Mentona - perła pachnąca cytryną

W połowie lutego wszyscy zjeżdżają tu na święto cytryn, a przez okrągły rok zwiedza się bajeczne ogrody
Czy wjedziemy do miasta nadmorską krętą drogą z Nicei i Monako, czy autostradą Nicea - Turyn wiszącą na kilkudziesięciometrowych słupach nad górskimi dolinami, czy też od strony Włoch - wszędzie pojawi się napis, że oto wita nas "perła Francji".

***

"Perłą" została Mentona w 1861 r., kiedy włoskie Mentone odstąpiono Francji w zamian za pomoc Napoleona III w walkach o zjednoczenie Włoch. Przez wieki była częścią Republiki Genueńskiej, a potem Księstwa Monako i Piemontu. Dziś mało kto już o tym pamięta, a włoski dialekt figuruje na liście przedmiotów, z których zdawać można w okręgu egzamin maturalny.

30-tysięczne miasto rozłożyło się nad zatoką Garavan, zajmując wąski pas wybrzeża i wciskając się głęboko w cztery doliny, które ostro schodzą z wysokich Alp wprost do Morza Liguryjskiego. Kamienista plaża leży właściwie w samym centrum Mentony, wzdłuż kilkukilometrowego bulwaru. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca zamyka się go dla ruchu i zamienia w promenadę. Najciekawszy jest tu niewielki genueński fort z XVII w., który niegdyś strzegł portu, a od 40 lat jest siedzibą muzeum Jeana Cocteau (1889-1963), poety, dramaturga, malarza. We wnętrzach, które ozdobił sam artysta, przechowywane są jego rysunki, ceramika, pastele z cyklu "Zakochani". Cocteau często do Mentony przyjeżdżał, namalował też freski w sali ślubów w merostwie (można ją zwiedzać).

Samo śródmieście nie jest zbyt interesujące. XIX-wieczna architektura sąsiaduje z gęstą, nowoczesną zabudową, ruch samochodów i skuterów jest bardzo duży, a o miejsce do parkowania (nawet jak na francuskie warunki) niezwykle trudno. To, co ciekawe ukryło się na okolicznych wzgórzach...

***

Włoska Mentona, nazywana Starym Miastem, wspięła się na wysokie wzgórze Colla rogna, niemal wprost nad morzem. Wygląda malowniczo z domami koloru jasnej ochry (niedawno odmalowane), lecz turystów dociera tu niewielu. Kto szuka spokoju, latem dodatkowo cienia, a nie boi się wspinaczki, ujrzy tu jeden z najpiękniejszych placów miasta.

Do bazyliki św. Michała Archanioła prowadzą niemal wprost z plaży rozchodzące się teatralnie na dwie strony szerokie schody, wyłożone kamienną mozaiką. Na placu przed kościołem układa się ona w herb rodziny Grimaldich - białe i czerwone romby (wioska Grimaldi, skąd wywodzi się książęca rodzina panująca w Monako, leży niedaleko stąd, po włoskiej stronie granicy). Kremowa fasada konsekrowanego w 1675 r. kościoła ukończona została co prawda dopiero w XIX w, ale udało się w pełni zachować harmonijność liguryjskiego baroku. Na wyjątkowe okazje kolumny podtrzymujące kolebkowe sklepienie głównej nawy i część ołtarza głównego ubierane są w stare bordowo-złote "sukienki". Wysoką dzwonnicę (53 m) wieńczą okrągłe wieżyczki; niestety, nie można się na nią wspiąć. Radzę jednak zajrzeć do zakrystii, mamy stamtąd przepiękny widok na zatokę, port i miasto. Od 1950 r. w sierpniowe wieczory ten wyjątkowej urody zespół architektoniczny zamienia się w salę koncertową festiwalu muzyki klasycznej (www.musique-menton.com). Jestem pewna, że podczas koncertów ożywa figura Archanioła Michała w złoto-bordowej rzymskiej zbroi i hełmie, stojąca w tanecznej pozie nad głównym ołtarzem bazyliki...

