Śladami Pawła Apostoła

Ten niezwykły podróżnik przemierzył lądem i wodą tysiące kilometrów. Gdy papież Benedykt XVI ogłosił rok św. Pawła, ruszyłam jego śladami po Turcji
Zaczęliśmy wraz z mężem od Antakyi, na granicy z Syrią (1,5 godz. lotu ze Stambułu). To miejsce apostołowie Paweł i Piotr obrali za centrum organizacyjne swoich misji. I Paweł stąd właśnie wyruszał w trwające dziesięć lat podróże.

Starożytni zwali je Antiochią. Półmilionowe miasto między wzgórzami nad rzeką Orontese tętniło życiem, zatrzymywały się tu wielbłądzie karawany. Obok Aleksandrii i samego Rzymu należało do najważniejszych miast rzymskiego imperium. Podobnie jak Efez i Korynt było jednym z centrów wczesnego chrześcijaństwa. Do referendum w 1939 r. było syryjskie pod francuskim protektoratem. Współcześni mieszkańcy (140 tys.) nazywają je starym imieniem Hatay.

W tym sennym mieście spotkamy ślady kultury greckiej, rzymskiej, arabskiej i francuskiej. Uwagę zwracają pięknie kute balkony, z których sterczą spalone słońcem grube liście fikusów, oraz mozaiki na ścianach i podłogach. Wnętrza domów chronią przed upałem drewniane okiennice. Na ulicy salam alejkum słyszy się częściej niż merhaba, a kuchnia serwuje potrawy pikantniejsze niż reszta Turcji (sporo w niej tradycyjnych arabskich dań, jak choćby humus - ugotowany groch starty z czosnkiem, z dodatkiem oliwy, jogurtu, soku z cytryny i sproszkowanej papryki).

W starym, zakurzonym centrum mężczyźni grają w domino w cieniu figowca. Piją gorzko-słodką herbatę ze szklaneczek w kształcie tulipanów i przyjaźnie zerkają na obcych. Tuż obok mała rzeźnia, na chodniku przed wejściem leży głowa krowy. Młody pomocnik rzeźnika chętnie udziela informacji: - Kościół św. Piotra? Tam, na obrzeżach miasta, wśród skał.

Jedziemy kilka minut minibusem, a potem idziemy 300 m asfaltową drogą w górę. Płacimy 5 lir (ok. 9 zł) i wchodzimy na taras przed świątynią. Jej kamienną fasadę zbudowali krzyżowcy po odkryciu w 1098 r. pieczary, czyli kościoła św. Piotra.

Z promieniami popołudniowego słońca przekraczamy mozaikę na szerokim progu, wytartą tysiącami stóp. Wąskie okna, na środku kamienny ołtarz. Ściany pokrywają wilgotne zacieki. Tutaj zbierali się ci, którzy słuchali Piotrowych kazań (własnoręcznie wykopał pieczarę ok. 50 r. n.e. właśnie w tym celu) i którym nadano nazwę chrześcijan. 29 czerwca, w dzień św. Piotra i Pawła, oraz na Boże Narodzenie odprawia się tu mszę.

Jednak chłód nie pozwala siedzieć zbyt długo w środku. Z tarasu mamy widok na Antiochię: po zachodniej stronie rzeki - ta schludna i nowoczesna z czasów republiki, po wschodniej - stara, otomańska, zniszczona za sprawą trzęsień ziemi. Wyznawcy Chrystusa prześladowani w Jerozolimie znaleźli tu schronienie i miejsce do krzewienia nowej religii.

Samotny sprzedawca pamiątek oferuje krzyżyki z czarnego kamienia z wydrapanym imieniem: "St. Pierre" i zachęca, byśmy odwiedzili źródło powyżej. Cudowna woda ze źródła Hebron 2 tys. lat temu miała uzdrawiającą moc - po obmyciu nią twarzy znikały ponoć wszelkie choroby. Wiele osób nadal praktykuje tu ablucje.

