Najpierw firma, potem zajmę się życiem prywatnym

Mają po dwadzieścia kilka lat i dokonują rewolucji w chińskiej literaturze i swoich portfelach - pokolenie pisarzy urodzone po 80 r. Guo Jingming, bożyszcze nastolatek, zarabia najwięcej z nich. Właściwie jest najlepiej zarabiającym pisarzem w Chinach
24-letni pisarz zaprasza do swojego biura. Z piętnastego piętra szklanego wieżowca rozpościera się widok na dzielnicę Yangpu, gdzie nieliczne biurowce wpasowane są pomiędzy bloki mieszkalne. Guo Jingming, pieszczotliwie nazywany Xiao Si - Małe Cztery - siedzi na podwyższeniu oddzielony od swoich sześciu pracowników delikatnym przepierzeniem z półprzezroczystych tkanin. Pracownicy miarowo stukają w klawiatury. Guo zaprasza do miejsca, gdzie przyjmuje gości - trzy sofy obłożone białym pluszem, szklany stolik.
Pierwszą książkę wydał w 2002 r., a już za następną "Magic City? dostał nagrodę za nowatorstwo w literaturze i wskoczył na pierwsze miejsce bestsellerów. Co roku wydawał kolejną powieść i co roku nastolatki kochały jego powieści coraz bardziej. Bo Guo pisze ich językiem, pisze o szkolnych miłościach, o nieszczęśliwie zakochanych, o walce dziewcząt o chłopców, o nastolatkach zachodzących w ciąże, o samobójstwach.
Oprócz tego, że pisze książki, prowadzi bloga (6. pod względem popularności na Blog.sina.com.cn, czytany przez kilkadziesiąt do kilkuset tysięcy osób, z komentarzami w stylu "Xiao Si, na zdjęciach jesteś coraz przystojniejszy!?), na którym pisze, jak bardzo jest zajęty i promuje miesięcznik, który wydaje od trzech lat.
W 2004 r. sąd uznał go winnym plagiatowi. Jego książka "Never Flowers in Never Dreams?, sprzedana w ponad milionie egzemplarzy, miała 12 głównych wątków i 57 rozdziałów "identycznych lub podobnych? do tych występujących we wcześniej wydanej książce mniej znanej pisarki. Małe Cztery i jego wydawca musieli zapłacić 200 tys. juanów odszkodowania (ok. 85 tys. zł), ale bynajmniej nie zahamowało to jego kariery. Wręcz przeciwnie, 24-latek jest coraz bogatszy. Ponad milion egzemplarzy jego ostatniej książki "The River of Sorrow?, sprzedało się w ciągu dwóch pierwszych tygodni. Jest najlepiej zarabiającym chińskim pisarzem.

Dlaczego zabijasz swoich bohaterów? W ostatniej książce zgwałcona dziewczyna popełnia samobójstwo, zaraz po niej zabija się jej rówieśnica niesłusznie obwiniana o jej śmierć, a potem były chłopak ich obu.


Guo Jingming: - Chcę, żeby ludzie docenili to, co mają od życia. Żeby przeczytali moje historie i pomyśleli: "W moim życiu nie jest tak źle?. Ci bohaterowie nie mieli szczęścia w życiu. Dziewczyna, która zawszła w ciążę, nie miała dobrego dzieciństwa, matka wychowywała ją sama i nie dawała jej miłośći. Zaufała pierwszemu chłopakowi, który się nią zaopiekował i zaszła w ciążę. Dla dziewczyny w szkole średniej ciąża to tragedia. W Chinach to ciągle temat tabu. O tym się nie rozmawia.

Ale przecież to nie jest tak, że młodzi popełniają masowo samobójstwa.

- Moja koleżanka zaszła przez przypadek w ciążę. Nie popełniła samobójstwa, ale wiele musiała przejść. W książce musi wszystko być bardziej dramatycznie zarysowane. Ciąża dla młodej dziewczyny to ciężkie przeżycie i psychiczne, i fizyczne. Chciałem, żeby ludzie po przeczytaniu mojej książki raczej ją wsparli niż nią pogardzali.

Druga książka i od razu trafiłeś na listy bestsellerów. Szybko stałeś się sławny.

- Nie powiedziałbym, że szybko. Od wydania pierwszej książki minęło pięć lat.

Ale już w następnym roku od jej wydania trafiłeś na 97 miejsce wśród znanych Chińczykow na liście Forbesa.

- Pieniądze rzeczywiście przyszły szybko, ale długo musiałem się przyzwyczajać do nowego życia. Z jednej strony mam mniej czasu na życie prywatne, z drugiej - wszyscy chcą się jak najwięcej o tym moim życiu prywatnym dowiedzieć. Zacząłem też przykładać większą wagę do wygodnego życia, do tego co na siebie zakładam, jaką torbę noszę - pokazuje na stojącą obok torbę Louis Vuitton, największy przedmiot pożądania wśród młodych szanghajczyków. Guo na blogu opisał też jak to długo się zastanawiał, co kupić na urodziny ojcu - inżynierowi w branży chemicznej, i w końcu kupił mu samochód, na który ojca nie byłoby stać.

Ludzie okrzyknęli ciebie Han Hana i wam podobnych jako ?pokolenie urodzonych po 80 r.". Czym się różnicie od tych urodzonych w latach 70.?

- To, co jeszcze dziesięć lat temu było powiewem nowości, Zachodu, teraz jest normalne. Kiedyś obcokrajowiec oznaczał wyższy status, był ciekawostką. Teraz życie w Szanghaju jest bardziej międzynarodowe, ludzie mają większy dostęp do informacji, jest internet, filmy oglądamy w tym samym czasie, co na Zachodzie. Jesteśmy też bardziej krytyczni wobec rzeczywistości. Nie przyjmujemy wszystkiego, jak leci.

Co robią twoi koledzy?

- Kończą uniwersytet i zaczynają szukać pracy. Nie jest im łatwo. Mają jeszcze mniej czasu niż ja. Ja dzięki temu, że mam pieniądze nie muszę aż tyle pracować, ale chcę. Dlatego zacząłem wydawać miesięcznik. Teraz chcę jeszcze wejść w projektowanie graficzne, w reklamy.

Masz dziewczynę?

- Miłość to teraz bardzo niewielka część mojego życia. Nie mam na to czasu. Miałem krótkie niezobowiązujące związki, ale nigdy nie było na horyzoncie małżeństwa. Jak sytuacja firmy się ustabilizuje, wtedy zajmę się życiem prywatnym. Do tej pory muszę pracować.

A plany niezwiązane z pracą?

- Chciałbym pojechać do Europy, ale na to muszę wygospodarować miesiąc wolnego.

Myślałam, że byłeś we Francji. Na blogu masz zdjęcie pod wieżą Eiffla.

Guo uśmicha się i spuszcza oczy: - To model wieży w Szanghaju. Zwiedziłem do tej pory Tajwan, Tajlandię i wszystko w Chinach, gdzie jeździłem z promocją książek.