Polacy wracają do kraju na odwyk

Gdy rynek pracy tymczasowej podupadł, wielu Polaków skończyło na ulicy popadając w alkoholizm i narkomanię. Teraz by wyjść z nałogu wracają do kraju.
W Londynie spotykamy się z Polakami, którzy siedzą w niebieskim minibusie czekając na podróż przez całą Europę do swojej ojczyzny. Chcą zacząć nowe życie, czytamy w BBC News.

Ci Polacy nie wyjeżdżają z powodów ekonomicznych. Są ofiarami masowej migracji i muszą wrócić do domu.

Więcej niż 800,000 imigrantów z Europy Wschodniej i Centralnej zarejestrowało się w Urzędzie Pracy w Wielkiej Brytanii w ubiegłych latach. Nieoficjalne dane mówią, że jest ich znacznie więcej. Niestety, gdy rynek pracy tymczasowej podupadł, wielu z nich skończyło na ulicy popadając w alkoholizm i narkomanię.

Cel - Poznań

Ostatnie ankiety wskazują, że 18% bezdomnych śpiących na ulicy stanowią migranci z Europy Wschodniej i Centralnej. Dwa razy w miesiącu polska organizacja charytatywna Fundacja Barka wysyła najgorsze przypadki z powrotem do Polski na odwyk, oczywiście przy współpracy i zgodzie zainteresowanych. Barbara Sadowska, z Fundacji Barka, jest zszokowana liczbą Polaków, którzy są w tak tragicznej sytuacji w Londynie.

W Polsce, Fundacja prowadzi kilka farm ekologicznych, współpracuje z tartakami i właśnie zakłada fabrykę makaronu niedaleko Poznania, gdzie wracający z Londynu Polacy będą mogli na nowo odbudować swoje życie i zerwać z nałogami.

W minibusie, który jedzie do Poznania siedzi dwóch alkoholików, którzy leczą obrażenia po wypadku na budowie, bezdomny narkoman, były pacjent oddziału psychiatrycznego, który nocował na ulicy oraz kobieta, która jest zbyt zrozpaczona by opowiedzieć swoją historię. Sławek zarobił sporo pieniędzy jako elektryk, do czasu, gdy jego palce zostały prawie odcięte przez kawałek szkła. Wystąpił o odszkodowanie do Britain's National Health Service, ale na tym się skończyło.

Walka o odszkodowanie

Sławek nie był w stanie pracować przez 8 miesięcy a jego rodzina w Polsce przesyłała mu pieniądze na życie. Zaczął mieszkać nielegalnie w opuszczonych budynkach, a potem wylądował na ulicy, gdzie zaczął pić alkohol. W ciągu tego czasu zmieniał miejsce pobytu aż 98 razy. Do tej pory walczy o rekompensatę za obrażenia, których doznał w czasie pracy.

Piotr również doznał obrażeń w pracy. Gdy skończyły mu się prace dorywcze, skończył na bruku popijając tanie wino. W wieku 35 lat wyglądał jak 50-ciolatek. Jego twarz i ręce były całe w bliznach, a nos czerwony od alkoholu.

Daniel jest wysoki i złudnie pogodny, jednak jest trochę na haju. Jest narkomanem. Bierze heroinę i kokainę. Mówi, że zarabia na narkotyki kradnąc na ulicy. Był złapany 14 razy i dwa razy siedział w więzieniu, ale teraz chce wrócić do Polski, do swojej rodziny.

Nocować na chodniku

Poznajemy Adama, który nie chciał podać nam swojego prawdziwego imienia. Jest bardzo wygadany i przekonywujący. Nosi czapę w stylu Misia Paddington oraz okulary przeciwsłoneczne w środku zimy. Mówi o swoich powiązaniach ze szlachtą i pokazuje srebrny pierścień w kształcie róży, który chce podarować kobiecie, którą nazywa swoją księżniczką. Spędził sporo czasu w instytucie dla psychicznie chorych po tym jak wywołał awanturę w McDonald's. On również spał na ulicy, ale to co mówi nie ma związku z tym jak naprawdę wyglądało jego życie w Wielkiej Brytanii.

"W Anglii było super. Nadal żyję i czuję się wspaniale" - mówi mężczyzna - "Pacjenci ośrodków dla psychicznie chorych są po prostu wrażliwsi niż reszta."

