Kuba. Jaka jest naprawdę?

Pierwsze skojarzenia, jakie przychodzą do głowy po usłyszeniu Kuba to: komunizm, Fidel, wyśmienite mochito, gorące rytmy salsy, legendy motoryzacji i coś, co raczej bardziej przypomina Polskę, czyli pomarańcze sprowadzane na święta Bożego Narodzenia. Z czym jeszcze powinna kojarzyć się Kuba?
Kuba

Wyspa otaczają wody Oceanu Atlantyckiego, Zatoki Meksykańskiej i Morza Karaibskiego. Niestety to położenie ma też złą cechę, bliskość USA pobudzające zainteresowanie Kubą innych mocarstw. Na Kubie znajdziecie niesamowitą ilość bardzo starych i pięknych budowli, ale zgodnie z komunistyczną zasadą, skoro są własnością wszystkich, stają się niczyje. Straszą odrapane i zaniedbane. Dotychczas jedynie dzięki funduszom UNESCO udało się odrestaurować kilka malowniczych miejsc, takich jak Plaza Vieja w Hawanie czy miasteczko Trinidad położone w południowo zachodniej części Kuby. Próbując znaleźć odpowiednie określenie dla tego stanu, nasuwa mi się tylko jedno: raj - fotograficzny raj.

Hawana

Hawana-Kapitol, stąd wspólnie z naszym przewodnikiem o jakże hiszpańskim imieniu Alanem zaczynamy eksplorację kraju. Pierwsze, co dostrzegam, oprócz oczywiście ogromnego podobieństwa do Kapitolu w Waszyngtonie to kilku Kubańczyków, którzy robią zdjęcia. Jednak ich aparaty zupełnie nie przypominają tych, jakie ja znam, to małe kartonowe pudełka z niewielkim otworem zupełnie jak na starych filmach z Chaplinem. Robimy jeszcze kilka zdjęć cudom motoryzacji na pobliskim parkingu i kierujemy się wąskimi uliczkami w stronę twierdzy El Morro. Po drodze wpadamy do hotelu Ambos Mundos a raczej do znajdującego się na jego dachu baru, w którym przesiadywał Ernest Hemingway popijając mochito. Niebo w a do tego cudowny widok na panoramę miasta "raj". Hemingway miał jeszcze jeden ulubiony bar, to El Floridita - tu zdecydowanie ciekawiej jest wieczorem. Co do wieczorów to jednego z nich wybraliśmy się na Buena Vista Social Club. Ich występy mają 100% frekwencję i są organizowane z reguły na około 1500 osób. Jeśli zagościcie w Hawanie na więcej niż 2-3 dni tak jak my, to może uda wam się dostać na ich kameralny koncert (maks. 100 osób) a wtedy poznacie, co znaczy Kuba wyspa jak wulkan gorąca. No, ale Kuba to nie tylko Hawana, więc czas ruszać w dalszą drogę. W zachodniej części wyspy napotykamy wiele pojedynczych, ale także i połączonych w całe masywy, wzgórza mogotowe. Wapienne skały porośnięte tropikalną roślinnością. Na jednym z takich pagórów w okolicach Vinales dostrzegamy zaskakujące malowidło, które zostało zamówione przez Fidela i ukazuje ewolucję socjalistycznego człowieka. Według tego murala, tak Darwin jak i nasz były polityk, którego nazwiska przez grzeczność nie wymieniam mylili się, co do teorii powstania człowieka, a jedyną słuszną jest ta, że człowiek pochodzi od ślimaka. W okolicy jest również wiele jaskiń, w tym Cueva del Indio, którą zwiedzamy częściowo pieszo, a częściowo w łodzi. W drodze do Pinar de Rio mijamy pieczołowicie pielęgnowane pola tytoniowe, które w tej części wyspy są głównym źródłem utrzymania. Kolejnym przystankiem jest portowe miasto Cienfuegos z przepięknym kilkukilometrowym bulwarem Paseo del Prado. W jego okolicach decydujemy się na nocleg i przygotowujemy do długo oczekiwanego następnego celu podróży, miasteczka Trinidad.

Trinidad

Wczesnym rankiem wyruszamy w drogę. Niestety po około 40 minutach zostajemy zatrzymani przez policję. Okazuję się, że trafiliśmy właśnie na Wyścig Pokoju (skąd my to znamy), który ma wystartować za godzinę z odległego o około 130 km Santa Clara. Ładnie blisko 4 godziny stania w szczerym polu a 6 km dalej nasz wyczekiwany cel. Namawiamy Alana by wytargował z policją zezwolenie na naszą pieszą wędrówkę do Trynidadu, a sam dojechał do nas, jak już przejadą kolarze. Czas się zatrzymał. Wąskie pnące się w górę do Plaza Mayor brukowane uliczki, a przy nich niesamowicie kolorowe domy i gdzie nie spojrzeć tam miłe, uśmiechnięte twarze "raj". Miasto sprawia wrażenie jakby zapomnianego, a mimo to jest tu tyle życia. Wędrując uliczkami napotykamy artystów, którzy oferują nam swoje rękodzieła: obrazy, rzeźby i różnego rodzaju ekobiżuterię (wszystko wykonane z nasion i kwiatów). Zaglądamy przez okno do domu, przy ławkach siedzą dzieci i coś piszą w zeszytach. Dostrzegają nas i się uśmiechają a my po chwili orientujemy się, że trafiliśmy do miejscowej szkoły. Dając kilka długopisów nauczycielce przepraszamy za zamieszanie i idziemy dalej. Podróżując przez Kubę nie spotykaliśmy już tak cudownego miejsca jak Trinidad.