W muzeum archeologicznym w centrum czeka jedna z najbogatszych na świecie kolekcji rzymskich mozaik. Dziesiątki obrazów z kamyków - w całości lub ich pokaźne fragmenty - pokrywają ściany wewnętrzne i zewnętrzne, tarasy i podcienia. "Oko zła", "Okeanos i Tetyda", "Dionizos"... Barwną historię Antiochii ukazują również monety z wizerunkami greckich, rzymskich i otomańskich władców (ich imiona znałam dotąd tylko z kart historii).

***

W autobusie do Tarsu (Tarsus), skąd pochodził apostoł Paweł, jest jeszcze kilka wolnych miejsc - kierowca zatrzymuje się na każde skinienie (3,5 godz. jazdy, 17 lir). Po drodze obserwujemy codzienne życie mieszkańców wiosek i osiedli, zwłaszcza że toczy się ono na podwórkach i na chodnikach. Jedyne drzewa w tym suchym i gorącym klimacie to oliwki i cytrusy.

Mijamy Iskenderun (turecka nazwa dawnej Aleksandretty, handlowego i wojennego portu założonego przez Aleksandra Wielkiego w 333 r. p.n.e.). Widać nowoczesne osiedla i mnóstwo hoteli. Po prawej stronie pokryte śniegiem szczyty Antytaurusu, po lewej lazur Morza Śródziemnego. Kolejne miasta przyklejone do siebie można zidentyfikować tylko po tablicach z nazwą.

2-3 km przed Tarsem przesiadamy się w miejski busik (autobus pędzi dalej). Miasto liczy sobie 8 tys. lat i jest uważane za jedną z najstarszych osad nie tylko w Turcji, ale też na świecie. Na ulicach tego portu mieszało się niegdyś wiele języków - aramejski, greka, łacina i hebrajski. To również miejsce urodzenia Saula (Szawła), który przyszedł na świat ok. ośmiu lat po Chrystusie, w pobożnej żydowskiej rodzinie. Stąd udał się do Jerozolimy po nauki. Gdy zbliżał się do Damaszku - jak podają Dzieje Apostolskie (9, 3-5) - "olśniła go światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał (...): »Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? « »Kto jesteś, Panie? « (...) »Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić «.

Wkrótce z prześladowcy nowej wiary stał się jej wyznawcą i misjonarzem. W Damaszku został ochrzczony i odtąd znany jest jako Paweł z Tarsu.

W 300-tysięcznym mieście przeważają nowe bloki. Z dawnych czasów ocalały jedynie Wrota Kleopatry (egipska królowa szła tędy na spotkanie rzymskiego generała Marka Antoniusza), antyczna ulica o szerokości 6,5 m, ułożona z bazaltowych płyt i fundamenty łaźni wzdłuż niej, pozostałości starożytnego domostwa oraz tzw. studnia św. Pawła, głęboka na 30 m (wstęp 2 liry).

Na starówce, parę uliczek od hotelu Zorbas (40 lir, skromnie ale czysto), znajduje się kościół św. Pawła z XVII/XVIII w. Przez lata był w nim magazyn wojskowy; w 1943 r. został skonfiskowany przez państwo, a potem przemianowany na muzeum. Nagie mury, nie ma nawet krzyża, na ścianie tylko tablica z portretem świętego. Na paru krzesłach przed ołtarzem przysiadają nieliczni pielgrzymi. W otaczających muzeum ogrodach przewodniczący Konferencji Biskupów Turcji biskup Luigi Padovese, watykański ambasador Antonio Lucibello i sekretarz generalny Gabrielle Gaccia zainaugurowali 21 czerwca rok św. Pawła - potrwa do 29 czerwca 2009 r.

***

Podążamy teraz drogą wzdłuż wybrzeża, mijając półmilionowy Mersin i kolejne przyklejone doń miasta. W Silifke autobus zaczyna się mozolnie wspinać na Wyżynę Anatolijską (1630 m n.p.m.). Długa i po zatłoczonym wybrzeżu prawie bezludna zdaje się droga do Ikonium (Konya): ponad 350 km i 6 godz. w autobusie. Paweł i Barnaba też tu przybyli: "Gdy jednak dowiedzieli się, ze poganie i Żydzi wraz ze swoimi władzami zamierzają ich znieważyć i ukamienować, uciekli do miasta Likaonii" (Dzieje Apostolskie "Działalność w Ikonium",14,5-6).

