Anglia. Rochester - święta z Dickensem

W Rochester, uroczym miasteczku w południowo-wschodniej Anglii, spędził dzieciństwo Karol Dickens. Na początku grudnia odbywa się tu Dickensiada, której mottem są słowa: ?Niech twoje święta będą pogodne i wesołe?.
W Rochester, uroczym miasteczku w południowo-wschodniej Anglii, spędził dzieciństwo Karol Dickens i ponownie wrócił doń po latach, już jako znany pisarz. Dwa razy do roku, w lecie i w zimie, odbywa się tu festiwal nazwany Dickensiadą. Nasze odwiedziny zbiegły się z jego grudniową edycją.

"Niech twoje święta będą wesołe i pogodne"

Przybywamy porannym pociągiem z londyńskiego dworca Victoria. Festiwal odbywa się w konwencji teatru na wolnym powietrzu, co oznacza że "scena" może znajdować się wszędzie. I tak jest! Idąc za tłumem, trafiamy na High Street, gdzie królują surduty, obszerne spódnice, czepki i cylindry. Dostojnie przechadzają się matrony z dziećmi, kręcą się rumiane przekupki, muzykanci i frywolne panie lekkich obyczajów - miniprzekrój XIX-wiecznego angielskiego społeczeństwa.

"Niech twoje święta będą wesołe i pogodne" - to zdanie Ebenezera Scrooge'a wyraża ideę zabawy. Nie bez powodu Dickensa (1812-70) nazwano "człowiekiem, który wynalazł Boże Narodzenie" - to jemu w dużej mierze Anglicy zawdzięczają dzisiejszy sposób obchodzenia świąt. Przyczyniła się do tego m.in. "Opowieść wigilijna", dzięki której zaczęły powracać zapomniane tradycje. Nic dziwnego, że skąpiec Scrooge to ulubiona postać ulicznych przedstawień. Nam jednak najbardziej podoba się opowieść o Miss Havisham - zabawna i wymagająca udziału widowni, bo artyści (studenci lokalnej szkoły teatralnej) co chwilę "wypożyczają" z tłumu jakiegoś statystę. My też w końcu lądujemy na scenie, choć zżera nas trema i nie wszystko rozumiemy. O godz. 12 rozpoczyna się Wielka Parada. Są sprytne chłopaki z "Oliwera Twista". Jowialny, starszy pan z brzuszkiem to Samuel Pickwick, a z wysokości szczudeł patrzy na nas Miss Havisham. Tylko kroczący na czele pochodu obszarpany jegomość z sumiastym wąsem wciąż pozostaje zagadką. Kiedy parada dobiega końca, proszę go o zdjęcie, ale nie starcza mi odwagi, żeby spytać, kogo dzisiaj gra. Potem okazuje się, że aktorem był burmistrz miasta we własnej osobie!

Urok Rochster

Urokowi Rochester trudno się oprzeć. Dużo tu małych, przytulnych sklepików ze starociami, gdzie - jak mówią Anglicy - można "shop until you drop" (kupować do upadłego). Jeśli do tego dodać brukowane uliczki i brak w ścisłym centrum super- i hipermarketów, to sceneria festiwalowa jest wręcz wymarzona. Przez wieki Rochester znajdowało się na pielgrzymim szlaku do Canterbury, a jego ważnym punktem była XI-wieczna katedra św. Andrzeja. Miasto jest też siedzibą najstarszego po Canterbury biskupstwa na Wyspach - pierwszy kościół powstał tu już w 604 r. Znajdujący się na pobliskim wzgórzu XII-wieczny zamek uchodzi za jeden z ciekawszych przykładów normańskiej architektury w Anglii. Jego kamienne mury wznoszą się na wysokość prawie 40 m. Co prawda do dziś zachowały się tylko gołe ściany, ale nawet one robią spore wrażenie. Z krużganków roztacza się wspaniały widok na miasto i rzekę Meadway, która tu, niedaleko swojego ujścia do Tamizy, rozlewa się w szerokie estuarium.

Planując spędzić w okolicy więcej niż jeden dzień, warto zajrzeć do miejskiego muzeum (Guildhall), gdzie znajduje się wystawa ukazująca związki Dickensa z regionem i spędzone tu przez niego lata. Niedaleko stoi słynny Chalet, domek letniskowy, w rzeczywistości jego pracownia. Napisał w nim m.in. ostatnie słowa niedokończonej powieści "Edwin Drood". W lecie z nadrzecznej przystani kursuje parowiec, którym można udać się w rejs, oglądając przy okazji sąsiednie Chatham i znajdujące się tam królewskie doki. Wieczorem ponownie przyłączam się do tłumu na High Street, ale już w zupełnie innym klimacie i... pogodzie. Organizatorzy zadbali o świąteczną atmosferę i obfite opady śniegu. Nieważne, że przypomina on piankę do włosów i produkują go dwie potężne maszyny - liczy się efekt! Na zakończenie odbywa się parada w blasku świec i koncert kolęd na wolnym powietrzu. Po części oficjalnej szturmuję wraz z tłumem zziębniętych uczestników ciepłe wnętrza kawiarni i pubów. Ulice długo nie pustoszeją, a w powietrzu unosi się mocny zapach grzanego wina i pieczonych kasztanów... I jedno, i drugie - pyszne!