Wenecja Północy. Sztokholm, miasto między mostami

Leży na siedemnastu wyspach i brzegach dwóch cieśnin, a liczne kanały i czterdzieści kilka mostów upodabniają stolicę Szwecji do Wenecji
Sztokholm - idealne miejsce dla abstynentów?

Sztokholm - sielskie miasto

Szwecja - przewodnik

Zdjęcia ze Sztokholmu w serwisie Kolumber.pl

Na letni urlop do Sztokholmu wybierałem się z mieszanymi uczuciami, bo kto marzy o spędzeniu wakacji w nagrzanych słońcem miejskich murach? Kto woli zgiełk i ruch od ciszy głębokich borów czy spokoju leśnych jezior? Okazało się, że stolica Szwecji bardzo się różni od wielkich europejskich aglomeracji. Nie bez powodu jest nazywana Wenecją Północy - leży na siedemnastu wyspach i brzegach dwóch cieśnin, łączących niezwykle rozgałęzione jezioro Mälaren z wciskającą się głęboko w ląd morską zatoką Saltsjön. Czterdzieści kilka mostów łączących wyspy między sobą i ze stałym lądem, liczne kanały i przesmyki wodne upodabniają Sztokholm do Wenecji, chociaż mnóstwo zieleni, czyste wody, spokojna, wyważona architektura czynią skandynawską metropolię o wiele sympatyczniejszym miastem.

Kopenhaga więcej o Skandynawii w serwisie Bermudy.pl



***

Nim zanurzyłem się między wyspy i szkiery sztokholmskiego archipelagu, poświęciłem kilka dni na spacery po Staden mellan broarna, czyli mieście między mostami, najstarszej części szwedzkiej stolicy. Składają się na nią trzy wyspy: Stadsholmen, Riddarholmen i Helgeandsholmen. Na pierwszej z nich Knut Eriksen zbudował w 1187 r. zamek mający bronić przed okrętami Duńczyków najdogodniejszej drogi wodnej znad Bałtyku do wnętrza kraju. Z czasem wokół zamku wyrosło osiedle, stając się zaczątkiem przyszłego wielkiego Sztokholmu.

Finlandia więcej o Skandynawii w serwisie Bermudy.pl



Najbardziej monumentalną budowlą w śródmieściu jest królewski zamek zwany Trekronor od trzech złoconych koron, które widniały niegdyś na jednej z jego wież. Dawno ją zburzono, koron też już nie ma, ale nazwa pozostała. Budowę zamku rozpoczął Gustaw I Waza w latach 20. XIV w., nadając mu charakter fortecy. Przebudował go w duchu baroku Jan III, a kształt obecny nadało dwóch Karolów - XI i XII. W pobliżu zamku znajduje się stary rynek - Stortorget. Odbywały się na nim zebrania rajców miejskich i wiece mieszkańców, a podczas słynnej "krwawej łaźni" w 1520 r. stracono tutaj z rozkazu króla Danii Christiana II wielu szwedzkich patriotów. Nad rynkiem góruje najstarszy kościół Sztokholmu - Storkyrka z XII w., w którym koronowano wielu królów Szwecji. Jego wnętrze mieści słynną rzeźbę Berndta Notkego przedstawiającą św. Jerzego w walce ze smokiem.

Lato w Danii więcej o Skandynawii w serwisie Bermudy.pl



Niedaleko stoi dawny dom giełdy zajmowany dzisiaj przez Szwedzką Akademię Nauk, która właśnie tutaj obraduje, komu przyznać Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Z moim przyjacielem (i cicerone) Rajmundem, mieszkańcem Sztokholmu od ponad trzydziestu lat, często mijaliśmy Stortorget i Trekronor, by zagłębić się w wąskie uliczki Starego Miasta pełne przechodniów, ulicznych grajków lub włóczących się - tak jak my - bez celu. Zatrzymywaliśmy się przy wysepce św. Ducha - Helgeandsholmen - by popatrzeć na budynek starego parlamentu stanowiący ładny akcent architektoniczny w tej części śródmieścia. Tam też przyglądaliśmy się połowom jedynego w "mieście między mostami" oficjalnie zarejestrowanego rybaka. Wypływał na środek cieśniny w małej łodzi z dużym wysięgnikiem, z którego puszczał do wody rozpiętą na metalowym szkielecie okrągłą sieć. Raz po raz wyciągał na pokład tęczowego pstrąga czy nawet pokaźnego łososia, by go na poczekaniu sprzedać w pobliskiej restauracji.