Dziś słynie jako miasto wirujących derwiszów i ojczyzna średniowiecznego filozofa, mistyka i poety - Maulany. Dla nas to również główny powód do odwiedzin. Maulana Dżalaluddin Rumi urodzony 20 września 1207 r. w afgańskim Balch przybył do Ikonium wraz z ojcem. Kiedy podziwiany przez niego derwisz Shems został zamordowany, pogrążony w smutku Maulana sporządził z jego ubrania luźny płaszcz i fez i wirował tak w ogrodzie. Słynne są jego słowa: "Jest wiele dróg do Boga; ja wybieram te od tańca i muzyki". Maulana zmarł 17 grudnia 1273 r., jego ciało złożono w mauzoleum. To niebieski budynek z zieloną wieżyczką i minaretem z 1274 r., znakomicie utrzymany. Delikatne dźwięki trzcinowych piszczałek wprawiają nas w błogi nastrój. Wokół perskie naczynia na wodę, srebrne przedmioty, jedwabne dywany modlitewne i 800-letnie księgi Koranu. Pogrążeni w modlitwie wierni zwróceni są ku sarkofagowi. Mają przymknięte oczy, a ręce rozłożone w geście ofiary.

***

Nazajutrz minibus zabiera nas 120 km na północny wschód, do Aksehir; tam przesiadka do Yalvaç, 33 km dalej. Na wzgórzach widać ruiny miasta. Spokój i cisza, żadnych turystów. W 46 r. n.e. w tym kosmopolitycznym rzymskim osiedlu o nazwie Antiochia Pizydyjska Paweł i Barnaba głosili Słowo Boże. Jednak - jak podają Dzieje Apostolskie (13, 50) - "Żydzi podburzyli pobożne a wpływowe niewiasty i znaczniejszych obywateli, wzniecili prześladowania Pawła i Barnaby i wyrzucili ich ze swoich granic".

Na miejscu synagogi zbudowano z czasem bizantyjski kościół, pozostały po nim kamienne resztki. Są też ślady amfiteatru, w którym rzucono lwom na pożarcie Teklę, pierwszą nawróconą przez Pawła kobietę. Według legendy ocalała, gdyż osłonił ją jeden z lwów. Odrzucona przez rodzinę i społeczność postanowiła spędzić resztę życia w grocie w Silifke na modlitwach, leczeniu chorych i nauczaniu nowej wiary.

Odkopano zaledwie dziesiątą część miasta. Bazylika, łaźnie, spory fragment akweduktu (liczył 10 km), domy i teatr ciągle świadczą o jego dawnej potędze. Samotny stróż pobiera skromne opłaty za wejście i pilnuje ruin przed grabieżą (mieszkańcy "zaopatrują się" tu w dobry materiał budowlany).

Przy drogach pasą się długowłose czarno-białe kozy, dalej sosnowe wzgórza i samotni pasterze ze stadami owiec. Godziny w autobusie, tygodnie dla wędrowca takiego jak Paweł...

Milionowa Bursa, dawna stolica osmańskiego imperium, tętni życiem XXI w. Starych uliczek prawie nie widać (pozostał tylko 600-letni meczet Yesil Cami), są za to czteropasmowe jezdnie, salony Hondy, BMW, Peugota, Fiata i dworzec autobusowy przypominający raczej lotniczy. Bursa - niegdyś centrum handlowe jedwabnego szlaku - to i dziś raj dla miłośników jedwabiu.