Kubańczycy

Jak przystało na Latynosów, Kubańczycy są bardzo mili, radośni i życzliwi, choć tak na dobrą sprawę musimy wiedzieć, że to może być dość złudne. Jak mówią "wolni" jest to kraj agentów i donosicieli. Fotografując ludzi zwracamy uwagę na twarze pokryte zmarszczkami obrazujące jak bardzo doświadczony jest to naród, ale również na tych samych twarzach gości szczery uśmiech oznajmiający nam, że są szczęśliwi. Wielu z nich to wykształceni ludzie aż 70% kubańskiego społeczeństwa posiada wyższe wykształcenie. Kubańczycy to również naród posiadający największą liczbę stulatków. Nomen omen dowiadujemy się o tym odwiedzając jeden z największych cmentarzy na świecie (3 mln ludzi) Cristóbal Colon w Hawanie. Na wielu nagrobnych tabliczkach znajdujemy zmarł w wieku 105, 103, 108 lat. Mieszkańcy dużych miast jak Hawana, Santiago de Cuba czy też turystycznego kurortu Varadero są bardziej otwarci i nieco wyrachowani. Cywilizacja zachodu już tu dotarła. Na szczęcie prowincje pozostają jeszcze niezbyt zmienione i pełne magicznego uroku. W wolne dni od pracy bulwar w Cienfuegos aż pęka w szwach od bawiących się popijając rum mieszkańców. Na ulicach Pinar de Rio unosi się w powietrzu zapach palonych cygar a przed niemal każdym domem ktoś siedzi na bujanym fotelu "raj".

El comendante

Jeszcze do niedawna przywódcą "El Comendante" na Kubie był Fidel Castro był, bo w ostatnim czasie przekazał władze swojemu bratu. Z resztą w pierwszych rozmowach po przylocie na Kubę nawet się zastanawialiśmy czy Fidel żyje? Mieszkańcy nas zapewniali, że tak i że ma się dobrze "ostatnio wystąpił w telewizji". Rozpoczynając rewolucję Fidel miał u swego boku między innymi wspomnianego brata Raula oraz Ernesta Guevarę. Tak podczas walk jak i po ich zakończeniu bracia Castro zachowywali się jak oficjele i nie bratali się zbytnio z ludem. Natomiast Guevara był jak kumpel i szybko zyskał przydomek Che, który w wolnym tłumaczeniu znaczy właśnie kumpel. Jak zapytamy dziś młodych Kubańczyków, kim chcą zostać to jednym głosem mówią "Seremos como El Che - będziemy tacy jak Che" i to właśnie on a nie Castro jest ich El Comendante.?

Fotografowanie na Kubie

W przypadku każdej wyprawy, czy to do Nałęczowa, Łodzi, czy też na Kubę, warto dowiedzieć się czegoś o naszym celu podróży. Na początek termin. Odkrywanie Kuby najlepiej zaplanować sobie w okresie między grudniem a marcem i to nie dlatego, że właśnie u nas mamy zimę, ale żeby uniknąć spotkania z huraganami, tajfunami czy innymi tornadami - po prostu jest bezpieczniej. No chyba, że jesteście łowcami tornad. Druga sprawa to sprzęt. Wiadomo - na taką wyprawę staramy się zabrać wszystko, co mamy, ale nie zapominajcie o filtrach, słońce jest tu mocne i ostre. Ogólnie mówiąc, Kuba jest krajem bezpiecznym - tylu tu tajniaków - ale na wszelki wypadek warto nieco przysłonić kilka napisów na swoim aparacie. Ze względu na wprowadzony przez Castro zakaz, który ogranicza kontakt miejscowych z turystami, podróżowanie po wyspie nie jest takie proste.

Dobrze mieć przewodnika, najlepiej miejscowego, taki nasz Alan. Ludzie chętnie pozują do zdjęć, choć warto ich o to wcześniej zapytać. W dużych miastach będzie z tym związana drobna opłata, ale już na prowincji wystarczy prezentacja dzieła na wyświetlaczu aparatu. W przypadku niektórych budynków, jak np. Mausoleo del Che w Santa Clara możemy zapomnieć o fotografowaniu i nie wyciągać aparatu z plecaka. Poza tym to już to, co sami odkryjecie, bo przecież każdy coś odkrywa.

Artykuł pochodzi z magazynu FotoGeA.com

www.fotogea.com