Nieco dalej, przy drugim placyku, stoi kaplica Białych Pokutników z XVIII w., otwarta tylko latem. Jej biało-różową późnobarokową fasadę (może trochę zbyt rozłożystą) zdobią liczne filary, pilastry i nisze, a także spływające po ścianach kiście owoców i kwiatów. Bliżej śródmieścia znajdziemy jeszcze XVII-wieczną kaplicę Czarnych Pokutników (nadal aktywne pobożne stowarzyszenia świeckie, ślad po włoskiej historii miasta). Staromiejskie zaułki są wąziutkie i strome, nie wciśnie się tam żaden pojazd (z wyjątkiem ręcznych wózków na zakupy). Pomimo spokoju i wielkiego uroku, żyje tu coraz mniej stałych mieszkańców, gdyż domy są na ogół bez wygód.

***

Na przełomie lat 50. i 60. XIX w. zaczęli tu przybywać podróżni z północnej Europy. Za odkrywcę klimatycznych walorów maleńkiej wówczas Mentony, gdzie nawet zimą, dzięki otaczającym ją od zachodu i północy górom jest o kilka stopni cieplej niż w pobliskiej Nicei (w styczniu średnio 11,3, latem 25, ten klimat geografowie określają jako "śródziemnomorski z tendencją subtropikalną"), uważa się Jamesa Henry'ego Benneta (1816-91). To w myśl zaleceń tego angielskiego lekarza, od 1859 r. coraz liczniej zjeżdżali tu jego bogaci pacjenci. Uciekali od mgieł i deszczów do miejsca, gdzie słońce świeci średnio 316 dni w roku. Większość zjawiała się tylko na sezon, który trwał od października do maja (odwrotnie niż dziś). Nieco operową architekturę ówczesnych hoteli, stojących wśród palm, cyprysów, drzewek pomarańczowych i bananowców można jeszcze podziwiać w śródmieściu i na okalających je wzgórzach. W 1913 r. Mentona miała 62 hotele z 4500 pokojami, a dziś 30 z zaledwie tysiącem. Spośród tych starych jedynie Hotel des Ambassadeurs zachował (od 1865 r.) swoją funkcję i styl dawnych hoteli Riwiery Francuskiej, inne przerobiono na apartamenty, a ich ogrody zamknięto na klucz.

Najbogatsi cudzoziemcy, oczarowani klimatem kupowali wille i posiadłości, by pozostać w Mentonie na zawsze. Zakładali też wspaniałe ogrody, które i dziś przyciągają obfitością kwitnących od stycznia kremowych i bladoróżowych kamelii, cyklamenów, anemonów, róż i wielu innych gatunków, które cieszą oko niemal przez cały rok - przyjmują się tu rośliny z całego świata.

Przewodniki wymieniają niemal tuzin ogrodów wartych odwiedzin, a każdy inny. Villa Maria Serena zaprojektowana przez Charles'a Garniera (tego od paryskiej opery!) góruje nad zatoką z kolekcją palm i rzadkim okazem Dracaena draco - smoczego drzewa. Val Rahmeh, nazwany tak na cześć indyjskiej żony lorda Percy'ego Radcliffa, jak dawniej stanowi "laboratorium" hodowli roślin tropikalnych. Fontana Rosa urządzona przez hiszpańskiego pisarza Vicente Blanco-Ibaneza to ogród-czytelnia z ławeczkami, pergolami i altankami pokrytymi barwną ceramiką, a alejki noszą imiona sławnych pisarzy, od Cervantesa po Dostojewskiego. W Serre de la Madone, który stworzył słynny angielski major-ogrodnik Lawrence Johnston, można podziwiać pomidory z Peru o ciemnobordowych owocach, australijskie kwiaty podobne do tulipanów (we wszystkich kolorach) i afrykańskie krzewy o fantastycznych kształtach. Będące pod opieką lokalnych władz ogrody są otwarte dla publiczności przez okrągły rok, od rana do wieczora (wstęp płatny, w stałych godzinach wizyty z przewodnikiem).