Lżejsi o 100 lir za noc w przyzwoitym hotelu w centrum (w sezonie drożej), ruszamy w stronę Morza Egejskiego. Za miastem zielono od kasztanowców, oliwek i granatowców. 250 km dzieli nas od miasta Çanakkale u wejścia do cieśniny Dardanele. Ten długi na 65 km, a szeroki zaledwie na 1300 m wodny przesmyk rozdziela Europę i Azję. Stąd od legendarnej Troi dzieli nas tylko 15 km (nie możemy jej ominąć, nawet jeśli Paweł tu nie zawędrował(bilet 5 lir).

***

Autobus wiezie nas 80 km na południe, do Behramkale (antyczne Assos). Wiekowe drewniane domostwa, brukowane ulice, starzy ludzie i bardzo mało dzieci. Tylko kable elektryczne i anteny satelitarne łączą to miejsce ze światem współczesnym. Na wzgórzu ruiny świątyni Ateny z 530 r. p.n.e., zbudowanej przez kolonistów z pobliskiej wyspy Lesbos (2 liry; niestety, wiele archeologicznych znalezisk wywieziono do Berlina, Luwru i Ameryki). I Assos, i Lesbos odwiedził Paweł w latach 53-57 n.e., podczas trzeciej misyjnej podróży.

Im dalej na południe tym więcej krzewów aloesu obok wszędobylskich oliwek i sosen. Do Pergamonu (tur. Bergama), ok. 200 km na południe od Assos, tak jak św. Pawła przygnała mnie sława tego miasta, dziś już tylko historyczna. Na słynne wzgórze Akropolis (wstęp 10 lir) taksówkarze chętnie podwiozą, ale trzeba się dobrze targować o przysługę za 5 km! Przysiadam na imponujących ruinach teatru dla 10 tys. widzów i z góry - dosłownie! - spoglądam na świat pode mną. W drodze na dół mijamy bibliotekę z II w. p.n.e. (jej zbiory Marek Antoniusz podarował Kleopatrze po pożarze biblioteki aleksandryjskiej).

Przybywamy do Sart (dawne Sardis), ok. 100 km na wschód od Izmiru (bilet autobusowy ok. 15 lir). Była to stolica królestwa Lidii. Już w VIII w. p.n.e. wybijano tu złote i srebrne monety. W VI w. p.n.e. lidyjski władca Krezus miał ich tak dużo, że... przeszedł do historii (krezusowe bogactwo).

Chciałoby się być ptakiem i nie stąpać po ocalałych mozaikach dawnej synagogi, nieopodal fasady imponującego gimnazjum, ani po powalonych kolumnach świątyni Artemidy z III w p.n.e. W południowo-wschodnim rogu świątyni znajdują się ceglane mury małego bizantyjskiego kościoła. I choć nikt nie wie, czy Paweł tu zawitał, szkoda ominąć to miejsce.

Podróż szlakiem apostoła kończymy w Efezie. Głosiciel nowej religii mieszkał tu przez trzy lata, przybywszy w 53 r. n.e. Potępiał cudzołóstwo, krytykował pogańskie ofiary składane wielu bogom. Srebrne figurki czczonej tu Artemidy z wieloma piersiami były dla niego wyrazem bałwochwalstwa. Ale dla efeskich złotników z Demetriuszem na czele gniewne słowa Pawła stanowiły zagrożenie ich bytu - uniknął linczu tylko dzięki wstawiennictwu pewnego notabla.

***

Św. Paweł, niezwykły podróżnik, pokonał lądem 7 tys. 800 km, a wodą 9 tys. Były to trzy podróże misyjne po dzisiejszej Turcji, Grecji i Bliskim Wschodzie i jedna do Rzymu. Ani doskonałe jak na owe czasy drogi rzymskie, ani misje nie zapewniały mu bezpieczeństwa: "Przez Żydów byłem bity po czterdzieści razów bez jednego, trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej" (Drugi List do Koryntian,11, 24).

W podróży jego śladami 2 tys. lat później i ja ujrzałam miejsca związane z bogami wielu religii, słyszałam wiele języków, doświadczyłam zderzenia kultur. I nawet nie próbuję odpowiedzieć na tak często stawiane pytanie: Czy Turcja należy do Europy, czy do Azji?