Zapraszam na żubra

W Puszczy Białowieskiej możecie jeszcze zobaczyć cuda, o jakich się wam nie śniło. Łażę po niej już od 20 lat. Ale wciąż znajduję miejsca dzikie i nieznane. No i te tutejsze zwierzaki. Niby je znam, a cały czas mnie zaskakują. Ale najważniejsze jest to, że tylko w Puszczy zobaczycie prawdziwy las, jaki został na nizinach naszego kontynentu.
Gdy żubr macha ogonem

Mój prywatny przewodnik po Puszczy zacznę od żubrów. Królowie, a potem carowie chronili ją, bo tu mieszkały ostatnie żubry europejskie. Można zupełnie śmiało stwierdzić, że cała Puszcza, a z nią wiele gatunków, przetrwała do naszych czasów dzięki tym wielkim zwierzętom. Żeby się przekonać, jak duży jest żubr, trzeba go spotkać na wolności. W zoo, za ogrodzeniem, też wydaje się wielki, ale to nie to samo. Wiemy, że może ważyć nawet do tony. Ale taki żubr za płotem jest jak krowa.

Choć widziałem żubry setki razy, zawsze, gdy spotykam je na wolności, dreszcz przechodzi mi po plecach. A przez głowę przelatuje jedna myśl: ruszy na mnie czy nie.

Tak było i tym razem. Schowany za drzewem obserwowałem wielkiego byka. Słyszałem, jak uderza ogonem, i - do diabła - nie wiedziałem, czy ogania się od much, czy też zdenerwował się moim towarzystwem. Z takimi starymi bykami nic nie wiadomo. Poza kręceniem ogonem nie okazują uczuć. To znaczy tuż przed atakiem grzebią nogą w ziemi. Tylko że jak to robią, to sekundę później już mogą na nas pędzić z szybkością ponad 50 km na godzinę.

Człowiek jest bez szans na ucieczkę. Jedyne, co może zrobić, to albo rzucić coś takiemu potworowi pod nogi - wtedy się zajmie tratowaniem naszej kurtki, czapki lub plecaka, albo schować za drzewem.

Ten pierwszy sposób na zatrzymanie żubra pochodzi jeszcze z czasów, gdy polowano na niego z łukiem i dzidą.

Na szczęście dla mnie tym razem wielki byk odganiał tylko muchy.

W polskiej części Puszczy mieszka około 450 żubrów. Czyli jest to największa ostoja tego gatunku w Polsce i na świecie. I pomyśleć, że w tym roku obchodzimy smutną 90. rocznicę zabicia w 1919 roku ostatniego puszczańskiego żubra na wolności.

Na szczęście jest też jeszcze jedna rocznica. W 1929 roku rozpoczęto trwający właściwie do dziś program przywracania tego gatunku Puszczy. Wtedy właśnie przyjechały do zagród w pobliżu Białowieży pierwsze żubry z ogrodów zoologicznych.

Czy szukać żubra w lesie

Otóż można łazić oczywiście po Puszczy, ale coraz częściej spotykam je na skrajach wsi Teremiski, Budy albo Pogorzelce. Naukowcy sadzą, że żubry nie do końca są tak leśnymi zwierzętami, jak o nich dotychczas sądzono. Prawdopodobnie do lasu umknęły przed człowiekiem. Prześladowania żubrów w zamierzchłych czasach nie polegały tylko na polowaniu. Zajmowaliśmy przecież doliny rzeczne, naturalne łąki i zamienialiśmy je na nasze pola.

Dziś żubry po wiekach prześladowań wracają na otwarte trawiaste przestrzenie. Choć wciąż trzymają się skraju lasu, który daje im poczucie bezpieczeństwa.

Kiedy wybrać się na żubra

W środku lata, gdy jest gorąco, nie liczcie na spotkanie. Wtedy wszystkie zwierzęta, nie tylko żubry, chronią się przed upałem w niedostępnych ostępach. Ale już w sierpniu stare byki ruszają na poszukiwanie samic. Zaczynają okres godowy, który sprawia, że i tak mało bojaźliwe byki stają się jeszcze odważniejsze.

A gdy nadejdą jesienne chłody i zima, to żubry przestają się przejmować obecnością człowieka, bo muszą szukać jedzenia. Stoją na łąkach, a naprawdę odważne byki wchodzą do wsi w poszukiwaniu opadłych z drzew jabłek.

