Uciec z Diabelskiej Wyspy

Położona w Ameryce Południowej Gujana Francuska to popularny cel wycieczek turystycznych. Jak sama nazwa wskazuje, jest to terytorium należące do Francji, więc nie potrzebujemy wizy i bez większego problemu możemy znaleźć lot z Paryża za rozsądną cenę. Dziś Gujana kojarzy się przede wszystkim z francuskim centrum kosmicznym i bajkowymi krajobrazami, ale nie zawsze tak było. Przez ponad sto lat swojej historii było to zapomniane przez Boga miejsce zsyłek najgroźniejszych przestępców.
Jeden z najbardziej znanych współczesnych podróżników i odkrywców Olly Steeds wyruszył na kolejną wyprawę. Tym razem jego celem jest okryta złą sławą Diabelska Wyspa. Miejsce to zawdzięcza swoją nazwę ponurej historii sprzed kilkudziesięciu lat, która już na zawsze okryła je cieniem.

Wyspa skazańców

Do wybrzeży Gujany Francuskiej jako pierwszy Europejczyk dopłynął w 1498 roku Krzysztof Kolumb. Pod koniec XVII wieku tereny te przeszły pod władnie królestwa Francji, które zaczęło zakładać tu plantacje zasilane tanią siłą roboczą - przywiezionymi z Afryki niewolnikami. Na kończącym erę Napoleona Kongresie Wiedeńskim postanowiono podzielić Gujanę między Anglię i Francję. Od połowy XIX wieku jak grzyby po deszczu wyrastały tu więzienia, kolonie karne i obozy pracy dla więźniów przywiezionych z kontynentalnej Francji.

Do kolonii karnych trafiali przestępcy z co najmniej 5-letnim wyrokiem. Byli to głównie mordercy, gwałciciele, zdrajcy, ale zdarzali się także oszuści i złodzieje. Kiedy sędzia, reprezentujący majestat państwa francuskiego, ogłaszał wyrok skazujący, każdy oskarżony modlił się w duchu tylko o jedno, żeby nie trafić do kolonii karnej. Dla bardzo wielu była to bowiem podróż w jedną stronę i to nie tylko dlatego, że otrzymywali wyrok dożywocia. Spora liczba skazańców nie dopływała nawet na drugą stronę oceanu. Skuci łańcuchami, stłoczeni w ładowniach statków, pod "opieką" brutalnych strażników, bez odpowiedniego wyżywienia i opieki medycznej masowo umierali w czasie kilkudziesięciodniowej podróży do Gujany. Komu udało się przeżyć, trafiał do Camp de la Transportation, obozu przejściowego skąd transportowano go następnie do rozsianych po całej Gujanie obozów pracy. Dziś dość dobrze zachowane zabudowania Camp de la Transportation to jedna z atrakcji turystycznych miasteczka Saint-Laurent-du-Maroni, położonego nad brzegami rzeki Maroni, a jednocześnie smutny pomnik dawnej historii tego miejsca.

W zależności od rodzaju popełnionego przestępstwa lub kaprysu urzędnika skazańcy z Camp de la Transportation trafiali do więzień na wybrzeże, w głębi kraju lub na wyspie. W każdym z nich zmuszani byli do pracy ponad siły. Nad spełnianiem wyśrubowanych dziennych norm czuwali brutalni strażnicy. Wysiłek fizyczny, ograniczone racje żywnościowe, a przede wszystkim niekorzystne dla Europejczyków warunki klimatyczne, przyczyniły się do dużej śmiertelności. Choroby tropikalne takie jak malaria zbierały obfite żniwa wśród osłabionych skazańców. Kto się nie zaaklimatyzował, nie przywykł do nowych warunków, skazany był na szybką śmierć. Nic więc dziwnego, że około połowa wszystkich zgonów miała miejsce w pierwszym roku odsiadki.