Klasycystyczny Pałac Carnoles, który w XVIII w. był letnią rezydencją książąt Monako, w 1961 r. zamieniono w miejską pinakotekę (na bazie kolekcji obrazów z XIII-XVIII w. rodziny Wakefield-Mori). Otaczający go ogród zaprojektowany w 1725 r. ma bodaj najbogatszą w Europie kolekcję ok. stu gatunków cytrusów, wśród nich stoją nowoczesne rzeźby (wstęp wolny).

Do kilku ogrodów prywatnych (w Mas Flofaro rośnie np. 20 gatunków mimozy!) wejdziemy, uzgodniwszy wizytę telefonicznie z właścicielem. Pełną ich listę wraz ze szczegółami dotyczącymi godzin zwiedzania i wizyt z przewodnikiem dostaniemy w biurze informacji turystycznej, w tzw. Pałacu Europy przy ulicy Ogrodów Bioves (zimą godz. 8.30 do 18 z przerwą w południe, latem - od 9 do 19 bez przerwy, www.menton.fr ).

***

To właśnie przy tej ulicy odbywają się doroczne obchody święta cytryn (w tym roku od 16 lutego do 5 marca, www.feteducitron.com ). Przybywa na nie ok. 250 tys. turystów, nie tylko z Francji i pobliskich Włoch, ale i z bardzo daleka.

Bo cytryna to znak firmowy miasta. Począwszy od XIV w., Mentonę otaczały rozległe gaje - cytryny były głównym bogactwem regionu. Jeszcze w XIX w. bosonogie chłopki przynosiły do miasta pełne ich kosze na głowach albo przywoziły na grzbietach osiołków. Gaje niemal doszczętnie zniszczył mróz, jaki nawiedził okolicę w 1956 r. W ostatnich latach cytrynowe drzewka powoli wracają na wzgórza. Na razie dostarczają tylko 5 proc. owoców używanych podczas święta cytryn do budowy figur i skomplikowanych konstrukcji, reszta sprowadzana jest z Włoch, Hiszpanii i krajów Maghrebu.

A zaczęło się na początku lat 30. XX w., skromnie - od pokazu cytrusów w malowanych na złoto i srebrno wiklinowych koszach w ogrodach hotelu Riviera Palace. Z czasem święto się rozrosło, zamieniając się w karnawał. Towarzyszą mu konkursy na najpiękniej udekorowaną witrynę i pokaz orchidei. Wszędzie grają orkiestry dęte, jazz-bandy i zespoły folklorystyczne.

Dekoracje są tematyczne. Był już Pinokio i Alicja w krainie czarów, bohaterowie bajek la Fontaine'a i kreskówek Disneya. W tym roku będą to "wyspy całego świata". Owoce tworzące cytrynowo-pomarańczowo-grejpfrutowe dekoracje i wzory przytwierdzane są ciasno obok siebie żółtymi i pomarańczowymi gumkami, a wszystko razem trzyma się na stalowych stelażach, wysokich nawet na osiem metrów. Stoją na zielonej trawie w otoczeniu barwnych prymulek i cyklamenów, ostro odcinając się na tle błękitnego, zimowego nieba. W niedzielne przedpołudnia odbywa się tzw. corso - umieszczone na samochodowych platformach cytrusowe konstrukcje przejeżdżają nadmorskim bulwarem, po drodze obficie sypie się confetti. Po zmroku pokazom towarzyszą efekty świetlne, a wszystko kończy się pokazem sztucznych ogni (bilety od 6 do 22 euro). Jeden dzień zarezerwowany jest dla dzieci - w tym roku piraci zabiorą je na tajemniczą wyspę.

Konkurencję cytrynom robi mimoza - lasy porastające okoliczne wzgórza są w lutym wprost złote. Maleńkie kuleczki wśród drobnych listków wyglądają niczym zrobione z delikatnej waty. Inspirują zarówno cukierników, produkujących landrynki w ich kształcie, jak i producentów gadżetów - sztuczne kwiatki wieńczą m.in. eleganckie opakowania prezentów. Pamiętajmy, że te prawdziwe nie tylko pięknie wyglądają, ale wstawione do gorącej (tak, tak!) wody, długo stoją i oszałamiająco pachną. Taki bukiet owinięty ciasno w gazetę można spokojnie przywieźć samolotem.