Czas od pierwszych październikowych przymrozków do pierwszych majowych upałów ma jeszcze jedną ważną zaletę. By wybrać się na żubry, nie trzeba wstawać przed świtem. Gdy robi się zimno, wychodzą ze swych ostoi dopiero za dnia.

Chłopi i stara krowa

Zimą tutejsze żubry łączą się przy miejscach dokarmiania w olbrzymie stada. W tych stadach są i krowy, i cielęta, i młodsze byki. W lecie te stada rozbiją się na mniejsze. Po kilka, kilkanaście sztuk. Są w nich krowy i cielęta i zawsze takimi stadami dowodzi stara krowa. W zimowych wielkich stadach to ona cieszy się największym szacunkiem. Wiele razy widziałem, jak taka krowa zawsze była pierwsza przy jedzeniu albo poszturchując inne żubry zmuszała je do marszu.

Byki też mają swoje stadka. Takie, które przypominają luzackie męskie grupy. - Wie pan, tam panuje taki porządek jak u chłopów, co idą na piwo - tłumaczył mi Aleksander Waszkiewicz, emerytowany pracownik Białowieskiego Parku Narodowego. - Czyli nie ma tam żadnej hierarchii i każdy robi, co chce.

Takie stadko składające się z trzech całkiem młodych i trzech nieco starszych byczków od roku mieszka w pobliżu Teremisek.

No i są wreszcie stare byki. Samotne, które nikogo się nie boją.

Oko w oko z królem

Zapomnijcie o podchodzeniu krów z cielętami. Są one niezwykle płochliwe. W lecie zobaczyć ich nie sposób. Trzask złamanej gałązki spowoduje, że zwieją, zanim cokolwiek będzie można dostrzec w zielonym gąszczu. Zimą też trudno zobaczyć stado, bo są one dokarmiane w ostojach, a do tych nie można wchodzić.

Jedyne miejsca, gdzie można z daleka, ale w bardzo pięknej scenerii oglądać wielkie zimowe stada złożone z krów i cieląt, to łąki w okolicach wsi Siemianówka i Babia Góra na północy Puszczy. Tam rolnicy wspomagani przez Park Narodowy zostawiają stogi siana, z których bardzo chętnie korzystają żubrze stada. Ale nawet tam są one bardzo płochliwe. Dlatego najlepiej jest je obserwować, nie schodząc z drogi. Najmniejszy ruch w ich kierunku spowoduje, że natychmiast zaszyją się w gęstwinie tamtejszych lasów.

Można je znakomicie obserwować przez lornetkę albo lunetę. Szczególnie pięknie wyglądają w zimowe mroźne poranki, gdy srebrzysty szron pokrywa ich grzbiety.

Jeżeli spotkacie żubra oko w oko, najpewniej będzie to właśnie samotny byk. Może się zdarzyć, że nagle wyrośnie przed wami i nie będzie chciał uciekać. Możecie koło takiego byczyska przejść nawet parę metrów i nie zareaguje. Gdy stoi nieruchomo, wygląda jak wykrot albo jak zawalone drzewo, których w Puszczy nie brakuje.

Ale gdy dostrzeżecie takiego kolosa, nie podchodźcie. Pamiętajcie, że szczególnie teraz, jesienią, miłość mogła mu namieszać w głowie i może być nieobliczalny. Obserwujcie go z odległości kilkudziesięciu metrów. Jeżeli zachowacie się spokojnie, to będziecie mogli cieszyć się widokiem króla naszych zwierząt przez długi czas.

Wielkie drzewa i małe zwierzaki

- Ten las jest jak z baśni - moja norweska znajoma nie może wyjść z zachwytu. Przemierzamy rezerwat ścisły Białowieskiego Parku Narodowego. Jest tu ciemno i parno. Gryzą nas komary. Pomimo to jest zachwycona. Szczególne wrażenie robią na niej gigantyczne drzewa. Takich nie ma w całej Europie. Białowieskie dęby mogą dożywać 600 lat. Są strzeliste, a nie rozłożyste, bo tu toczy się bezpardonowa walka o światło. Dlatego na dnie lasu mało co rośnie.

Największy dąb, "Maciek", ma obwód pnia grubo przekraczający 7 metrów i wysokość ponad 40 metrów. Tutejsze świerki sięgają prawie 50 metrów, a pnie mają obwód ponad 3 metry. Lipy rosną powyżej 30 metrów, a jedna z nich ma pień gruby na 5 metrów. Sosny są nieco smuklejsze: grubość pnia w obwodzie przekracza 3 metry, a wysokość dochodzi do 40 metrów.