Norwegia więcej o Skandynawii w serwisie Bermudy.pl



***

W trzecim dniu pobytu w Sztokholmie wybrałem się na wyspę Djurgarden, aby zobaczyć park, który dał nazwę wszystkim na świecie muzeom etnograficznym na świeżym powietrzu - Skansen. W nim właśnie w ostatnich latach XIX w. powstało muzeum eksponujące zabytki budownictwa ludowego, sprzęty i narzędzia rolnicze różnych regionów Szwecji. Nadspodziewanie prędko Skansen stał się pierwowzorem dla tego typu muzeów w całej Europie. Założył go dr Artur Hazelius, lekarz i etnograf, wielki entuzjasta tradycyjnej sztuki użytkowej, który w 1891 r. przeniósł do parku Skansen zgromadzone w Skandynawskich Zbiorach Etnograficznych (również założonych przez niego) eksponaty znajdowane na terenie całego kraju. Znalazło się w nim, na obszarze 30 ha położonych wśród wzgórz, skał i lasu, ponad 160 budynków mieszczańskich, wiejskich chałup, lamusów, wiatraków, młynów wodnych, spichlerzy i lapońskich namiotów, z pełnym wyposażeniem, typowym dla okresu, z którego pochodził dany obiekt. W większości z nich, w godzinach przeznaczonych na zwiedzanie toczy się życie. W wiejskiej chacie mogłem obserwować, jak szwedzka chłopka krząta się po kuchni, przędzie wełnę lub wypieka chleb. W starodawnej hucie oglądałem powstawanie szklanych naczyń o tradycyjnych kształtach, a w małomiasteczkowym sklepiku kupiłem wytwarzane podczas pokazów repliki zabytkowych przedmiotów. Skansen to nie tylko muzeum, to także stary park istniejący od czasów Gustawa III (1746-92) - zacienione alejki świetnie nadają się na długie spacery. To również zwierzyniec, ulubione miejsce dziecięcych zabaw. Gwarno tu więc i tłoczno, zwłaszcza w niedzielne popołudnia. Starsi mieszkańcy Sztokholmu spacerują statecznie, zapoznając się przy okazji z chłopską przeszłością swojego kraju, dzieci hałasują na placach zabaw lub w skupieniu próbują nakarmić jakiegoś egzotycznego czworonoga. Najwięcej ich - o dziwo! - przy wybiegu ze zwykłymi domowymi kotami trzymanymi w ogrodzie zoologicznym nie wiadomo po co. Tuż przy parku stoi gmach Muzeum Nordyckiego (Skansen jest jego częścią). Obok zbiorów etnograficznych obrazujących życie mieszkańców Szwecji w ciągu ostatnich kilku stuleci zgromadzono w nim pamiątki historyczne, m.in. kolekcję strojów królewskich. Mnie zainteresowały szczególnie przedmioty przywiezione z Polski jako łupy wojenne. Rozpoznałem m.in. zbroję Zygmunta Augusta, ale ona przybyła do Szwecji w charakterze daru. W pobliżu Skansenu znajduje się budynek o dziwnym, siodłowatym kształcie. Mieści jeden, ale za to niezwykły eksponat - flagowy okręt królewski "Waza", który zatonął w 1628 r. tuż po zwodowaniu na skutek konstrukcyjnych wad. Nie odbył więc nawet krótkiego rejsu, a miał wyruszyć na wyprawę wojenną przeciwko Polsce. Jego szczątki wydobyto dopiero po 333 latach, złożono je, poddano konserwacji i obudowano specjalną konstrukcją umożliwiającą zwiedzanie. Dzisiaj oglądają go tysiące turystów, jak gdyby był wspaniałym zwycięzcą wielu bitew, pogromcą mórz i oceanów, a nie nieudacznikiem, który nie potrafił przepłynąć nawet jednej mili morskiej.

***

Kiedy miałem już dosyć sztokholmskich zabytków, Rajmund zabrał mnie do peryferyjnego osiedla Saltsjöbaden, gdzie w małej przystani trzymał swój motorowy jacht. Wypływaliśmy nim na zatokę Saltsjön, by łowić śledzie na gołe haczyki i szczupaki na spinning. Mimo że nie nadszedł jeszcze sezon na ryby (zaczyna się we wrześniu), nie byliśmy jedynymi wędkarzami. Wędkowanie jest dla Szwedów jednym z ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu, widzieliśmy więc ich wkoło wielu łowiących podobnie jak my z łodzi lub ze skalistych brzegów. Czasem robiliśmy dłuższe wyprawy, wyruszając na szersze wody między wyspy i szkiery sztokholmskiego archipelagu, których naliczono ok. 80 tys. Większość z nich to własność prywatna, małe wysepki należą do jednego, większe do kilku właścicieli. Stoją na nich stugi (letnie domki), zwykle drewniane, pomalowane na bordowo. Przy każdej sterczy wysoki maszt, a jeśli powiewa na nim niebieska flaga z żółtym krzyżem, to znak, że właściciel jest w domu. Każda posiadłość ma własną przystań z pomostem, przy którym cumują zwykle dwa jachty - żaglowy i motorowy. Upodobaliśmy sobie szczególnie wyspę Münko, rezerwat przyrody. Nie wolno na niej biwakować i rozpalać ognisk, ale można wychodzić na ląd i łowić ryby w przybrzeżnych wodach. Wyspę porasta dziewiczy las, kwitnie wiele kwiatów, wśród nich obuwiki, jedna z najdalej na północ wysuniętych kolonii storczyków. Poza nami nie było tam żywej duszy, tylko w oddali przesuwały się żagle jachtów lub przemykała szybka motorówka. Najchętniej zostalibyśmy na Münko do późnej jesieni, lecz znacznie wcześniej nadszedł czas powrotu nie tylko do Sztokholmu, ale i do kraju.