Do Caracas na łyżwy?

Stolica Wenezueli turystyczną atrakcją na pewno nie jest. Przeciwnie - miałaby wielkie szanse w podróżniczym konkursie na najmniej ciekawą południowoamerykańską metropolię.

Ale, jak to ze stolicami często bywa, podróżując po Wenezueli Caracas trudno ominąć. I nawet jeśli w planach mamy eksplorację Orinoko, dotarcie do Salto Angel, czy w Andy w okolicach Meridy, to zazwyczaj - przylatując z Europy - musimy spędzić kilka godzin, a często wręcz przenocować, w tym olbrzymim, betonowym mieście.
I właśnie te kilka godzin jest wystarczające, aby zwiedzić to, co Caracas ma najcenniejsze, najbardziej niepowtarzalne i paradoksalnie - tak często omijane przez zagranicznych turystów. Mam na myśli Park Narodowy El Ávila - sięgający 2765 m n.p.m. zalesiony masyw odgradzający Caracas od atlantyckiego wybrzeża.

Kolejka na szczyt

W ciągu niespełna 15 minut nowoczesna kolejka linowa przenosi chętnych z zazwyczaj upalnej i dusznej, zawsze chaotycznej i głośniej, miejskiej dżungli, na wysokość ponad 2000 metrów. Gdzie jest chłodniej, ciszej, powietrze jest czyste i skąd rozpościerają się zapierające dech w piersiach widoki - z jednej strony panorama leżącej u stóp masywu wenezuelskiej stolicy, a z drugiej, przy dobrej widoczności, ocean.

Jedyne wenezuelskie lodowisko przyciąga zawsze więcej gapiów niż smiałków decydujących się na wyjście na lód.

W pobliżu górnej stacji kolejki linowej znajduje się też kilka zaskakujących obiektów, jak chociażby jedyne w Wenezueli ... sztuczne lodowisko, na którym co odważniejsi goście stawiają swe zazwyczaj pierwsze w życiu kroki na łyżwach. A także, nieczynny od wielu lat, ongiś najlepszy w kraju, majestatyczny Hotel Humboldt, który obecnie po opłaceniu 5 boliwarów możemy, pod opieką przewodnika, zwiedzić jak jakiś skansen. Polecam bo wydatek to niewielki, a podróż w czasie dość zaskakująca.

Wybudowany w latach 50-tych, bardzo ekstrawagancki i nowoczesny jak na owe czasy, Hotel Humboldt, zwiedza sie obecnie jak skansen.

Jeśli dysponujemy wystarczającą ilością czasu to warto też wybrać się do pobliskiej wioski Galipán (spod górnej stacji kolejki, za ok. 15 boliwarów, kursują tam zabierające pasażerów terenówki). Osada ta, założona ongiś przez emigrantów z Wysp Kanaryjskich, jest dzisiaj zamieszkana w dużej mierze przez artystów, hodowców kwiatów i... kucharzy. W Galipán znaleźć można maleńkie galeryjki, prywatne muzea, otwarte dla zwiedzających pracownie, maleńkie hoteliki, a także restauracje zaliczane w Caracas do ścisłej gastronomicznej czołówki. Do tych najlpszych (i najdroższych) należy m.in. serwujący wyśmienitą kuchnię śródziemnomorską i francuską Le Galipanier . Dla mniej głodnych i mniej zasobnych portfeli są też maleńkie bary, gdzie warto zjeść np. wyśmienity sandwich de pernil, czyli kanapkę ze świeżo upieczoną szynką.
Praktycznie:
Teleférico Warairarepano (oryginalna, indiańska nazwa masywu El Ávila) czynny jest teoretycznie przez 7 dni w tygodniu, choć w praktyce kolejka często nie kursuje w poniedziałki. Powrotny bilet kosztuje 25 nowych boliwarów, studenci z ważną międzynarodową legitymacją płacą o 10 boliwarów mniej, osoby powyżej 60 roku życia wjeżdżają za darmo. 1 euro to oficjalnie 3,12 boliwary. Na czarnym rynku za euro płaci się ostatnio ok. 6 boliwarów. Do dolnej stacji linowej kolejki dojechać można m.in. miejskim autobusem ze stacji metra Colegio de Ingenieros. Wracać z niej do centrum, zwłaszcza wieczorem, najlepiej taksówką. Jej okolice nie należą niestety do najbezpieczniejszych.

AUTOR: TIERRALATINA.PL

POCZYTAJ BLOGA TIERRALATINA.PL

ZOBACZ TEŻ:

WIOSKA ZAGUBIONA W ANDACH

Andy

TY WIESZ NAJLEPIEJ!

Bermudy