To te gigantyczne drzewa tworzą Puszczę. Są siłą, od której wszystko tu zależy. Wielkie dęby co sześć-osiem lat zrzucają olbrzymie ilości nasion. Z jednego drzewa nawet tony. To okres obfitości dla gryzoni. Nornice i myszy rozmnażają się wtedy na potęgę. Na jednym hektarze może wtedy być aż od 300 do 400 myszy leśnych i nornic, podczas gdy w normalnych latach jest ich kilkanaście.

One z kolei stanowią pokarm drapieżników: sów, łasic i kun. Świetnie się mają wtedy dziki, żubry i jelenie. Niestety, działa zasada, że gdy ktoś zyskuje, ktoś inny traci. Gryzonie nie tylko jedzą żołędzie. Myszy i koszatki uwielbiają przekąsić też trochę zwierzęcego białka. Włażą do dziupli i plądrują gniazda muchołówek. Taki sam los spotyka świstunki, które robią gniazda tuż nad ziemią, w gęstych zaroślach. Gdy żołędzie się kończą, świstunki i muchołówki mogą czuć się bezpieczniej. Za to wyspecjalizowane w polowaniach na gryzonie sowy włochatki wpadają w kłopoty. W najbliższych latach w Puszczy będzie trudno usłyszeć ich wołanie, bo samce wołają samice do swych dziupli tylko wtedy, gdy w okolicy jest wystarczająco dużo gryzoni. Chodzi o to, by zapewnić pożywienie dla całej rodziny.

Kłopot będą miały też łasice. Jak powiedział dr Karol Zub z Zakładu Badania Ssaków PAN w Białowieży, ważąca około 100 gramów łasica musi dziennie zjeść dwie około 30-gramowe myszy.

Na wsyp żołędzi będziemy musieli poczekać jeszcze parę lat. Ostatni wielki rok żołędziowy mieliśmy w 2006. Dlatego, gdy przyjedziecie do Puszczy w maju przyszłego roku, szukajcie raczej muchołówek. Znaleźć je najłatwiej tam, gdzie są jeszcze stare dziuplaste graby. Muchołówki wolą nie korzystać z dziupli wykutych przez dzięcioły, bo one potrafią odwiedzać swoje stare domostwa i przy okazji wyjeść jaja albo pisklęta mniejszych ptaków. Śliczne czarno-białe samce muchołówki białoszyjej są łatwe do wypatrzenia i usłyszenia. Gdy zbytnio zbliżymy się do dziupli, gdzie mieszkają, będą wyraźnie pikać zdenerwowane. Wtedy trzeba się odsunąć. Wystarczy dobra lornetka i z odległości kilkunastu metrów można zupełnie spokojnie obserwować, jak samiec na przemian z szarą samiczką karmią pisklęta.

Dzięcioł z żółtą czapeczką

Puszczę w miejscach, do których nie dotarł człowiek z gospodarką leśną, można nazwać krainą dziupli. Są tu dziuple naturalne, powstałe, gdy oderwała się gałąź, a grzyby i bakterie zaczęły drążyć w drzewie. Albo takie, które powstały, gdy trzaskający mróz rozsadził pień. Wreszcie są też takie, które wykuwają ptaki.

Każdy z żyjących w Puszczy gatunków dzięciołów, poza krętogłowem, robi kilka dziupli w roku. Jest więc dziupla służąca wychowaniu młodych, są dziuple, w których śpi samiec lub samica, a później jeszcze dziuple zimowe. Ostatnie badania pokazują, że dzięcioły nie tylko korzystają z siły swojego dzioba. Jest pewna symbioza między niektórymi gatunkami dzięciołów i grzybów, które wykonują za ptaka część pracy. Dzięcioły nie tylko ranią, aby ułatwić infekcję drzewa przenoszonym przez wiatr zarodnikom grzybów, ale też najczęściej do tej infekcji doprowadzają, bo zarodniki mają na dziobie i piórach. Grzyb kruszy lub zmiękcza drewno, w którym potem dzięciołowi łatwiej kuć.

