Leniwa niedziela w Madrycie

Życie na ulicach Madrytu budzi się wcześnie rano i tętni aż do późnych godzin nocnych. Kolejne dni tygodnia upływają szybko i intensywnie, aż nagle znowu przychodzi niedziela - cały dzień na to, by bez pośpiechu cieszyć się Madrytem

Zacznijmy od dobrego śniadania. Madrilenos lubią jadać poza domem. W tygodniu wystarczy szybka kawa, mocna i aromatyczna. W niedzielę jednak, jest czas na to by rozsiąść się z gazetą, najlepiej na świeżym powietrzu, w promieniach porannego słońca, i zamówić tradycyjne churros con chocolate. Podłużne, zrobione z ciasta przypominającego pączki churros macza się w gęstej, gorącej czekoladzie lub kawie. Jeżeli usiedliśmy w środku kawiarni, przy barze, możemy swobodnie rzucać na ziemię zużyte serwetki, niedopałki papierosów itp. Jest to ogólnie przyjęty zwyczaj, co łatwo zauważyć wchodząc do pierwszego lepszego lokalu.

W niedzielny poranek warto zawitać na Rastro. Cała ulica zapełnia się straganami z najróżniejszymi towarami. Od ręcznie robionej biżuterii, kolorowych ubrań, przez używane książki, aż po stare lustra, ale też przedmioty mniej romantyczne jak rajstopy czy majtki w promocyjnych cenach.

Z Rastro można zrobić sobie nieco dłuższy spacer w stronę dworca Atocha i alei Paseo del Prado, okolicy, w której skupiły się najważniejsze muzea w mieście: Prado (www.museodelprado.es ), Thyssen-Bornemisza (www.museothyssen.org ), Reina Sofia (www.museoreinasofia.es ), a ostatnio także Caixa Forum.
Co więcej, już samo Paseo del Prado pełni funkcję muzeum na otwartym powietrzu. W ramach wystaw tymczasowych na całej długości ulicy wystawiane są rzeźby światowej sławy artystów . W niedzielę do muzeów możemy wejść za darmo.

Jeśli po wyjściu z muzeum zapragniemy zaczerpnąć trochę świeżego powietrza, najlepiej przemieścić się do leżącego niedaleko Parku Retiro. Imponujący harmonią, architekturą i roślinnością park, w weekendy tętni życiem. Poza spacerującymi turystami i rodzinami z dziećmi, na pewno spotykamy tu grupy młodych ludzi. Tradycyjnie w niedzielę zbierają się zawsze w tym samym miejscu, by grać razem na bębnach. Większość z nich to emigranci ze wszystkich stron świata. Do Madrytu przywieźli swoją muzykę, temperament i kulturę.

Spacerując dalej po parku natkniemy się na Palacio de Cristal (Szklany Pałac), w którym organizowane są wystawy sztuki współczesnej, a także na bardzo nietypowy pomnik, a mianowicie pomnik szatana... Madryt jest prawdopodobnie jedyną europejską stolicą, która może pochwalić się takim zabytkiem. Rzeźba przedstawia Upadłego Anioła odchylonego do tyłu i jakby uchwyconego w chwili spadania w czeluście piekieł...



Po dłuższym spacerze przychodzi czas na obiad. Jeśli mamy ochotę przekąsić coś szybko, proponuję kanapkę z kalmarami, z której słyną madryckie bary. Bardzo dobry i niedrogi bar z tym przysmakiem można znaleźć w jednym z narożników Plaza Mayor. Niedaleko też znajduje się restauracja, która może zainteresować wielbicieli pisarza Arturo Pereza - Reverte. W Capitan Alatriste, nazwanej na cześć jego najsłynniejszej książki, można, przy odrobinie, szczęścia spotkać samego autora.

Zaczął zbliżać się wieczór, jutro trzeba wstać do pracy. Szkoda jednak rozstawać się z miastem. Na dobry koniec weekendu wybieramy się więc na drinka. Z wielu możliwości wybrałabym Populart (www.populart.es ) na ulicy Huertas. Codziennie można posłuchać tam na żywo jazzu albo bluesa. W końcu jednak i tam muzyka cichnie, a miasto kładzie się spać.

Ceny:
churros con chocolate - 3-5 euro
kalmary przy Plaza Mayor - 5 euro
obiad w restauracji Capitan Alatriste - powyżej 30 euro
bilet na przejazd metrem - 1 euro, 10 przejazdów - 7 euro
piwo w Populart - ok. 6 euro
muzea - w niedzielę wstęp wolny

TEKST: AGNIESZKA OSZKODAR

ZDJĘCIA: AGNIESZKA OSZKODAR, SHUTTERSTOCK