najwyraźniej zmiana warty - zaczęło się od Angeli Markel w Niemczech i obietnic przyspieszenia prac nad Konstytucją Unii Europejskiej, która w swojej poprzedniej wersji została odrzucona w referendum francuskim i holenderskim. Potem Nicolas Sarkozy przejął władzę we Francji, w Wielkiej Brytanii Tony Blair oddał ster rządów w ręce swojego ministra finansów Gordona Browna. W tym właśnie momencie następuje debata nad Traktatem Lizbońskim w Europie i oczy wszystkich zwrócone są w stronę Irlandii, który to kraj jako jedyny w całej Europie podda pod referendum wizję Nowej Europy. Jeśli społeczeństwo Irlandii poprze Traktat, ci właśnie nowi przywódcy, na czele z nowym premierem Irlandii Brian'em Cowen'em i naszym Donaldem Tuskiem, i innymi, będą tworzyć nową wizję Europy.

To nie wiatr historii

Ale Bertie odchodzi nie dlatego, że wieje nowy wiatr historii i mamy szansę wejść w nowy rozdział historii Europy, czy też dlatego, że w momencie kiedy Irlandia zaczyna zwalniać gospodarczo, może lepiej oddać pałeczkę rządzenia komuś innemu. To co w Polsce zaczyna powoli być standardem - w Irlandii jeszcze traktowane jest nieco jowialnie. Od pewnego czasu Bertie miał problemy z pełnym wytłumaczeniem się przed sądem z finansowych korzyści jakie otrzymał z różnych źródeł, z reguły z kręgów zbliżonych do wielkiego biznesu. Takie podejrzenia i ciemne sprawki rządzących są piętnowane przez prasę, opinię publiczną i przyjęte jest, że polityk, który w sposób rzetelny nie jest w stanie wytłumaczyć się z niejasnych 'dotacji finansowych' - ustępuje. Nawet jeśli nie jest to udowodnione, a tylko zachodzą podejrzenia. Premier Irlandii - pomimo zarzutów - trwał na swoim stanowisku, co chwila niejasno tłumacząc się przez kilkanaście długich miesięcy. A opinia publiczna wybaczała mu, bo przecież jedną z pokaźnych kwot pieniędzy dostał od biznesmena na ... rozwód ze swoją żoną.

Człowiek-zwierciadło

Być może taka reakcja społeczeństwa ma swoje źródło w tym, jakim był człowiekiem premier w relacjach z innymi. A był to jeden z bardziej serdecznych, przyjaznych premierów, chętnie pijący sobie pinta Guinnessa w pubie na Drumcondrze, rozmawiający z ludźmi, unikający gwałtownych pyskówek. Człowiek, o którym jego oponent, Enda Kenny, przywódca partii Fina Geal, powiedział podczas debaty pożegnalnej w parlamencie irlandzkim: "Ma wielki entuzjazm do bycia z ludźmi, (...) pomimo tego że jest zdolnym mówcą i sypie anegdotami jak z rękawa, nie skłaniał się by być w centrum powszechnej uwagi, (...) to raczej cierpliwy i aktywny słuchacz. To człowiek, który jest jak zwierciadło, w którym odbijają się potrzeby innych ludzi".

Bertie odchodzi, bo sprawa jego kont bankowych jest coraz bardziej niewygodna dla partii i w konsekwencji może wpłynąć na wynik zbliżającego się referendum. Bertie odchodzi w przeddzień ważnego dla Irlandii głosowania i w przeddzień rozpoczynających się rozmów trójstronnych między rządem, organizacjami pracodawców i związkami zawodowymi.

Czas zacisnąć pasa?

Brian Cowen, jeszcze minister finansów, niebawem premier, nie reprezentuje podobnych cech charakteru, które zyskały tak powszechną sympatię innych polityków i społeczeństwa. Nie jest też nastawiony specjalnie przychylnie do ruchu związkowego, a w sytuacji kiedy słychać głosy o zamrożeniu płac - nie nastraja to pozytywnie co do wyniku rozmów. Czyżby teraz miało być bardziej obcesowo i z zaciskaniem pasa?

Ale czy nas, Polaków mieszkających w Irlandii, powinno szczególnie interesować co się dzieje na górze, wśród rządzących tym krajem? Zwłaszcza, że nie jest to nasza ojczyzna? Czy interesują nas rozmowy trójstronne, gdzie będzie mowa między innymi o podwyżkach, albo wybory lokalne do władz samorządowych? Jeśli myślimy o tym, że Zjednoczona Europa powoli ma stać się naszą większą ojczyzną, to może to jest jeden z lepszych powodów, żeby przyuważyć, gdzie tak właściwie jesteśmy? Zwłaszcza, że wielu z nas ma tu zamiar zostać, wielu jeszcze przyjeżdża. Wielu wraca z powrotem na Zieloną Wyspę.

W każdym razie niejednokrotnie Irlandczycy i Polacy będą wspominać czasy rządów Bertiego z łezką przemiłej nostalgii w oku. Dla nas były to 4 lata od otwarcia granic. I pewnie nic już nie będzie tak, jak za rządów ustępującego premiera. Ale czy to lepiej czy gorzej, czas pokaże. Z pewnością inaczej.

Tekst z serwisu: Polski Express