Czy to jest niebezpieczne dla samego drzewa? Nie zawsze. Dzięcioły przenoszą tylko te gatunki lub rodzaje grzybów, które działają selektywnie. Atakują twarde części pnia, a zostawiają warstwy odpowiedzialne za przewodzenie wody i soków. Drzewo więc żyje dalej, co jest w interesie ptaka. Spróchniałe mogłoby paść razem z gniazdem. Grzyby odgrywają jeszcze jedną ważną rolę w tutejszych dziuplach, i to zarówno tych wykutych przez dzięcioły, jak i powstałych w inny sposób. Otóż zaraz po uwiciu w dziupli gniazda, na przykład przez sikory albo muchołówki, jest ono przez grzyby zżerane. Gdy młode opuszczają dziuple, po gnieździe nie ma już zwykle śladu. Dzięki temu łatwiej ptakom utrzymać higienę, bo ich pasożyty tracą miejsce, w którym mogłyby przezimować do następnego okresu lęgowego.

Najwcześniej, bo już w połowie marca, zaczyna wykuwać dziuplę dzięcioł białogrzbiety. To jeden z naszych największych i najrzadszych dzięciołów. Poznać go można po czerwonej czapeczce i białym wzorze na plecach. Ornitolodzy z całego świata pielgrzymują do Puszczy, by go zobaczyć. Białogrzbiety potrzebuje do życia obumierających i obumarłych drzew liściastych. Nie tylko po to, by zrobić sobie w nim dziuplę, ale również w poszukiwaniu olbrzymich larw chrząszczy, które potrafią przez całe lata rozwijać się w obumarłych pniach.

Dzięcioł białogrzbiety jest jednak bardzo płochliwy. Poza tym można go łatwo pomylić z dość pospolitym dzięciołem dużym, którego w Puszczy nie brakuje. Rozczarowania nie będzie, gdy uda się wam trafić na inną dzięciolą rzadkość, a mianowicie na dzięcioła trójpalczastego. Nie sposób go pomylić z żadnym innym gatunkiem dzięcioła. Owszem, jest czarno-biały, jak pozostałe, ale sylwetkę ma nieco bardziej krągłą. Sprawia wrażenie wiecznie nastroszonego. Samica na głowie nie ma nic, za to samiec nosi gustowną żółtą czapeczkę - tu warto przypomnieć, że pozostałe dzięcioły mają czerwoną. Najważniejszą cechą tego gatunku są łapki zaopatrzone w trzy palce, podczas gdy pozostałe gatunki mają po cztery. Wbrew pozorom wcale nie będzie wam trudno przyjrzeć się łapkom tego ptaka. Dzięcioły trójpalczaste są bardzo ufne wobec ludzi. Zimą może się zdarzyć, że opukującego pnie ptaka będziecie obserwowali z odległości kilku metrów. Również przy dziupli dzięcioły nic nie robią sobie z obecności człowieka i karmią pisklęta. Ten gatunek akurat najpóźniej wykuwa dziuple. Jeżeli usłyszycie w pierwszej połowie czerwca dochodzące gdzieś z głębi lasu wołanie młodych dzięciołów, takie szalone ki, ki, ki, to może gdzieś tam jest dziupla wykuta przez dzięcioła trójpalczastego. Może właśnie tam będziecie mogli go zobaczyć.

Życzę wam tego, bo nie ma piękniejszego dzięcioła w naszym kraju.

Niestety, w czasie kilkunastu lat widziałem tylko cztery razy taką dziuplę. Dzięcioł trójpalczasty nie może żyć bez martwych i zamierających świerków. Takich, w których szaleje kornik uznany przez nas, ludzi, za szkodnika. To w takich świerkach wykuwa dziuple i na nich szuka pokarmu. Las bez nich jest dla niego jak pustynia. Gdy w pobliżu nie ma takich świerków, nawet nie próbujcie szukać tego dzięcioła. Niestety, znalezienie go nie będzie łatwe, bo w ostatnich latach tysiące martwych świerków zostało w Puszczy wyciętych.

Umarło, a żyje

Wielkie drzewo jest ważne dla tutejszej przyrody nie tylko, gdy żyje. Upadające drzewa przekopują Puszczę. Wzruszają glebę, gdy ich korzenie unoszą się nad jej powierzchnię i tworzy się wykrot. Podobno cały obszar rezerwatu ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego, czyli około 50 km kw., zostaje w ten sposób dokładnie przekopany w ciągu ponad 200 lat.

Górki, które widzicie w tych częściach lasu, do których jeszcze nie wkroczył człowiek, to wspomnienie po rozłożonych kolosach. Ile takie drzewo się rozkłada? Naukowcy przyjęli zasadę, że około jednej piątej wieku, do jakiego dożyło. Czyli dąb, który żył 500 lat, zniknie po 100 latach.

