Co się wydaje. Hadukacyjo po góralsku

Nie wiecie, co to takiego cubrzyna, bocawy czy krztoń? Odpowiedź pomoże znaleźć wydana właśnie "Góralsko godacka. Ilustrowany słownik dla ceprów"
Radni pod Tatrami martwią się, że coraz mniej mieszkańców regionu posługuje się prawdziwą góralską gwarą.

- Trudno się temu dziwić. Jeszcze niedawno uczniowie, którzy używali jej w szkole, byli przez nauczycieli karani - zauważa zakopiański radny Leszek Dorula, który proponuje, by w podhalańskich szkołach podstawowych wprowadzić naukę gwary. Taka "hadukacyjo" byłaby dobrowolna, a o uczęszczaniu dzieci na lekcje decydowaliby rodzice. - W czasach socjalizmu żadna odrębność, w tym językowa, nie była mile widziana. Niektórym nauczycielom takie skrzywienie zostało na całe życie i nawet po zmianie systemu nie zmienili zdania na temat gwary - wyjaśnia radny.

Wciąż żywa jest opowieść o pewnym maturzyście ze znamienitego góralskiego rodu, który w czasach PRL-u w pisemnej pracy z języka polskiego użył słowa "portki", znanego zresztą nie tylko w gwarze. Nie zdał, gdyż polonista stwierdził, że nie występuje ono w słowniku języka polskiego - są tylko "spodnie". I na nic zdały się tłumaczenia ucznia, że zdanie "Stary góral ubrał portki" powinno brzmieć właśnie tak, "bo przecież żaden wiekowy mieszkaniec Podtatrza nie mógł wdziać na tyłek nic innego, jak tylko portki z sukna, do tego cyfrowane".

- Dziś młodzi ludzie na Podhalu coraz bardziej interesują się gwarą, jednak nie znają znaczenia wielu słów. Chcą się ich uczyć - mówi góralka Stasia Trebunia-Staszel, doktor etnografii z Uniwersytetu Jagiellońskiego i członkini Rady Naukowej Związku Podhalan. - Nie brak u nas starszych osób znakomicie znających gwarę. Ta tradycja jest ciągle żywa. Na góralski przetłumaczono nawet Biblię, a nasze kolędy uchodzą za najpiękniejsze.

Ale po jakie źródła należałoby sięgać w szkołach?

- Każdy góral mówił i pisał, jak chciał, jak pamiętał z rodzinnej chałupy. Żaden słownik nie był wyrocznią. Bo nie ma żelaznych zasad gwary i w każdej wiosce na Podhalu, ale też na Spiszu i Orawie, mówi się trochę inaczej, a pisze jeszcze inaczej. Na przykład słowo "pieniądze" wielu pisze po góralsku "dutki", ja zaś używam formy "dudki". Bo po mojemu nikt nie powie jeden "dutek", tylko "dudek" - tłumaczy Wanda Czubernatowa, poetka z Raby Wyżnej.

Swego czasu ukazał się "Słownik gwary górali Skalnego Podhala" autorstwa prof. Stanisława A. Hodorowicza oraz "Słownik gwary Zakopanego i okolic" opracowany na podstawie zbiorów długoletniego dyrektora Muzeum Tatrzańskiego Juliusza Zborowskiego. - Dla miłośników góralszczyzny są one ucztą duchową, a dla nas, górali, ważnym źródłem informacji. Odkrywamy w słownikach, jak mówili nasi pradziadowie - tłumaczy Stasia Trebunia-Staszel.

Nakładem PWN ukazała się właśnie "Góralsko godacka. Ilustrowany słownik dla ceprów" językoznawcy Renaty Kucharzyk. Autorka jest badaczką gwary ludowej, zawodowo związaną z Instytutem Języka Polskiego PAN w Krakowie. Choć tytuł książki jest adresowany do ceprów, także górale przypomną sobie dzięki niej wiele starych słów. Ot, choćby że "cubrzyna" to "czupryna", "krztoń" to "krtań", "bocawy" określa "gniewnego, nadąsanego", a "kuraśny" - "pełnego animuszu, ochotnego".

Słownik podzielono tematycznie na ponad 40 rozdziałów - m.in.: Familijo, Kochacka, Fujawice i psoty, Zbójowanie i polowacka, Nie ino oscypki, Wielgi świat, Dziwozony i poinkse stwory - opisujące gwarą różne dziedziny życia. Każdy rozdział pięknie zilustrowała Agnieszka Kamińska, dzięki czemu szybko zorientujemy się, co oznaczają najdziwniejsze słowa. Wystarczy powiedzieć, że książkę otwiera rysunek pary góralskiej na golasa, tak by nikt nie miał wątpliwości, co to takiego "pikusia", "podołek" czy "piśkorek".

Warto poczytać przed podróżą na Podhale.

Renata Kucharzyk: "Góralsko godacka. Ilustrowany słownik dla ceprów", Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011, stron 184