Dwóch alkoholików zaczyna się pocić, a jeden z nich dostaje dreszczy. W czasie podróży nie mogą wypić alkoholu. Widać, ze cierpią. Piotr, który odbywał motocyklowa podróż przez Europę większość czasu spędził będąc pod wpływem alkoholu, śpiąc na krawężniku. Był tak pijany, że ledwo mówił.

Ciepłe powitanie

W czasie podróży szybko znikają zapasy polskiej kiełbasy, gdy minibus pokonuje kolejne kilometry na francuskich drogach. Dojeżdżamy na miejsce następnego ranka. Teren jest dość ubogi i nijaki, ale jesteśmy naprawdę ciepło witani. Zaoferowano nam obfite śniadanie. To również jest część programu resocjalizacji, który stworzyła Fundacja.

W ciągu następnych kilku dni spotykamy kilku Polaków, którzy mieszkali w Londynie. Wszyscy wrócili z ciężkim uzależnieniem alkoholowym, ale chcą na nowo ułożyć sobie życie.

Program resocjalizacji proponowany przez Fundację Barka jest połączeniem programu Anonimowych Alkoholików oraz chrześcijańskich organizacji charytatywnych. Mimo najlepszych chęci, ciężko jest utrzymać swoich podopiecznych w tym miejscu, które jest nudne i nie oferuje żadnych rozrywek. Większość z przebywających tu Polaków ucieka do najbliższego miasteczka.

W ciągu godziny od przybycia Daniel, który jest uzależniony od narkotyków, ucieka do miasta, mówiąc, że mała wioska jest dla niego za cicha. Woli przebywać na odwyku bliżej swojej rodziny. "On powinien zająć się swoim problemem z narkotykami" - mówi Marysia Starzewska z Fundacji Barka - "Nie możemy jednak zmuszać ludzi by tu zostali." Wkrótce Adam również opuszcza ośrodek.

Spróbować ponownie

W tartaku spotykamy ciężko pracującą, pełną życia kobietę, która wróciła z Londynu kilka miesięcy temu. Ilona piła tak dużo, że gdy po raz pierwszy trafiła na detoks, nie potrafiła rozpoznać nikogo z ludzi, z którymi przebywała przez ostatnie miesiące.

Teraz jej życie jest o wiele stabilniejsze, gdy przestała pić. Budzi jednak niepokój fakt, ze chce ponownie wrócić do Londynu, by zacząć od nowa.

"Czuję, że jestem młoda i nadal stać mnie na wiele" - mówi dziewczyna - "Chcę wyjechać w świat i myślę, że w Londynie czeka mnie dużo dobrego." "Ratujemy tym ludziom życie. Wielu ludzi umarło już na ulicach Londynu." - mówi Marysia Starzewska - "Dla mnie to jednak niepojęte, ze oni nadal chcą tam wracać. Myślę, że to jakiś rodzaj desperacji."

Gdy do ośrodka przybywają nowi pensjonariusze, inni słuchają ze zdumieniem ich opowieści o nielegalnych agencjach pracy, wypadkach na budowach, braku pracy i pieniędzy, wykorzystywaniu, uzależnieniach oraz bezdomności. Wielka Brytania jawi się jako niebezpieczne i nieprzyjazne miejsce dla tych, którzy zostali ofiarami tamtejszej ekonomii. Jednak iluzja raju przyciąga nadal, ze względu na wysokie zarobki.

Eksperyment socjalny

Barbara Sadowska z Fundacji Barka uważa, że rozszerzenie Unii Europejskiej, które pozwoliło jej rodakom na pracę w Wielkiej Brytanii i zaoszczędzenie sporego kapitału to ogromny sukces. Masowa emigracja jest jednak wielkim eksperymentem socjalnym, który pochłania równie duże koszty. Pani Sadowska odnosi się krytycznie w stosunku do organizacji charytatywnych w Londynie, które nie pomagają bezdomnych w ich problemach z alkoholem i innymi uzależnieniami.

Fundacja Barka oferuje pomoc w pełnym zakresie i jesteśmy zapewnieni, że nikt nie wróci do Wielkiej Brytanii bez kompletnego wyleczenia. Trzeba jednak przyznać, ze jest to ciężkie do zweryfikowania i budzi pewne wątpliwości.

W ciągu kilku godzin, po ciepłym powitaniu, Piotr obiecał zerwać z alkoholem. Sławek, który upijał się do nieprzytomności w Londynie, uważa, ze sam poradzi sobie z uzależnieniem. Być może to prawda, szczególnie, gdy ciężka dola na ulicach brytyjskiej stolicy jest już daleko za nim.

źródło: www.mojawyspa.co.uk