To właśnie to martwe drewno stanowi o tym, że Puszcza jest taka bogata. Prof. Jerzy Gutowski z Instytutu Badawczego Leśnictwa wylicza, że z 7 tysięcy gatunków chrząszczy, które żyją w Polsce, w Puszczy mamy około 3000, przy czym prawie połowa z nich związana jest właśnie z martwym drewnem. Niektóre z nich wymagają do swego rozwoju drzew ponad 200-letnich, o średnicy pnia ponad 40 cm. Takim chrząszczem jest pachnica dębowa, chroniony, bardzo rzadki gatunek owada, którego nazwa wzięła się stąd, że rzeczywiście ładnie pachnie.

Ale drzewa olbrzymy to rzadkość. Całe lata na ich poszukiwanie poświęcił Tomasz Niechoda. Jest nauczycielem historii w jednej z lubelskich szkół i każdą wolną chwilę poświęca na szukanie wiekowych dębów, lip, jesionów, sosen i świerków. Nikt nie zna ich tak dobrze jak on. Niestety, z zebranych przez niego informacji jasno wynika, jak duża jest różnica między terenami chronionymi i tymi, na których można ciąć. Szukanie gigantów poza parkiem narodowym przypomina szukanie igły w stogu siana. Na terenie rezerwatu ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego, który stanowi około 8 proc. powierzchni Puszczy, mamy 1200 dębów o grubości pnia powyżej 4 metrów, a na dziesięć razy większym obszarze, gdzie człowiek zajmował lub zajmuje się lasem, jest ich mniej więcej tyle samo, a powinno być wielokrotnie więcej.

Największe świerki nie rosną tam, gdzie się je ratuje przed kornikami, ale w rezerwacie Białowieskiego Parku Narodowego, gdzie przyroda rządzi się sama. Wielkie lipy można też zobaczyć niemal wyłącznie na terenie rezerwatu.

Zakochany ryś

Kto nie chciałby spotkać prawdziwego puszczańskiego drapieżnika? Na przykład rysia? Chętnie udzielę wam paru wskazówek. Otóż rysie uwielbiają wszelkie mostki. Zimą, przyglądając się kolejnym mostkom, na pewno w końcu traficie na tropy rysia. Od wilczych różni je zwykle to, że rysie jako koty chodząc nie mają wysuniętych pazurów. Na tym moje rady, jak zobaczyć rysia, się kończą i już piszę dlaczego.

Otóż przez wiele lat tropiłem rysia. W lecie i zimą na nartach. Z zasiadki i za pomocą specjalnych kamer. I przez kilkanaście lat nie udało mi się zobaczyć nawet kawałka ogona. Jakby tego było mało, wszyscy moi znajomi, nawet ci, co przyjeżdżali do Puszczy na kilka tygodni, spotykali rysie. W końcu nie wytrzymałem i oświadczyłem, że gdy tylko zobaczę rysia, rzucę palenie. Byłem wtedy nałogowym palaczem, puszczającym z dymem nawet do dwóch paczek papierosów dziennie. Byłem przekonany, że nieprędko się rozstanę z nałogiem nawet po tej zapowiedzi, bo przecież wyraźnie ryś nie chciał mi się pokazać.

Minęły dwa tygodnie. Jadę sobie z Hajnówki z zakupów. Na siedzeniu leży karton papierosów, a ja sobie ćmię. I nagle w świetle reflektorów pojawia się zwierzę. A dokładnie piękny wielki ryś. Idzie sobie godnie i powoli przez szosę zaledwie 500 metrów od naszego domu. Patrzyłem jak urzeczony, a potem zgasiłem papierosa. Był ostatnim, jakiego wypaliłem.

Później rysia widziałem jeszcze raz. Ale parę razy słyszałem. Wczesną wiosną, gdy w nocy usłyszycie dochodzący z lasu głos przypominający szczekanie, to będzie zakochany ryś.

Wilk na drodze

Nieco wcześniej, bo w lutym, z miłości wyją wilki. Potem wyją bardzo we wrześniu, gdy młode są na tyle duże, że polują z rodzicami, co wymaga częstego komunikowania się. Wycie młodych łatwo poznać, bo jest strasznie nieskładne i chaotyczne w przeciwieństwie do jednostajnego wycia dorosłych.