Miejsce, gdzie nikt nie chciał trafić

Najgorszym miejscem, gdzie mógł trafić skazaniec z Camp de la Transportation, była ciesząca się złą sławą Diabelska Wyspa. Miejsce to idealnie nadawało się do utworzenia w nim więzienia dla najgroźniejszych przestępców. Niewielki skrawek skalistego lądu położony na północny wschód od wybrzeży Gujany wyrasta ponad powierzchnię oceanu wysokimi na kilkanaście metrów stromymi klifami. Nie dziwi więc fakt, że początkowo na wyspie wybudowano leprozorium, aby izolować chorych na trąd, a następnie kolonię karną. Ucieczka z wyspy była praktycznie niemożliwa. Fale oceaniczne, uderzające z furią o skalne wybrzeże, były śmiertelnym zagrożeniem. Nawet jeżeli któremuś ze śmiałków udałoby się odpłynąć od brzegów wyspy, czekałoby na niego kolejne zagrożenie - licznie występujące w tym rejonie rekiny. Stosunkowo niska temperatura wód opływających Diabelską Wyspę powodowała, że ewentualna ucieczka wpław nie trwałaby długo. Zdobycie łodzi nie rozwiązywało wszystkich problemów. Nawigowanie na tych kapryśnych wodach nawet doświadczonym żeglarzom sprawiało spore kłopoty, dlatego władze więzienne postanowiły wybudować prowizoryczną kolejkę linową, która zaopatrywała wyspę w najpotrzebniejsze rzeczy.

Uciec za wszelką cenę

Władze penitencjarne uważały, że ucieczka z kolonii karnych jest praktycznie niemożliwa. Do normalnych zabezpieczeń przed ucieczką, takich jak mury, druty kolczaste czy uzbrojeni strażnicy, dochodziły warunki naturalne - niebezpieczne wody Atlantyku, tropikalna dżungla i porośnięte namorzynami bagna. Czy to mogło odwieść skazańców od prób ucieczki? Wydaje się, że tak. Racjonalnie oceniając ryzyko, każdy doszedłby do przekonanie, że ucieczka ma minimalne szanse powodzenia. Skazani na długoletnie więzienie przestępcy, zmuszani do ciężkiej pracy, doprowadzeni do kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej, oceniali jednak swoje szanse inaczej. Dla nich utonięcie w oceanie czy śmierć z wycieńczenia w dżungli były równie prawdopodobne jak śmierć z ręki brutalnego strażnika czy współwięźniów, dlatego wielu spośród osadzonych wolało śmierć podczas desperackiej próby ucieczki niż mgliste nadzieje doczekania końca wyroku. W ponad stuletniej historii francuskich koloni karnych w Gujanie odnotowano 50 tysięcy prób ucieczki. Rekordziści aż pięciokrotnie próbowali swojego szczęścia. Prawie wszystkie próby kończyły się schwytaniem uciekinierów lub ich śmiercią.

Jedyna ucieczka z Diabelskiej Wyspy, zakończona powodzeniem, została poprzedzona kilkuletnimi żmudnymi przygotowaniami. Opisał ją Henri Charriere w biograficznej powieści pod tytułem "Papillon". W 1973 roku amerykański reżyser Franklin J. Schaffner przeniósł ją na taśmę filmową, tworząc wielce sugestywny obraz ludzkiego cierpienia, woli walki i przetrwania w ekstremalnie trudnych warunkach.



W ostatnim odcinku programu "Największe zagadki historii" na kanale Discovery World podróżnik Olly Steeds stara się odtworzyć koszmar pobytu na Diabelskiej Wyspie. Prowadząc żywot skazańca, odsiadującego dożywocie, pracującego ponad siły i brutalnie traktowanego, doprowadza się do skraju wytrzymałości. Następnie próbuje uciec. Przepłynie szeroką na kilometr rzekę, będzie pertraktował z wrogimi tubylcami i przemierzał ocean na własnoręcznie zrobionej tratwie. Wszystko po to, by odpowiedzieć na pytanie: czy ucieczka z Diabelskiej Wyspy jest możliwa? Zobacz czy uda mu się ten nadludzki wyczyn.

Największe zagadki historii: Diabelska Wyspa we wtorek, 29 czerwca o godzinie 21:30 na kanale Discovery World