Jerzy Kicki, podróżnik pasjonat*

Serce zostało w Toskanii. Choć nie jestem pewnie odkrywczy, bo zachwyca ona wielu. Tu wakacje spędzają gwiazdy, ale i zwykli turyści
W Toskanii znajdziemy krajobrazy doskonale piękne, pełne wewnętrznego nastroju zapadającego w pamięć na lata. "Tu teraźniejszość i przeszłość istnieją obok siebie, czy to się komu podoba, czy nie" - pisze Frances Mayes w "Pod słońcem Toskanii".

Najlepsze wakacje spędziłem w...

Toskanii z żoną i przyjaciółmi. Byłem pod wrażeniem malowniczych miejsc i niezliczonych zabytków. Spotkałem się tam z uwielbieniem dla tradycji, czego przykładem jest słynne Palio, czyli wyścig na koniach odbywający się w Sienie. Korzenie tej imprezy sięgają roku 1231. Na jednym z najpiękniejszych placów świata - Piazza del Campo - rywalizują przedstawiciele dzielnic Sieny. Przemarsze, przygotowania, prezentacje i feta po zakończeniu Palio są nie mniej fascynujące niż sam wyścig (można tylko westchnąć do ginących, bliskich mi tradycji przemarszu studentów i pracowników mojej uczelni na krakowski Rynek z okazji Barbórki). Podróżując po zakątkach Toskanii, zauważyłem kilkakrotnie znakomicie wkomponowane w roślinność i krajobraz... hałdy po eksploatacji i przeróbce rud metali. U nas upomniał się o takie podejście do hałd z hut metali kolorowych Franciszek Starowieyski - artysta malarz, potomek Georga von Gischego, fundatora katowickiego Giszowca. Nasze hałdy... zlikwidowano.

Największe zaskoczenie...

to pobyt w Bańskiej Szczawnicy na Słowacji, jednym z najbardziej znaczących miast górniczych średniowiecznej Europy, w 1993 r. wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Prawdziwy turystyczny rarytas. Urokliwe miasteczko z licznymi zabytkami z okresu świetności górnictwa z XIII i XIV w., ale też i z czasów zagrożenia tureckiego. No i wspaniałe możliwości regenerującego wypoczynku w Sklenych Teplicach, gdzie w górskiej scenerii bije 12 źródeł termalnych, a basen w małej grocie skalnej Parenica to ewenement na skalę europejską. Tak wiele piękna, tak blisko Polski. Wierzę, że gorące źródła regenerują siły, a kąpiel w wodzie termalnej, okład z borowiny, masaż, a potem relaks w solnej jaskini sprawiają, iż nawet po krótkim pobycie człowiek czuje się wypoczęty. Wiem, że z dobrodziejstw "studni życia", jak mówią Słowacy, korzystali i arabscy szejkowie, i hinduscy maharadżowie, i wiele światowych sław. Zbawienny wpływ na organizm ma naturalnie gorąca woda bogata w wapń, magnez i liczne siarczany. Tylko brak czasu powoduje, że zbyt rzadko korzystam z tych rozkoszy.

Niezapomniany dzień miał miejsce...

w Termezie (Uzbekistan), gdy spóźniłem się wraz z dwojgiem przyjaciół na prom, który miał nas przewieźć przez Amu-darię do Afganistanu. Wydawało się, że jesteśmy w beznadziejnej sytuacji, bo następny odpływał za kilka dni. Po dłuższej dyskusji, używając pozadyplomatycznych argumentów, udało się przekonać załogę do przewiezienia nas dodatkowym kursem. W ten sposób po kilku godzinach podróży znaleźliśmy się w Mazari Szarif, czyli w Grobowcu Świętego.

Ciekawe jest tam to...

że w jednej z najbardziej okazałych budowli Afganistanu - meczecie Alego, nazywanym też Niebieskim Meczetem, znajduje się prawdopodobnie grób Hazrati Alego, zięcia Mahometa. W latach 70. Afganistan był fascynującym, niezwykle przyjaznym krajem, który przemierzały rocznie dziesiątki tysięcy studentów z Europy, podróżując najczęściej do Indii i Pakistanu.

W Polsce lubię...

Mazury, choć byłem tam zaledwie kilka razy. Jestem pod wrażeniem mazurskiej przyrody i miejsc będących oazami ciszy i spokoju.

Mój ulubiony hotel...

to Montecarlo w sercu Santiago de Chile, z pięknym widokiem na park na Wzgórzu Świętej Łucji (Cerro Santa Lucia). Wzgórze nazwał jej imieniem Pedro de Valdivia, konkwistador, który tu postanowił założyć miasto w 1541 r., a kilkanaście lat później zginął pod Concepcion z rąk Indian Mapuczów. W Montecarlo zatrzymywałem się kilka razy. Zastanawiam się, dlaczego wracam doń z takim sentymentem. To pewnie wpływ staroświeckiej atmosfery, jaka w nim panuje.

Niebo w gębie poczułem...

w Chinach, podczas jednej z wypraw ze studentami, kiedy podano nam passy pinguo, czyli jabłka w karmelu z dobrze schłodzonym piwem. Odwiedzając moich chińskich przyjaciół, właścicieli warszawskiej restauracji, czasem je zamawiam, ku ich zaskoczeniu.

Na wyprawę zawsze zabieram...

aparat fotograficzny, dobre przewodniki pozwalające konfrontować dzień dzisiejszy z przeszłością i książkę-czytadło, której często nie mam szans przeczytać w codziennym wyścigu z czasem.

Nigdy nie powrócę do.

Nie ma takiego miejsca. Trudno mieć urazę w sercu do miejsca. Jeśli mam urazę, to raczej do ludzi, których gdzieś spotkałem, co nie znaczy, że nie spotkam ich znowu, a jeśli, to być może będę w innym stanie emocjonalnym.

Wkrótce będę w drodze do...

Brukseli, gdzie od kilku tygodni pracuje mój syn, a ja byłem dość dawno i pamiętam jedynie standardy turystyczne, czyli Manneken Pis, Atomium upamiętniające światowe Expo z 1958 r. i barokowy Rynek (Grand Place), jeden z najpiękniejszych zabytków architektonicznych Europy.

Wymarzony cel podróży to...

wyprawa szlakiem Marco Polo. I chociaż byłem już w wielu miejscach przez niego opisywanych, to największym wyzwaniem pozostaje odbycie całej podróży. Zachęcił mnie przykład fotografa Michaela Yamashita, który udokumentował ją w albumie "Marco Polo - legendarna wyprawa". "Żeby coś mogło się zdarzyć, trzeba marzyć" - pisał bard polskiej piosenki poetyckiej lat 70. Jonasz Kofta.

* Dr Jerzy Kicki jest pracownikiem naukowym Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i przewodniczącym komitetu organizacyjnego Światowego Kongresu Górniczego 2008