Wilki widziałem wiele razy. Sposób na nie jest prosty. Trzeba po prostu chodzić po drogach. Wilki też lubią po nich chodzić. Te niezwykle inteligentne zwierzęta nie będą pchały się w krzaki, gdy łatwo można biegać po drogach. Schodzą z dróg tylko po to, by zapolować. Zimą po takich tropach, które nagle zeszły z drogi, można trafić do zabitego przez wilki jelenia.

Gdy znajdziecie taką ofiarę, jak najszybciej zostawcie ją w spokoju. Nie chodzi oczywiście o martwego jelenia, ale o całą masę zwierzaków, które korzystają z pozostawionej przez wilki uczty. Takim kawałkiem mięsa nie gardzą orły bieliki, kruki, myszołowy, lisy, jenoty, kuny, a także dzięcioły i sikorki. Zresztą podejrzewam, że kruki śledzą wilki w nadziei, że zawsze coś po nich zostanie. Z kolei na krakanie kruków, najlepszych leśnych szperaczy, przylatują orły bieliki.

Te największe polskie ptaki drapieżne można spotkać w Puszczy tylko zimą, gdy niczym sępy patrolują teren w poszukiwaniu kruków, a raczej znalezionej przez nie padliny.

Sóweczka się nie boi

Przez cały rok za to mieszka w Puszczy sóweczka. Najmniejsza nasza sowa, która waży około 80 gramów i jest wielkości szpaka. Próba jej wypatrzenia w białowieskiej gęstwinie jest skazana na niepowodzenie. Ten maleńki ptaszek o maskującym ubarwieniu świetnie zlewa się z otoczeniem. Za to już w lutym można usłyszeć jego wołanie. Nad ranem albo o zmierzchu, ale czasami też w środku dnia, samce gwiżdżą. Gwiżdżą, jakby gwizdał człowiek. Ten głos ułatwi wam znalezienie sóweczki.

A gdy ją już wypatrzycie, czeka was prawdziwa przyrodnicza uczta. Sóweczki nie są aktywne nocą, bo słabo widzą w ciemnościach. Obserwuje się je za dnia. Mało tego, podobnie jak dzięcioły trójpalczaste nie boją się ludzi. Mogą usiąść wam nad głową. Nie bujam, parę razy mi się to zdarzyło. A najciekawsze jest to, że należą do najlepszych myśliwych wśród puszczańskich ptaków. Biorąc pod uwagę stosunek wagi własnej do wagi ofiary, z sóweczką - która zabija nawet większe od siebie ptaki - nie może się równać puchacz, myszołów lub jastrząb, które zabijają ofiary mniejsze od siebie. Dlatego sóweczka, gdy tylko gdzieś się pojawi, wywołuje panikę wśród drobnych ptaków. Jeżeli usłyszycie zaniepokojone sikory, zięby i kowaliki, to być może gdzieś w pobliżu na gałęzi siedzi ten sowi karzełek.

W rzekach i na łąkach

Tutejsze rzeki, gdy skuje je lód, są znakomitym miejscem do obserwacji bobrów, wydr i norek. Wystarczy tylko znaleźć miejsce wolne od lodu i spokojnie usiąść. Wcale nie trzeba czaić się nad ranem i iść gdzieś głęboko w las. Świetnym miejscem do obserwacji bobrów i wydr są trzy mostki znajdujące się w Białowieży. Widziałem z nich polujące na żaby i ryby wydry i obgryzające wierzby bobry. Widok niezapomniany.

Za to gdy lód zacznie puszczać, na tutejszych łąkach pojawiają się żurawie. Czasami można ich zwariowane tańce godowe obserwować z całkiem niewielkiej odległości.

Potem, gdy już zrobi się bardzo ciepło, żurawie usiądą na jajach. Natomiast wydry i bobry będą wychodzić z kryjówek tylko w nocy. Latem największą białowieską atrakcją jest orlik krzykliwy. Poznać go po tym, że gdy szybuje nad łąkami, w przeciwieństwie do większości ptaków drapieżnych skrzydła ma opuszczone w dół. Zresztą to niejedyne dziwactwo tego orła. Czasami można pomylić go z zającem, bo na swoje ofiary, do których należą żaby, węże i gryzonie, poluje albo biegając po ziemi, albo śmiesznie podskakując.

Orliki możecie oglądać już w kwietniu, jak szybują nad polanami. W drugiej połowie września ptaki te ruszają na wędrówkę do Afryki. Zniknięcie orlików oznacza, że nadeszła jesień.