List z Madrytu. W kolejce do Van Gogha

Jest taka ulica w Madrycie, na której niezależnie od pogody (a latem jest tu naprawdę bardzo gorąco!) zobaczymy długie kolejki...
Stoją w nich cierpliwie ludzie w różnym wieku i z różnych krajów, oczywiście także Hiszpanie, o których pisałam rok temu jako o miłośnikach sztuki ("Madrilenos kochają sztukę, "Turystyka" 2006 nr 31).

W tym roku utwierdziłam się w tym przekonaniu. I nie pytając nawet "Co rzucili?", stanęłam na końcu ogonka na Paseo del Prado nr 8 (bo o tej ulicy tu mowa) przed pięknym XVII-wiecznym Pałacem Villahermosa. Okazało się, że tym razem "rzucili" Van Gogha - w Muzeum Thyssen-Bornemisza 12 czerwca otwarto wystawę pt. "Van Gogh. Ostatnie pejzaże. Auvers-sur-Oise, 20 Maj - 29 lipiec 1890".

***

Van Gogh to jeden z tych malarzy, których dzieła nigdy się nam nie opatrzą. A tym razem oglądamy coś wyjątkowego - 23 obrazy z ostatnich, jakie namalował przed samobójstwem. Życie naznaczone chorobą i zmaganiem się z nią, samotnością i wreszcie tragiczna śmierć - biografia artysty już dawno stała się własnością nas wszystkich (do czego z pewnością przyczyniły się jego listy do brata Theo).

Wystawa zajmuje pięć sal na parterze. W nastrój i atmosferę (poważną, nawet żałobną) wprowadza widzów tekst, który kurator Guillermo Solana umieścił przed wejściem. Zaczyna się on tak: "20 maja 1890 r. Vincent Van Gogh wysiadł z pociągu w Auvers-sur-Oise, niewielkiej wsi oddalonej od Paryża o godzinę jazdy. Tydzień wcześniej opuścił szpital dla umysłowo chorych w Saint-Rémy, gdzie spędził rok jako pacjent. Do Auvers przybył w poszukiwaniu spokojnego, sielskiego miejsca, w którym mógłby odzyskać zdrowie i spokój ducha. Miał nadzieję, że zacznie nowe życie i nowy rozdział w swoim malarstwie".

Spełniła się tylko ta ostatnia nadzieja - w ciągu 70 dni powstały 72 obrazy, 33 rysunki i jedna grafika. Nigdy nie pracował tak intensywnie, jakby czując, że jego dni są policzone. Pisał do brata: "Pracuję dużo i szybko w tych dniach, starając się znaleźć sposób na wyrażenie rozpaczliwie szybkiego przemijania rzeczy we współczesnym życiu". Przechodzimy z sali do sali, oglądając "Ratusz w Auvers" (kolekcja prywatna), "Pole maków" (Muzeum w Hadze), czy kilka wersji pola pszenicy (m.in. "Pole pszenicy z chabrami", fundacja Beyeler, Bazylea) czy wspaniałe "Dwie postaci w lesie" (Muzeum Sztuki w Cincinnati). Atakują kolory - intensywne żółcie, zielenie, czerń i mocne zamaszyste ślady pędzla, grubo kładziona farba. Ale są też chaty kryte strzechą, żółte polne drogi zapraszające do wędrówki czy łódki na brzegu Oise czekające na pasażerów. Sielskość i rozpacz, piękno świata i udręczony umysł.

Od połowy XIX w. pejzaże z okolic Auvers przyciągały wielu malarzy francuskich. Na madryckiej wystawie zobaczymy po dwa dzieła trzech z nich: Camille'a Pissarra (od 1866 r. mieszkał w Pontoise, blisko Auvers), Paula Cezanne'a (za namową Pissarra mieszkał w Auvers w latach 1872-74) i Charlesa Daubigny'ego - Van Gogh namalował ogród przed jego domem w Auvers. Ten obraz też wisi na wystawie - trzeba uważnie go obejrzeć, by dostrzec sylwetkę ubranej w czerń wdowy po artyście ("Ogród Daubigny'ego", Kunstmuseum Bazylea).

Kiedy po kilku godzinach (obejrzałam też dwie inne wystawy czasowe i wspaniałą stałą kolekcję) wychodzę z Thyssena, prawie naprzeciwko, po drugiej stronie Paseo del Prado prześwituje między drzewami szary budynek prawdziwego giganta wśród światowych muzeów - Prado. Ale dziś nie mam już czasu ani sił, by przeżyć spotkanie z Goyą, Velasquezem, Rubensem, el Greco. Stanę do nich w kolejce jutro.

Wystawa trwa do 16 września, wtorek-niedziela godz. 10-17, bilet 5 euro, łączony (wystawy czasowe i stała kolekcja) - 12,; do 16 września można oglądać 33 prace Richarda Estes'a (ur. 1936 w Illnois), jednego z twórców i głównych przedstawicieli fotorealizmu w sztuce.

http://www.museothyssen.org