Zgub się w Tallinie

Do Tallina nie trafiają przypadkowi turyści, szukający taniej rozrywki, nie latają tam tanie linie. W Krakowie pełno brytyjskich szaleńców, a Tallin żyje sobie wyznaczonym przez siebie średniowiecznym rytmem

Średniowiecze w każdym kącie

Z Tallina warto przywieźć przede wszystkim bajeczne wyroby z włóczki - czy to bardzo popularne, bardzo długie czapki zdobione w zachwycające wzory, czy skarpetki i rękawiczki. Dostaniemy je na jednym z wielu drewnianych straganów ustawionych w Starym Mieście.

Miasto jest wyjątkowe. Przekraczając mury Starego Miasta znajdujemy się w świecie zamków, rycerzy i panien w czepcach. Średniowiecze daje tu o sobie znać na każdym kroku - czy to podczas spaceru po wąskich uliczkach, zwiedzania kościołów czy w trakcie jedzenia porannej owsianki. Bo bardzo gęsta owsianka, jedzona z owocami lub konfiturami, podana w glinianej miseczce w jednej z tallińskich restauracji jest najlepszym początkiem dnia, jaki można sobie wyobrazić w Estonii.

Zamknięty w starych murach średniowieczny świat zawdzięcza wiele również specyficznej polityce miasta. Praktycznie nie znajdziemy tu chińskich restauracji walczących o klientów z irlandzkim barem i meksykańską kuchnią. Niemalże wszystkie restauracje i sklepy są stylizowane na średniowiecze. I jest to rzecz, która wbrew pozorom zupełnie się nie nudzi, klimat ten wręcz wciąga coraz bardziej i bardziej.

Pocztówka z Tallina

Tallin położony jest zaledwie 80 km od Helsinek, można więc zaliczyć obie stolice w czasie jednego wyjazdu. Miasta różnią się tak diametralnie, że szkoda byłoby przegapić ten kontrast. Promy kursują często, za przejazd w jedną stronę zapłacimy kilkanaście euro.

To fantastyczne miasto do zgubienia się i wędrowania ot tak, sobie. Wzdłuż murów, w górę, w dół, przez ryneczek, między wieżyczkami. Warto zaglądać do maleńkich sklepów z ręcznie tworzonymi cudeńkami. Koniecznie trzeba odwiedzić kościoły i cerkwie - przede wszystkim kościół świętego Mikołaja, w którym znajduje się XV-wieczny malunek Dance macabre, przerażający w swym przekazie, ale uważany za najlepiej zachowane tego typu dzieło na świecie. A gdy już zmęczy nas kluczenie po uliczkach i gdy już nasiąkniemy trochę atmosferą miasta, nie będziemy mieć problemów ze znalezieniem miejsca na odpoczynek. Niemal na każdym kroku, w każdej bramie, na każdym rogu znajdują się urokliwe kawiarenki i niewielkie restauracyjki. Wystarczy usiąść, zamówić kawę i obserwować. Cienie kładące się w wąskich uliczkach. Ubranego w lniany, kolorowy strój sprzedawcę wyprażanych orzechów, ciągnącego za sobą duży drewniany wóz. Starsze kobiety sprzedające kolorowe efekty wielogodzinnej pracy na drutach. Kelnerkę z sąsiedniej restauracji, która w czepcu gdzieś biegnie. Obserwować po prostu Tallin.

Autor: Kamila Kielar

Chcesz pokazać swoje podróże? Napisz do nas: bermudy@g.pl

Zobacz też:

Lwów bez pośpiechu

Lwów