Zapachy Madrytu

Madryt niczym nie przypomina innych hiszpańskich miast. Nie pachnie jak Barcelona owocami, rybami i morską bryzą, nie unosi się tu woń przypalonych ziół i czosnku jak w La Corunii czy Lugo, nie odnajdziesz tajemniczego klimatu Sewilli czy Cordoby, na próżno szukać by woni kadzidła i butwiejącego drewna Santiago de Compostela.

Kawa i szynki

A jednak ma swój niepowtarzalny klimat i zapach. Miesza się w nim woń dymu cygar z aromatem wina, spalinami, żarem rozgrzanych murów i smrodem rozkładających się pod wpływem upału resztek jedzenia. Niemal z każdym krokiem ten zapach się zmienia. Kawa z wielkiego chromowanego ekspresu wydziela kuszącą woń, która miesza się z duszącymi oparami ciężkich perfum. Poczujesz też zapach dojrzewającej szynki (jamón). Takie szynki właściciele lokali wieszają wprost nad ladą, więc gdy siedzisz przy barze i popijasz piwo, nie dziw się, gdy na twoją głowę spadnie kropla tłuszczu. Szybko zapomina się o tym, pochłaniając kanapkę z kawałkiem pachnącego mięsa.

Zapach tych szynek to również część zapachu Madrytu, owe gicze po kilku miesiącach zwisania nad gośćmi pachną nie tylko dymem, w którym je wędzono, ale i tym wszystkim, co wydarzyło się w bodedze. Tysiącami wypalonych ducadosów (najpopularniejsze tu papierosy), kawą, chętnie mieszaną z brandy, aromatycznymi ziołami, które kucharz sypał na ruszt.

W barach pachnie pomarańczami pokrojonymi w maleńkie kawałki, które teraz pośród skórek cytryny pływają w winie, tworząc orzeźwiającą sangrię.

Mimo knajpianych atrakcji Madryt w środku lata to nie najlepszy pomysł na spędzanie wolnego czasu. Temperatura powyżej 30 stopni, ryk motocykli i skuterów. Nawet późną nocą hałas nie milknie. Madryt najpiękniejszy jest w maju, kiedy wszystko kwitnie, upały tak nie doskwierają i turystów jakby mniej. Ale wrzesień też jest piękny.