Floryda

Nie wszyscy przyjeżdżają na Florydę dla plaż. Ale faktem jest, że nie sposób tu być i na plażę nie trafić.Niektóre z tutejszych plaż ma swoją ?specjalizację? - Pelican Island oferuje pikniki, Hobie Beach - windsurfing, Lummus Park Beach - oglądanie modelek pozujących do zdjęć, a Bal Harbour to plaża nudystów.
W gościnie u Hemingwaya

Key West to nie tylko najdalej na południe wysunięty punkt Florydy, ale i całych Stanów Zjednoczonych. Prowadząca do tej miejscowości autostrada przebiega przez 42 mosty i 34 wysepki, tworzące jedyny w swoim rodzaju archipelag. Jest to zarazem trzecia na świecie co do wielkości rafa koralowa, w tym przypadku chroniąca złożony i delikatny ekosystem fauny i flory zwany Florida Keys. Zatrzymując się po drodze, można popływać i pobawić się z delfinami, a nawet je karmić (koszt takiej przyjemności to łącznie 90 dol.), albo zwiedzić rezerwat rafy koralowej (za jedyne 4,25 dol.).

Samo Key West to mała, płaska wysepka, którą można objechać wypożyczonym na miejscu rowerem. Ale to także zamknięty świat tutejszej bohemy, oryginałów i indywidualistów, ludzi z charakterem, a obok nich - życiowych nieudaczników. Mieszkańcy zazdrośnie strzegą tożsamości wyspy. Kiedy kilkanaście lat temu władze federalne usiłowały ukrócić przemyt narkotyków, spotkały się z protestem polegającym na... proklamowaniu niezależnej "republiki muszlowej". Upamiętniam to wydarzenie, kupując parę wspaniałych muszli. Przy okazji słucham monologu sprzedawcy wyjaśniającego, że turystów rozpoznaje po... zegarkach (miejscowym zakłócałyby one pełen spokoju rytm dnia). Bo tak naprawdę czas w Key West odmierzają zachody słońca.

Na pożegnanie odwiedzam dom-muzeum Hemingwaya. To tu, mieszkając z 50 kotami, wielki pisarz napisał znane powieści: "Komu bije dzwon", "Pożegnanie z bronią" i "Śniegi Kilimandżaro".

Oko w oko z aligatorem

Everglades National Park wraz z dwoma przyległymi rezerwatami zajmuje obszar 10 tys. km kw. Pod opieką przewodnika wyruszamy na dwugodzinną wyprawę tramwajem wodnym. Na chętnych czekają także kajaki, łodzie, katamarany, pontony i dmuchane tratwy.

Everglades to rozlewisko wolno płynącej i płytkiej, ale za to bardzo szerokiej rzeki. Gdzieś w niedostępnych trzęsawiskach żyją tu jeszcze ostatni Seminole, potomkowie pierwotnych mieszkańców tej krainy. Jest to też schronienie dziesiątek zagrożonych gatunków zwierząt - krokodyli, żółwi, morskich krów, florydzkich panter. Płynąc wśród dziewiczych lasów i zarośli mangrowych rosnących na wodzie, wysiadamy na chwilę w miejscu, gdzie zastygłe w bezruchu aligatory czyhają, aż się zbliżymy. Uprzedzeni przez pilota zachowujemy jednak bezpieczną odległość.

Po noclegu na kempingu wyruszamy zachodnim brzegiem Florydy w drogę powrotną, na północ. Jadąc wzdłuż Zatoki Meksykańskiej, mijamy urocze Naples, które podobnie jak inne florydzkie miasta, ma swoje millionaire's row, czyli stojące w szeregu wille milionerów. Zatrzymujemy się w "mieście palm" - Fort Myers. Zakochany w okolicy Thomas Edison spędził tu 46 zim, zaś jego sąsiadem był Henry Ford.

Ponieważ mamy już muszle, nie decydujemy się na oferowane "muszlobranie", które - jak nas zapewniano - jest w tej okolicy zawsze udane. Nie kuszą nas także głębinowe połowy ryb ani nawet uczestnictwo w zawodach w łowieniu tarponów (ryb dochodzących do 100 kg wagi!), mimo że nagroda wynosi 100 tys. dolarów.

Rączka rondla

Jesteśmy o krok od dużej zatoki Tampa, wokół której rozlokowały się miasta: Tampa, Clearwater i St. Petersburg. To ostatnie - bardzo eleganckie, a wszystkie - drogie. Rocznie przyjeżdża tu prawie 4 miliony zamożnych emerytów i rekonwalescentów, dla których ustawiono 5 tys. zielonych ławek.

Przypadkowo natrafiam na Salvador Dali Museum, posiadające największy na świecie zbiór arcydzieł słynnego surrealisty. W niedalekim Tarpon Springs kupujemy gąbki do kąpieli, oczywiście naturalne. Połowy gąbek to tradycyjna domena tutejszych Greków. W Homosassa Springs natomiast czeka nas niecodzienna rozrywka - nurkowanie i pływanie z krowami morskimi gromadzącymi się przy ciepłych źródłach.

Jeszcze dalej na północ jest Panhandle. Nazwa tego małego, północno-zachodniego skrawka Florydy, doczepionego niejako do półwyspu, to w tłuma-czeniu "rączka rondla". W przeciwieństwie do wilgotnego, upalnego Miami, tutejszy klimat jest umiarkowany, a główny sezon trwa od kwietnia do września. Region ten zachował uroki dawnej Florydy, co widać np. w Pensacola, której historię odczytuje się ze starohiszpańskich murów, francusko-kolonialnych balkonów czy wiktoriańskich rezydencji brytyjskich i amerykańskich baronów drzewnych.

Specyficzny wygląd ma położona w tym rejonie stolica Florydy - Tallahassee. Ulice wysadzane dębami, z których gałęzi zwisa tzw. hiszpański mech, przypominają zielone tunele, tchnące spokojem i niepowtarzalnym urokiem.

Również ten region poszczycić się może ponad setką mil śnieżnobiałych plaż z przyjemnie skrzypiącym pod nogami piaskiem. Wyżywienie i kwatery są tu tańsze niż na półwyspie. Nic więc dziwnego, że na wybrzeże Panhandle ściągają ludzie mniej zamożni, pochodzący przeważnie z sąsiedniej Alabamy i Georgii.

A co do tutejszych plaż - ich ranking przepowadził znany w Stanach "Dr Beach" (dosłownie: Dr Plaża), jak mówi się o dr. S. Leathermanie z Uniwersytetu w Maryland, cenionym specjaliście w zakresie geografii brzegów. Uwzględniając takie kryteria jak kolor i miękkość piasku, obecność szkodliwych owadów, wegetację, hałas, zanieczyszczenia itp., za najlepszą w USA wymieniony naukowiec uznał plażę w Panama City Beach w Panhandle. Wśród wyróżnionych znalazły się jeszcze trzy inne w regionie Panhandle, a także plaża w Miami (Key Biscayne) i Naples.