Iza Szumielewicz, dziennikarka Radia ZET

Serce zostało wśród goryli górskich w Nieprzeniknionym Lesie Bwindi w Ugandzie. Odwiedziłam je dzień przed Wigilią zeszłego roku
To był piękny prezent świąteczny, choć musieliśmy nań ciężko zapracować - żeby tam dotrzeć, przejechaliśmy z mężem prawie 1000 km po wyboistych i zakurzonych drogach Kenii i Ugandy. Przepisy pozwalają obserwować te zwierzęta tylko godzinę, ale była ona pełna nadzwyczajnych emocji! Goryle górskie to największe małpy świata; choć potężne i dziesięć razy silniejsze od rosłego mężczyzny, są łagodne i ciche. Nie bały się nas, a my ich. Siedziały tuż obok, jadły, bawiły się. A ja płakałam ze wzruszenia. Tak - skradły mi serce.

Niezapomniany dzień...

Nigdy nie zapomnę poranka 5 lipca 2007 r. - wychynęłam z namiotu i zobaczyłam ciężkie, stalowe niebo, z którego chwilę później lunął deszcz. Tego dnia musieliśmy przepłynąć kajakami najtrudniejszy fragment rzeki Wel, tzw. Piekiełko. Deszcz lał non stop, było straszliwie zimno, a na dodatek Magda, moja partnerka w kajaku, była chora. Zaliczyłam wtedy pierwszą wywrotkę w życiu (a pływam już ćwierć wieku i mam licencję przewodnika). Kiedy wylewałam wodę z kajaka, oberwała się chmura. Lodowata woda była wszędzie! Miałam wrażenie, że obydwie z Magdą zamienimy się w bryły lodu. Później okazało się, że pozostałe nasze załogi miały jeszcze gorsze przeżycia. Wszyscy mieliśmy hipotermię i wielką pokusę, żeby szybko ewakuować się do domów, pod puchowe pierzyny. Ale jak się okazało, fasolka po bretońsku - nawet przyrządzana w rzęsistym deszczu - potrafi zdziałać cuda. Nazajutrz popłynęliśmy dalej.

Najlepsze wakacje spędziłam...

Trudno wybrać, ale postawię na te z roku 2001. Była to moja podróż poślubna do Ameryki Południowej: Ekwador z wyspami Galapagos i wyprawą do serca amazońskiej dżungli, Peru i Boliwia. Żadne luksusowe hotele w stylu honeymoon, tylko kwatery i hostele. Luksusowa miała być łódź na Galapagos. "Yolita", bo tak się nazywała, okazała się niezłym koszmarem. Nasza kajuta była tuż pod kuchnią, w nocy z sufitu spadały mi na twarz karaluchy, woda pod prysznicem pochodziła wprost z oceanu... Ale sam rejs był niezwykłym przeżyciem. Mieszkając w centrum Europy, i to w XXI wieku, trudno uwierzyć, że są jeszcze na świecie takie miejsca. Park jurajski to mało powiedziane. Nigdzie indziej nie widziałam tylu endemitów - nurkujące jaszczurki, kormorany nieloty, no i żółwie giganty, z których kilka pewnie pamięta jeszcze Darwina (prowadził tam badania)! A żeby było jeszcze bardziej niezwykle, żadne z tych zwierząt nie boi się człowieka.

W Polsce lubię...

a wręcz uwielbiam wsiąść do kajaka byle jakiego, nie dbać o to, dokąd dopłynę, ściskając w ręku wiosło drewniane, płynąć, dokąd mnie rzeka zaniesie. Las i woda to mój żywioł. Najpiękniej jest na szlaku Łyny; na brzegach Jeziora Łańskiego brakuje tylko palm. Gdyby nie ich brak, można by pomyśleć, że to Karaiby - woda jest szmaragdowa!

