Pamiątka z wakacji. Herbata z żeń-szeniem

Kiedy w Szanghaju spacerowaliśmy po placu Ludowym (People's Square), podziwiając wysokie budynki będące połączeniem wydłużonego Pałacu Kultury i złowieszczego Gottam City, podeszło do nas troje młodych Chińczyków - dwie dziewczyny i chłopak
Zaczęli rozmawiać, żeby ćwiczyć angielski. Kiedy już dowiedzieli się, ile mamy sióstr, braci, rodziców, co robimy, gdzie mieszkamy, ile mamy lat i zwierząt, zaprosili nas na rytuał picia herbaty. Nasi Chińczycy zwiedzali Szanghaj i to był żelazny punkt ich programu.

W brudnawym pasażu niedaleko głównej ulicy weszliśmy po wąskich schodach na piętro. Potem w niewielkim pokoju uklękliśmy na poduchach leżących przy stole. Zaczęła się ceremonia, a właściwie prezentacja różnych herbat. Pani w jedwabnym stroju ogrzewała czajniczek, zaparzała herbatę, oddawała cześć należną bóstwom, polewała drewnianą ropuchę na szczęście i sprawnym ruchem nalewała nam parujący płyn do czarek.

Próbowaliśmy zwykłej zielonej herbaty, czarnej, aromatyzowanej liczi, białej herbaty w kulkach, które rozkwitały pod wpływem gorącej wody, ukazując skryty w środku różowy kwiat. Uczyliśmy się odpowiednio trzymać czarki w dłoniach i opowiadaliśmy zasłuchanym Chińczykom o Polsce.

Napój parzył usta i był dobry, ale nienadzwyczajny - smaki i aromaty podobne do tego, co znamy z kraju. Ale na koniec poczęstowano nas herbatą z żeń-szeniem. Jest to zielona herbata, której liście zostały nasączone wyciągiem z żeń-szenia i zmieniły się w grudki wyglądające jak omszałe kamienie. Ma ona miodowy kolor i niezwykły smak. Z każdym łykiem na podniebieniu zostaje uczucie lekko pikantnej słodkości, które trwa jeszcze długo. Za każdym razem, kiedy brałam głębszy oddech, wracał do mnie jej smak - jakby powietrze łaskotało usta, wydobywając jego głębię.

Następnego dnia w supermarkecie kupiliśmy dwa kilo herbaty na podróż po Chinach (w każdym pociągu i w każdym pokoju zawsze jest wrzątek do zaparzenia herbaty). Po pięciu tygodniach, kiedy wracaliśmy już do Polski, do plecaków załadowaliśmy kolejne dwie paczki. Herbata za każdym razem zaskakuje mnie swoim głębokim smakiem - niestety, zapasy powoli się kurczą. W najbliższym czasie nie wybieram się do Chin, ale może znajdzie się trochę bliżej chociaż jakaś chińska dzielnica.