Wyprawa na Borneo: w towarzystwie orangutanów

Pierwszy pojawił się olbrzymi samiec George. Rozsiadł się na platformie i zaczął pałaszować banany, kawałki arbuza, orzechy. Gdy zaspokoił pierwszy głód, wziął w łapy orzech kokosowy i przeniósł się na pobliskie drzewo - zafascynowani patrzyliśmy, jak wali kokosem w pień, żeby go rozbić.
Nurkując na wyspach Sibuan i Mabul, podziwialiśmy majestatyczne żółwie i kolorowe ryby. Pływając po rzece Kinabatangan, przyglądaliśmy się krokodylom, wężom i licznym gatunkom ptaków. W Batu Niah zwiedziliśmy jedną z największych na świecie jaskiń i malowidła naskalne sprzed 40 tys. lat, a w Brunei pierwszy raz zetknęliśmy się z kulturą muzułmańską. Ale najbardziej niezwykłych wrażeń dostarczyły nam... małpy.

***

Pierwsze spotkanie miało miejsce w Parku Narodowym Bako (wstęp 10 ringgitów, 1 ringgit = ok. 1 zł). Przyjechaliśmy tu autobusem (bilet 2 ringitty) z Kuching, stolicy malezyjskiego stanu Sarawak. Wędrując pagórkowatą ścieżką pośród tropikalnej zieleni, dostrzegliśmy w oddali charakterystyczny, pomarańczowy kształt - były to nosacze sundajskie (proboscis), endemity żyjące wyłącznie na Borneo. Przyglądaliśmy się im zza drzew, niemal na bezdechu, żeby ich nie spłoszyć. Obserwowanie nosaczy z bliska jest trudne, bo raczej unikają ludzi i dostrzegają ich na długo przedtem, zanim same staną się widoczne. Młode mają błękitne pyski i ciemne futro, którego ubarwienie z wiekiem przechodzi w beżoworude, nos się wydłuża, a u samców robi się obwisły, co prawdopodobnie służy wzbudzaniu zainteresowania u samic. W razie niebezpieczeństwa samiec broni swej grupy, głośno warcząc i wystawiając w kierunku napastnika nabrzmiały penis. W indonezyjskiej części Borneo nosacze z powodu dużych białych brzuchów i długich nosów nazywane były Holendrami (najwyraźniej rdzenni mieszkańcy wyspy nie darzyli sympatią kolonizatorów z Europy).

Najpopularniejszym gatunkiem małp zamieszkujących Borneo są makaki. Spotykaliśmy je w każdym parku narodowym, a często również w małych osadach. Te niewielkie stworzenia chętnie podchodzą do ludzi, co pozwoliło nam wielokrotnie podziwiać je z niewielkiej odległości, przechadzały się bowiem tuż obok nas. Lubią kraść, potrafią też być bardzo złośliwe, trzeba więc mieć się na baczności i chować jedzenie, okulary przeciwsłoneczne, a zwłaszcza sprzęt fotograficzny. Makaki żyją w bardzo licznych, hałaśliwych gromadach, dużo czasu spędzają na zabawie, często mimowolnie można stać się świadkiem karczemnej małpiej awantury. Najzabawniejsze były młode, które poruszały się tak szybko, że trudno nam było uchwycić je w kadrze aparatu.

Na Borneo żyją też dwa gatunki małp człekokształtnych - gibony i orangutany. Gibony tworzą monogamiczne pary, które swoje terytorium ustanawiają charakterystycznymi odgłosami - ni to krzykiem, ni to śpiewem. Jak inne człekokształtne nie mają ogonów, za to ich niezwykle długie ramiona pozwalają im zręcznie przemieszczać się z drzewa na drzewo. Są nieśmiałe, żyją z dala od terenów zamieszkanych przez ludzi - trzeba mieć dużo szczęścia, żeby na nie natrafić podczas wędrówek. Nam się to nie udało, mimo że nad rzeką Kinabatangan z niedużej odległości słyszeliśmy ich śpiewne nawoływania.

Zupełnie inaczej było z orangutanami (orang-utan w języku malajskim znaczy leśny człowiek), które można zobaczyć w dwóch miejscach na malezyjskiej części wyspy - w Sepilok Orang-Utan Rehabilitation Centre i Semenggoh Wildlife Rehabilitation Centre.

***

Semenggoh (ok. 30 km od centrum Kuching) było ukoronowaniem naszej podróży. Centrum (wstęp 3 ringgity, minibus z Kuching 4) opiekuje się zwierzętami, które zostały nielegalnie schwytane lub osierocone, a potem wypuszcza je na wolność. Orangutany żyją tu na olbrzymim, nieogrodzonym terenie. Są dokarmiane, zwłaszcza w sezonie, gdy w dżungli nie ma zbyt wielu owoców. Pracownicy centrum wykładają owoce na drewnianą platformę w środku lasu i odchodzą. W ciągu kilku minut pojawiają się orangutany - można je wtedy oglądać z odległości najwyżej pięciu metrów. Pierwszy pojawił się olbrzymi samiec George. Rozsiadł się na platformie i zaczął pałaszować banany, kawałki arbuza, orzechy. Gdy zaspokoił pierwszy głód, wziął w łapy orzech kokosowy i przeniósł się na pobliskie drzewo - zafascynowani patrzyliśmy, jak wali kokosem w pień, żeby go rozbić. W tym czasie na platformie pojawiła się samica z oranguciątkiem. Karmiła młodego owocami, nie pozwalając mu zanadto się oddalać, karciła go tak, jak robią to wszystkie matki. Następna samica z jeszcze mniejszym potomkiem przyczepionym do brzucha oczekiwała na swoją kolej. Orangutany mają zwykle 1,4 m wzrostu, ważą 80 kg (choć zdarzają się też większe osobniki), żyją na drzewach, tylko samce schodzą czasem na ziemię. Rozpiętość ramion sięga dwóch metrów, a stopy są nie mniej chwytne niż dłonie. Żywią się głównie owocami, choć nie gardzą też miodem, jajami ptaków czy jaszczurkami.

Kiedyś mówiło się, że orangutany mogą przemierzyć Borneo ze wschodu na zachód, nie schodząc z drzewa, tak zielona jest wyspa. Teraz drzew jest coraz mniej, nosaczom, gibonon i orangutanom grozi wyginięcie. Choć podejmuje się wiele akcji w celu ochrony tych zwierząt, wciąż jednak kłusownicy łapią młode osobniki, by później sprzedawać je turystom jako zwierzęta domowe. Dopóki będą znajdować nabywców, dopóty proceder będzie trwał i coraz trudniej będzie zobaczyć w borneańskiej dżungli te niezwykłe stworzenia

W sieci

www.forestry.sarawak.gov.my/forweb/wildlife/center/semeng/rcenter.htm

www.visitborneo.com