Podróżuję z...

mężem Rafałem. Nigdy nie spotkałam drugiej takiej osoby, z którą tak wspaniale można zwiedzać świat. Taka sama pasja podróżowania i poznawania nowych miejsc, fascynacja afrykańską przyrodą i fotografią, taka sama wytrwałość i uśmiech nawet na najbardziej podłym biwaku.

Mój ulubiony hotel...

Przyznam, że rzadko zdarza nam się nocować w hotelu przez wielkie H. Nawet nie pamiętam, czy nam się w ogóle taki przytrafił. Ale zawsze chętnie powrócę do New Imperial Hotel koło Bramy Jaffy w chrześcijańskiej części starej Jerozolimy prowadzonego przez przesympatycznego Palestyńczyka. Wybudowany w 1884 r. był w tamtym czasie najbardziej eleganckim hotelem w mieście, gościł m.in. cesarza Wilhelma II. Lata mijały, a z nimi świetność New Imperial. Legenda pokryła się kurzem i tak pozostało. I chyba właśnie to jest w New Imperial najpiękniejsze. To miejsce ma duszę, a jeśli dodać genialną wręcz lokalizację, naprawdę niskie jak na Jerozolimę ceny, niezapomniany uśmiech palestyńskiego gospodarza oraz konfiturę z róży na śniadanie, mamy hotel ideał.

W Polsce mam sentyment do kwatery prywatnej w Gugnach przy Carskiej Drodze, w Biebrzańskim Parku Narodowym. I znów te same kryteria - mili gospodarze, doskonała kuchnia i przytulność.

Niebo w gębie...

czuję za każdym razem, kiedy po całym dniu kajakowania siadam przy ognisku i zajadam pieczonego ziemniaka z twarożkiem, szczypiorem i szczyptą soli. Szczytem szczęścia jest ów ziemniak plus pstrąg po kapitańsku - wymoczony w piwie, nadziewany warzywami i pieczony w folii w żarze. Ale takie pstrągi jadam tylko na szlakach, na których działa niezastąpiony pan Andrzej (pozdrawiam go serdecznie i obiecuję, że w tym roku znów wrócimy na "jego" rzeki).

Niebo w gębie poczułam też w Lizbonie, pałaszując pieczone na ruszcie krewetki z czosnkiem, no i oczywiście w restauracji Carnivore w Nairobi. Nazwa mówi za siebie - to raj dla mięsożerców. Działa w systemie brazylijskim: kelnerzy podchodzą co chwila i odkrawają kawałek mięsa - od kurczaka, przez strusia, a skończywszy na krokodylu. Przewodnik Lonely Planet po Kenii zalicza Carnivore do 50 najlepszych restauracji na świecie.

Nigdy więcej nie wybiorę się do...

Parku Narodowego Queen Elizabeth w Ugandzie. Maksimum terenu, minimum zwierząt, z wyjątkiem Ishasha Plains na południu, gdzie żyje jedna z dwóch światowych populacji "nadrzewnych lwów". Nikt tego do końca nie wyjaśnił, ale właśnie tam (i w Parku Narodowym Lake Manyara w Tanzanii) lwy spędzają lwią część dnia, wylegując się w koronach drzew. Na ziemię schodzą w nocy, kiedy zaczyna się czas polowania.

Wkrótce wybiorę się...

na Sycylię. Odkąd jest z nami niespełna 3-letnia dziś Weronika, zawsze w maju jeździmy do Włoch, wybierając wciąż nowe miejsce. Była już Toskania i Rzym, teraz czas na Sycylię.

Wymarzony cel podróży:

Każdy wyjazd - czy to będzie wypad do rodzinnego Olsztyna, czy wyprawa do Namibii - koi moją tęsknotę za podróżowaniem.

W warszawskiej redakcji "Gazety Wyborczej" przy ul. Czerskiej 8/10 do 15 marca można oglądać wystawę zdjęć Izy Szumielewicz poświęconą ginącym zwierzętom Ugandy i Kenii (wstęp wolny). Tuż po jej zakończeniu autorka pokaże zdjęcia przedstawiające bożonarodzeniowe zwyczaje Ugandyjczyków