Tańcząca z wielorybami

Wieloryby kojarzą nam się często z czymś nieosiągalnym, na wpół nierealnym: nie można ich zobaczyć w ZOO, nie grają w Disney'owskich filmach...

A jednak są takie miejsca na Ziemi, gdzie można choć na chwilę się do nich zbliżyć i przekonać o ich istnieniu. Jednym z tych miejsc jest Kaikoura na wschodnim wybrzeżu nowozelandzkiej południowej wyspy. Miejscowość ta, przycupnięta na granicy oceanu i plaż pokrytych niemal czarnym piaskiem, słynie z niezwykle bogatego życia podwodnego. Otóż ciągnie się tutaj podwodny kanion, w którym mieszają się ciepły i zimny prąd, co wzbogaca wodę w cenne pierwiastki i przyciąga rozmaite zwierzęta. Skutek? Zaledwie 2-3 km od brzegu, można trafić na wieloryba! Trudno zbliżyć się do tego tajemniczego kolosa ze względu na jego gabaryt. Z łodzi można zobaczyć najwięcej 10% ciała, co ogranicza się do płetwy i kawałka grzbietu. A jednak łatwo go spostrzec z daleka, dzięki charakterystycznemu obłoczkowi wydmuchiwanej wody. Zaś podwodne mikrofony pozwalają usłyszeć wydawane przez niego basowe nawoływania i...aż korci, żeby wskoczyć do wody i zobaczyć resztę tego ogromnego ciała. A na wytrwałych obserwatorów czeka nagroda w postaci widoku charakterystycznej wachlarzowej płetwy ogonowej, jakby obietnica "Jeszcze wrócę". I tak kilka razy dziennie. Ponadto, wody w Kaikoura są nieustannie przemierzane przez niezliczone ryby i inne zwierzęta. Trudno opisać wrażenia z łodzi płynącej w samym centrum grupy około 300 delfinów, które uznają to za zaproszenie do zabawy. Natomiast foki sporo czasu spędzają wygrzewając się na przybrzeżnych kamieniach i plaży. Wszystkie te cuda natury dają się zgodnie fotografować i nieszczególnie zwracają uwagę na podekscytowanych ludzi. I na tym polega cały urok tego zakątka: to nie przyroda jest tutaj gościem, tylko my.

Fot. Ewa Janek

Nowa Zelandia

Fot. Ewa Janek Fot. Ewa Janek

 

Autor: Ewa Janek

Zobacz poprzedni artykuł Ewy:

Dziecinna naiwność

Nowa Zelandia