Nocleg: Hotel des Ambassadeurs, 4 gwiazdki, 150-880 euro, info@ambassadeurs-menton.com ; Paris-Rome (przy nadmorskim bulwarze, po generalnym remoncie, styl śródziemnomorski, gwiazdka w prestiżowym przewodniku Michelina) - 3 gwiazdki, 60-115 euro, www.hotel-paris-rome.com ; Beauregard - 1 gwiazdka, 200 m od morza, ogród i taras, można wykupić całodzienne wyżywienie, 30-43 euro, beauregard.menton@wanadoo.fr ; Etap Hotel, przy bulwarze, w sąsiedztwie plaży, z widokiem na morze - 45-58 euro, www.etaphotel.com

W okolicy

Godne uwagi są przede wszystkim górskie wioski i miasteczka, powietrze jest ostre, a roślinność inna niż w Mentonie. Najbliżej jest do Gorbio, z kilkusetletnią oliwką na głównym placu i średniowiecznymi murami obronnymi. Do najbardziej turystycznych, ale i najbardziej malowniczych należy St. Agnes położone 750 m n.p.m. Sospel zachowało resztki dawnej świetności - rezydował tu biskup, stąd największa w okolicy barokowa katedra, tędy biegła droga kupców solnych z Nicei do Turynu, uczęszczana zwłaszcza w XVII i XVIII w. Wioska Castillon, całkowicie zniszczona podczas II wojny, odbudowana w prowansalskim stylu. Domy z jasnego kamienia lub otynkowane na kolor ochry, z niewielkimi oknami o zielonych okiennicach i z łukowatymi wejściami, stały się mekką artystów - fotografów, malarzy, projektantów mody i witraży. Bezpretensjonalne Castellar wygląda jak wyjęte z XIX-wiecznego obrazka - życie toczy się tu wolniej, a dzieciaki grają w piłkę na placyku przed kościołem. Nie zapomnijmy też o Roquebrune - jego część nadmorska Cap Martin to schowane w piniowych gajach wille bogaczy i rzymskie ruiny, a część "wysoka" to XIV-wieczny zamek-forteca z widokiem na całą okolicę, aż po Niceę.

Warto kupić

Cytryny z Mentony rzadko pojawiają się na targach. Mają duże owoce o nieco nieregularnym kształcie, grubą skórę, wyjątkowo długo zachowują aromat. Drzewka potrafią owocować nawet cztery razy w roku, a każdy zbiór ma inny smak i zapach - zapewniają znawcy. Szczęśliwcy, którzy mają kawałek ziemi na okolicznych wzgórzach, hodują je dla przyjemności, czasem robią konfitury albo nalewkę. Turystom pozostają cytrusowe mydełka z naturalnych składników, łudząco podobne do małych cytrynek, mandarynek, pomarańczy - do kupienia za parę euro (włożone do szuflady z bielizną pachną jeszcze po kilku latach). Jest też cytrynowa woda toaletowa i wyroby z drewna oliwkowego oraz obrusy i serwetki - nie całkiem tutejsze, bo z prowansalskich materiałów. Niestety, rodzima produkcja rzemieślnicza ustępuje miejsca pamiątkowej sztampie. Dobrze, że nadal można dostać fougasse - delikatne drożdżowe ciasto pachnące kwiatem pomarańczy i anyżkiem, sprzedawane tylko tutaj. W miejskich halach u stóp starego miasta (otwarte tylko rano) warto napatrzeć się na dorodne owoce i jarzyny. Takie same, choć mniej efektownie wyeksponowane i dużo tańsze kupimy na każdym targu, a oliwki w kilkunastu smakach i odmianach (lokalne to maleńkie, czarne, tzw. nicejskie), także w warzywniakach. Dobrze zapakowane przechowują się świetnie w lodówce nawet przez kilka tygodni.