Kaszuby: Od Diabelskiego Kamienia do osady łowców fok

Cała pętla to ok. 80 km, warto ją dobrze rozplanować, by uniknąć wracania po zmroku wąskimi, na ogół bez poboczy, drogami Kaszub
Wschód słońca powitałem na dębkowskiej plaży, a potem ruszyłem spod gotyckiego kościoła w Żarnowcu. Warto go zwiedzić z uwagi na piękny barokowy ołtarz, rokokową ambonę czy malowane stalle i sklepienie.

Z Żarnowca czerwony szlak rowerowy prowadzi polnymi drogami do pobliskiego Odargowa, przecina asfaltową drogę i dalej wiedzie wśród łąk, pól i nielicznych zabudowań letniskowych w stronę Diabelskiego Kamienia, którym czart chciał zniszczyć żarnowiecki kościół. Jest to samotny, potężny (obwód 20 m), owiany legendami głaz na szczycie wzniesienia, na które wspinam się stromo zielonym szlakiem (gubiąc po drodze rowerowy). Chwila odpoczynku i ruszam w dół szlakiem zielonym (jego fragment doprowadził mnie pod kamień).

Droga wśród lasów prowadzi do Łętowic, gdzie znów w towarzystwie czerwonego rowerowego docieram do Krokowej. Kierunek wyznaczają dwie potężne wieże ceglanego kościoła neogotyckiego wzorowanego na paryskiej Notre Dame. Za jego projekt i zbudowanie własnymi rękami hrabia Karol von Krockow otrzymał w 1851 r. tytuł majstra budowlanego, przedstawiając go jako pracę dyplomową. Tuż obok, w malowniczym parku mieści się XIV-wieczna rezydencja rodu von Krockow (Krokowskich), obecnie elegancki hotel i restauracja.

Po śniadaniu drogą nr 213 wyruszam w stronę Pucka. Po 5 km moją uwagę zwracają ruiny potężnych murów i wystająca zza drzew pałacowa wieża. Skręcam w lewo w wysadzaną starymi drzewami aleję, by po kilkudziesięciu metrach dotrzeć do rezydencji rodu von Grass w Kłaninie, eklektycznego pałacu o niezwykle ciekawych wnętrzach (mogłem je podziwiać dzięki wyjątkowej uprzejmości małżeństwa z Warszawy, w tym momencie jedynych gości w pałacu). Podziwiałem XVIII-wieczną klatkę schodową, kominek z 1604 r., gdańskie meble. Obejrzałem również stadninę i zabudowania folwarku.

Wróciwszy na drogę 213, po niecałym kilometrze zrobiłem kolejny przystanek przy XVIII-wiecznym kościółku św. Michała Archanioła w Starzynie, gdzie na modlitwę wzywa od pięciu wieków ciągle ten sam gotycki dzwon. Kościół otaczają ciekawe rybackie domki. Tuż za Starzynem boczna droga skręca w lewo w kierunku Władysławowa. Docieram nią do Starzyńskiego Dworu, gdzie spod pomnika radzieckiego żołnierza widać wieżę przypominającą włoskie kościoły. Okazuje się, że to fragment dawnej cysterskiej posiadłości, po której została owa wieża z dzwonem, przylegający budynek i mury parkowe. W głębi mieszczą się zabudowania folwarczne, z których jedno przez kogoś kupione jest właśnie odnawiane.

***

Po kilku kilometrach docieram do Łebcza, wsi o rycerskim rodowodzie wzmiankowanej w 1285 r. jako własność Gneomara, w której krzyżują się dzisiaj ruchliwe drogi Kaszub.

Moim kolejnym celem jest sanktuarium w Swarzewie. Koniec języka za przewodnika - od miejscowych rycerskich potomków dowiaduję się, że muszę obrać kierunek na Władysławowo i zaraz za cmentarzem skręcić w polną drogę. Sielskim duktem wśród pól i krzewów dojrzałych jeżyn, z widokiem na pracujące na horyzoncie potężne nowoczesne wiatraki napędzane nadmorskim wiatrem dotarłem do sanktuarium. Przywitał mnie stary kościelny i opowiedział o swarzewskiej Madonnie, Królowej Polskiego Morza, pokazując m.in. zabytkowy portret Najświętszej Marii Panny w kapeluszu czy XVII-wieczny obraz-mapę wzburzonego Bałtyku z hanzeatyckimi statkami żaglowymi, Helem z fortami obronnymi, ze Swarzewem i z Zatoką Pucką, zwaną tu od dawna Małym Morzem (dzisiaj przekornie Pucyfikiem).

Nad jej brzegiem prowadzi droga (oznaczona jako rowerowa) najpierw asfaltem przez Swarzewo, później utwardzoną ziemią niemal do samego Pucka. Ostatni kilometr to przymusowa jazda po unowocześnianej drodze nr 216 (mam nadzieję, że władze Pucka nie zapomną o nitce dla rowerzystów!). Na świetlnym skrzyżowaniu skręcam w lewo do centrum i ląduję na sympatycznym ryneczku obok górującej nad miastem gotyckiej świątyni św. św. Piotra i Pawła z cenną kaplicą Ernesta Wejhera.

Puck, zabytkowe portowe miasteczko, którego jednym z właścicieli był Jan III Sobieski, był kilkakrotnie zastawiany przez królów polskich. Od zatoki zamyka je mała marina i molo, gdzie odbywa się wiele imprez żeglarskich i surfingowych. Warto wpaść na pyszną rybę (5-7,50 zł/100 g) do Budziszowej Maszoperii, rodzinnej kaszubskiej smażalni założonej już w latach 20. przez Antoniego Budzisza.

Kolejny odcinek do odległego o 6 km pałacu (zwanego też zamkiem) w Rzucewie przejechałem w deszczu. Zwiedziłem ogromną neogotycką budowlę rodu von Below przypominającą średniowieczne zamczysko. Wieś Rzucewo, w której znaleziono ślady neolitycznej kultury rzucewskiej (wyroby z bursztynu) oraz "osadę łowców fok", to dawne sioło rycerskie. Lipy w 10-kilometrowej XVII-wiecznej alei na południe od pałacu sadził podobno również Jan III Sobieski w czasach, gdy właścicielką wsi była jego siostra Katarzyna.

Przeciągająca się ulewa spowodowała, że musiałem zmienić plany. Zamierzałem wrócić do Dębek przez Mechowo (piękny kościółek z muru pruskiego i Mechowskie Groty, jedyne jaskinie na nizinnych terenach Polski), i wybrałem prostą, choć pagórkowatą, niezbyt ruchliwą drogę nr 213 na Słupsk.

W sieci

http://www.zamekkrokowa.pl

http://www.klanino.com

http://gminapuck.wpt.pl

http://www.zameksobieski.pl